Krzysztof Błażejewski

Zaraz mecz. Kierowniku, fajrant, idźmy na świetlicę!

Uroczyste powitanie bohaterów meczu z Anglią na Wembley w Warszawie. Przemawia przewodniczący GKKFiT, Bolesław Kapitan Fot. Z książki „Polska gra o puchar Świata” Uroczyste powitanie bohaterów meczu z Anglią na Wembley w Warszawie. Przemawia przewodniczący GKKFiT, Bolesław Kapitan
Krzysztof Błażejewski

Dziś, kiedy każdy wielki turniej piłkarski rozpoczyna się od kupowania szalików, trąbek i flag na samochody, kiedy przyjęły się zbiorowe emocje w strefach kibica i oglądanie meczów na telebimie w piwnych ogródkach, warto przypomnieć, jak kibicowano polskim piłkarzom w przeszłości.

W międzywojniu sport w naszym regionie nie cieszył się wielkim zainteresowaniem. Wzbudzał emocje głównie w kręgach młodzieży i robotników. Inteligencja, urzędnicy i przemysłowcy uważali, że im „nie wypada” zajmować się niepoważnymi zabawami. Dlatego najwięcej kibiców miały zespoły na Śląsku, w Warszawie i Łodzi.

O pierwszym mundialu, rozgrywanym w 1930 roku w dalekim Urugwaju, mówiono mało, raczej wydziwiano na pomysł, by kazać jechać piłkarzom na kilka meczów na drugi koniec świata. Wszystko się zmieniło, kiedy Polacy po raz pierwszy awansowali do finałów po serii efektownych zwycięstw. Był rok 1938. Pierwsze spotkanie, od razu z Brazylią, przypadło na 5 czerwca, niedzielę.

Tego dnia od godz. 18 drugą połowę oraz dogrywkę relacjonowało na żywo Polskie Radio, co zapowiadano dużo wcześniej. I rzeczywiście, kto tylko miał własny odbiornik, nasłuchiwał, a kto nie miał - szedł do sąsiada albo przystawał pod oknem, skąd dobiegał głos sprawozdawcy. „Setki tysięcy ludzi nasłuchiwało przez 75 minut szarpiących nerwy emocji” - napisała następnego dnia prasa. Obszerne relacje z meczu, przegranego 5:6, ukazały się w dodatkach nadzwyczajnych gazet w poniedziałkowe południe, gdyż w niedzielę dziennikarze nie pracowali, a zatem następnego dnia prasa nie ukazywała się.

Pele i Garrincha w... kinie

Po II wojnie przez długie lata udział w mundialu był marzeniem ściętej głowy dla naszej reprezentacji, mimo iż mieliśmy niezłych zawodników, jak Gerard Cieślik, Ernest Pohl, Edward Szymkowiak, a potem ekipę Górnika Zabrze z Włodzimierzem Lubańskim i Zygfrydem Szołtysikiem. W finałach uczestniczyło jednak tylko 16 ekip. Przebieg turniejów w latach 1950-1962 Polacy śledzili dzięki relacjom radiowym. Zobaczyć, jak grają np. Pele, Garrincha czy di Stefano mogli jedynie dzięki… pełnometrażowym filmom o mistrzostwach, wyświetlanych w kinach z rocznym poślizgiem.

W czasie meczu z Argentyną opustoszały ulice, nie było ani jednego wez-wania karetek pogoto-wia. Odwołano seanse filmowe, sektakle

Mistrzostwa 1966 roku po raz pierwszy można było obejrzeć w Polsce w telewizji. Interwizja kupiła wybrane mecze, które transmitowano w krajach obozu socjalistycznego. Były to spotkania z udziałem ZSRR, Węgier i Bułgarii, pokazano też finał i spotkanie o 3. miejsce. Meksykańskich zawodów 4 lata później nie transmitowano, bo Interwizja nie dogadała się co do ceny. Polscy kibice mogli obejrzeć jedynie mecz finałowy z jednodniowym poślizgiem.

W dalszej części artykułu m.in. o tym jak Polacy zachowywali się przed mundialami w latach 80. i 90.

Pozostało jeszcze 60% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Krzysztof Błażejewski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.expressbydgoski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.