Z Kresów na kresy. Matka Boża Klewańska sławna cudami i wspomożeniem wiernych

Czytaj dalej
Fot. Dariusz Chajewski
Dariusz Chajewski

Z Kresów na kresy. Matka Boża Klewańska sławna cudami i wspomożeniem wiernych

Dariusz Chajewski

Do Klewania ciągnęli goście nie tylko z Kresów. Jednak powodem była nie tylko renoma kurortu. Nie wszyscy bowiem przybysze byli letnikami, liczniejsi byli nawet pielgrzymi. Zmierzali do Niej, do Matki Bożej Klewańskiej. Ciągnęli, bo znana była przede wszystkim jako Matka Boska Wspomożenia Wiernych. W sobotę (22 maja) w Skwierzynie zostanie ustanowione Sanktuarium Matki Bożej Klewańskiej, patronki kresowych rodzin

Kościół w Klewaniu nie rzucał na kolana. Skromny barok fundacji ks. Jerzego Czartoryskiego z 1610 r. Trzynawowy z dwiema wieżami. Na kolana rzucała Ona. Nie, nie obraz przedstawiający Wniebowzięcie Matki Boskiej, zdobiący ołtarz główny. To była Matka Boża Klewańska skromnie wisząca w bocznym ołtarzu. Uchodząca za dzieło Carlo Dolciego zwana była „jasnym obrazem”, ze względu na znaki. Jakie znaki?

To Ona rzucała na kolana

Uwielbienie dla Matki Bożej w Klewaniu, podobnie jak na całych Kresach, trwało od wieków. Pierwszy kościół parafialny pw. Zwiastowania Najświętszej Marii Panny został wzniesiony i uposażony w 1590 roku przez księcia Jerzego Czartoryskiego. Parafia natomiast, pod wezwaniem Wniebowstąpienia Matki Bożej, została erygowana osiem lat później. Konsekracji świątyni dokonał w 1673 r. biskup pomocniczy diecezji łuckiej ksiądz Stanisław Łoza. Jednak świątynia spłonęła w 1739 r. od uderzenia piorunem. Odbudowy kościoła dokonała w latach 1745-48 słynna księżna Izabela Czartoryska, a świątynię ponownie konsekrował w 1799 r. biskup Kacper Cieciszowski.

Zaproszenie do Skwierzyny

Kiedy pojawił się tutaj wizerunek Matki Bożej Klewańskiej? Padają różne daty, ale tak dokładnie nie wiadomo. Księga cudów prowadzona tu od XVII wieku świadczyła, że Matka Boża szczególnie ukochała te ziemie, ale i była tutaj „zasiedziała” od pokoleń.

W 1639 r. została powołana przez biskupa łuckiego Jędrzeja Gembickiego komisja, która miała sprawdzić prawdziwość relacji o cudach doznawane przy tym obrazie. Po zakończeniu prac przez komisję obraz został uznany za cudowny. Potwierdził to również notariusz apostolski Baptista de Rubeisa.

- Niedawno dowiedziałem się, że w posiadaniu rodziny Czartoryskich były trzy przywiezione z Włoch wizerunki matki Bożej - mówi ks. Kazimierz Małżeński, proboszcz skwierzyńskiej parafii i inicjator powstania sanktuarium. - Jeden znalazł się w Krakowie i zaginął, podobnie jak drugi, który podróżował z Czartoryskim, przyszłym prymasem. Trzeci został podarowany klewańskiej parafii przez jedną z przedstawicielek rodu Czartoryskich.

Według Siergieja Kalibirdy to książę Kazimierz Florian Czartoryski przywiózł ikonę z Rzymu w 1642 roku.

Nie to stulecie, nie ten autor

Z ogólnodostępnych informacji dowiemy się, że cudowny obraz Matki Bożej Klewańskiej Wspomożycielki Wiernych jest dziełem włoskiego XVII-wiecznego, florenckiego malarza Carlo Dolci.

- Wiele jest jeszcze znaków zapytania, ale jedno jest pewne, nie jest to praca Dolciego - prostuje ks. Małżeński. - Specjaliści są przekonani, że obraz ten jest o jakieś sto lat starszy i być może powstał w na północy Italii, ale równie prawdopodobny jest kierunek szwajcarski, czy śląski, gdzie również funkcjonowała znana szkoła malarstwa religijnego. Potrzebne są szczegółowe badania i już wkrótce na ołtarzu zawiśnie kopia, a w tym czasie oryginałem zajmą się specjaliści.

Klewań, takie kresowe miasteczko

W 1938 r. parafia liczyła 2,2 tys. wiernych i podlegały jej liczne kościoły filialne. Tuż przed wojną proboszczowską posługę sprawował ks. Aleksander Pierzchała, ale w obawie przed represjami ukraińskimi opuścił miasteczko.

Kolejnym duszpasterzem był ks. Piotr Sąsiadek, który zapisał się w historii jako inicjator powstania oddziału samoobrony, który bronił miasteczka przed nacjonalistami z UPA.

Czynił to na tyle skutecznie, że w tym krawawym czasie, jeśli ktoś w miasteczku ginął, to byli to ludzie, którzy podróżowali do pobliskich wsi, gdzie szalał ukraiński terror. Jak wspominają klewianie nazywano go nawet „kapitanem”.

Jednak klewiańscy katolicy byli i są przekonani, że to, iż tak wielu polskich mieszkańców okolicy przeżyło, zawdzięczają właśnie Matce Bożej Opiekunce Wiernych. To pod Jej opiekę, między mury kościoła, na noc udawali się mieszkańcy, ale i uchodźcy z okolicznych wsi. Noc spędzali na modlitwie, dorośli na parterze, dzieci na galerii, by rankiem ruszyć do swoich zajęć.
Jedna z niepotwierdzonych relacji mówi, że raz nacjonaliści podeszli pod kościół, ale do tego, aby odstąpili, miał ich przekonać tajemniczy starzec... Innym razem Rosjanie przekonani, że w kościele chronią się Niemcy, prawie podpalili kościół.

Droga na zachód

Parafia katolicka w Klewaniu funkcjonowała aż do 15 maja 1945 r. Gdy dwa dni później ludzie z Klewania ruszyli na zachód, nie mogli zapomnieć o swojej opiekunce. Henryk Wielogórski zaproponował wówczas swojej sąsiadce, Stanisławie Basaj, zabranie ze sobą cudownego obrazu, co miało uchronić maryjny wizerunek przed zniszczeniem z rąk krasnoarmiejców. Sam Wielogórski nie podjął się tego trudnego zadania, ponieważ w jego domu kwaterował wówczas sowiecki żołnierz. Z kolei mąż pani Stanisławy walczył w szeregach Dywizji Kościuszkowskiej, co stwarzało szansę na mniej dokładne kontrole jej rodzinnego dobytku. Wraz z obrazem podróżowały chorągwie kościelne czarne z obrazami, sztandary zielone, feretron Matki Bożej Lourdańskiej, stare ornaty i ręcznej roboty srebrna trumienka, pochodzącą z XVII wieku, z relikwiami św. Bonifacego Męczennika. Już na miejscu, z polecenia kurii biskupiej trumienka została przewieziona do Gorzowa…

- Oczywiście musieliśmy naszą Matkę Bożą chronić przed Sowietami - wspomina Weronika Nuckarz, które z Matką Bożą Klewańską podróżowała w jednym wagonie. Miała wówczas 15 lat. - Na naszych kościelnych skarbach położyliśmy ciężko poparzoną kobietę i nawet, gdy wojskowi rozglądali się po kątach, tutaj nie zajrzeli. Bo jak ciężko chorą szarpać...

Stanisławie Basaj i innym klewianom udało się zabrać obraz ze sobą i wyruszyć transportem na tzw. Ziemie Odzyskane. Transport wyruszył z Klewania 17 maja 1945 roku. W jego skład wchodziło około 700 - 800 osób. To miasteczko na szynach dotarło do Skwierzyny 6 czerwca.

Skwierzyński proboszcz ukrywał wizerunek na plebanii kościoła św. Mikołaja aż do 1950 roku. Później umieszczono go w kaplicy pod chórem. Przed władzami nie zdradzano jednak wciąż pochodzenia i prawdziwej wartości i znaczenie obrazu.

Oficjalne umieszczenie obrazu Matki Boskiej Klewańskiej w głównym ołtarzu świątyni nastąpiło dopiero w 1968 roku. Jak mówią skwierzynianie, gdy nastał proboszcz ks. Edmund Łowiński i zobaczył, że tak wielu ludzi klęczy właśnie przy bocznym ołtarzu, postanowił w przenieść obraz do ołtarza głównego. Stwierdził, że św. Mikołaj jest mężczyzną i na pewno ustąpi kobiecie miejsca. Intronizacji wizerunku dokonano po upadku komunizmu, 23 maja 1992 roku.

Patron kawalerów i nawróconych

W klewańskiej świątyni znajdował się jeszcze jeden skarb. Relikwiarz św. Bonifacego, patrona kawalerów i nawróconych. Został on ufundowany przez Mikołaja Jerzego Czartoryskiego w 1642 roku. Wykonany z drewna obitego srebrną blachą ozdobioną ornamentem małżowinowo-chrząskowym. Ornament, typowy dla XVII wieku, ten ma charakter amorficzny, pozbawiony precyzyjnej formy, składający się elementów przypominających małżowinę uszną i chrząstki. Także ten relikwiarz towarzyszył klewianom w drodze na zachód. Dzisiaj relikwiarz jest przechowywany w pałacu biskupim w Zielonej Górze.

Święty Bonifacy był chrześcijańskim biskupem wczesnośredniowiecznym i męczennikiem. Jego szczątki zostały przywiezione do Klewania przez Kazimierza Floriana Czartoryskiego, w czasie kiedy posiadanie relikwii nobilitowało, było tożsame z awansem społecznym. Cytując fachowców, relikwiarz ten był zaskakująco pomijany w literaturze naukowej. Najstarsza wzmianka pochodzi z pamiętników Albrychta Radziwiłła z 1642 roku. Dekoracja relikwiarza jest niemal świecka i nic poza inskrypcją nie wskazuje na jego przeznaczenie. Kształt relikwiarza nawiązuje do relikwiarza św. Stanisława ze Szczepanowa. Relikwiarz św. Bonifacego jest niezwykle cennym zabytkiem i - jak sugerują fachowcy - powinien zostać na nowo odkryty dla historii sztuki.

Dariusz Chajewski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.expressbydgoski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.