To tylko tsunami czy już apokalipsa? Przyszłość turystyki pod wielkim znakiem zapytania

Czytaj dalej
Fot. Krzysztof Błażejewski
Krzysztof Błażejewski

To tylko tsunami czy już apokalipsa? Przyszłość turystyki pod wielkim znakiem zapytania

Krzysztof Błażejewski

Puste plaże, uziemione samoloty, kołyszące się bezczynnie na falach monstrualne wycieczkowce. To obraz dotąd nieznany. Branża turystyczna, przeżywająca największy boom w swojej historii, nagle zatrzymała się w pół kroku. Jak długo to potrwa?

Nie było jeszcze takiego przypadku w historii, by cała gałąź gospodarki, zatrudniająca miliony ludzi, przynosząca miliardowe dochody i wypełniająca czas znacznej części mieszkańców naszej planety - przestała dosłownie z dnia na dzień istnieć. Nieraz przychodziło organizatorom wyjazdów zmagać się z kryzysem w turystyce, spowodowanym czynnikami zewnętrznymi, jak epidemie czy ataki terrorystyczne, ale nigdy nie działo się to na taką skalę, jak obecnie. Majątek trwały - hotele, środki transportu itd. - co prawda uszczerbku nie doznał, bo koronawirus to coś innego niż tsunami, ale kto i kiedy przywróci turystykę do życia? To jest iście Hamletowskie pytanie...

Szalony boom

Jeszcze jesienią tysiące ludzi przemieszczało się każdego dnia po najatrakcyjniejszych miejscach naszego globu. Wprowadzano limit dostępu do najbardziej zadeptanych miejsc, jak Wenecja, atole na Malediwach, plaże wyspiarskich krajów, choćby Maya Beach na tajlandzkich wyspach Phi Phi, ogłaszano zakazy wpływania wycieczkowców do niektórych portów.

Były to obostrzenia konieczne w ostatnich latach, tak bowiem szybko i gwałtownie rozwijała się światowa turystyka. W parze szły bajeczne dochody, powstawały tysiące hoteli. Wznoszono coraz większe lotniska, konstruowano samoloty o większym zasię-gu i z większą liczbą miejsc.

O ile wcześniej zwiedzanie zdominowali Amerykanie, Niemcy i Japończycy, to teraz do głosu doszli Chińczycy, Rosjanie, Hindusi. Także i Polacy.

Ostatnie dwie dekady to prawdziwy turystyczny boom, największy w historii. Na zwiedzanie świata ruszyły ludy i narody, które nie mogły się wcześniej cieszyć ani swobodą, ani dostatkiem. O ile wcześniej zwiedzanie zdominowali Amerykanie, Niemcy i Japończycy, to teraz do głosu doszli Chińczycy, Rosjanie, Hindusi. Także i Polacy. Z goszczenia przybyszów z bogatszych stref świata zaczęły żyć miliony ludzi. Z ulicznych knajpek, z pokazów tanecznych, usług masażu, ze sprzedaży lokalnych specyfików, z usług beach boysów.

I nagle pojawił się znak stop.

Dwutygodniowy objazd Tajlandii bądź Wietnamu, połączony z wypoczynkiem, kosztował tyle, co w normalnych czasach wypad na tydzień do Chorwacji.

Już w styczniu, kiedy wirus szalał tylko w Chinach i sąsiednich krajach azjatyckich, Polacy przestali wyjeżdżać. Ci, którzy mieli wykupione wcześniej wyjazdy, wpadali w depresję, obserwując, jak ceny ich imprez w formule last minute spadały z dnia na dzień. W lutym było tak, że dwutygodniowy objazd Tajlandii bądź Wietnamu, połączony z wypoczynkiem, kosztował tyle, co w normalnych czasach wypad na tydzień do Chorwacji. Korzystali jednak z tych ofert tylko nieliczni odważni. Większość potencjalnych podróżników przyglądała się sytuacji, biura omijając z daleka. A kiedy wirus dotarł i do Polski, wszystko się posypało. 31 marca br. upadło pierwsze polskie biuro - ofiara koronawirusa, Tourasia.

Co będzie dalej? Teoretycznie oferta biur podróży, nawet na wyjazdy jeszcze tej wiosny, czeka na klientów. W Rainbow można zapisywać się na wycieczki i wczasy startujące pod koniec kwietnia. Gigant wczasów plażowo-pobytowych TUI proponuje wyjazdy 1 maja, młody rekin polskiego rynku Ecco Holiday oferuje wycieczkę do Pekinu 10 maja, a Itaka eskapady od 1 czerwca. Nikt się, oczywiście, nie zgłasza. Trwa stan zawieszenia.

180 dni na zwrot gotówki

Czy sezon turystyczny ruszy latem? Nad tym już raczej nikt się nie zastanawia. W opinii znawców branży istotniejszym pytaniem jest to, czy cokolwiek uda się jeszcze uratować z letniego sezonu. To ma kapitalne znaczenie w zależności od profilu biur oraz ich specjalizacji. To oczywiste, że klienci, którzy wykupili wakacje first minute na lipiec i sierpień, na razie wstrzymują się z decyzjami. Oni mają jeszcze trochę czasu. Co jednak dzieje się z osobami, które w tym samym trybie wykupiły wiosenne wyjazdy pod palmy?

Odpowiedź jest banalna: chcą zwrotu pieniędzy. To nie jest jednak proste. Po „odbiciu się” od sprzedawców idą do rzeczników konsumentów po radę, co dalej.

Klienci biur podróży mają trzy możliwości: przenieść termin rezerwacji na inny, bardziej odległy w czasie miesiąc, pobrać voucher do wykorzystania w ciągu roku od daty zarezerwowanego wyjazdu bądź też odstąpić od umowy.

Według Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, sytuacja wygląda następująco: od 31 marca br. i wejścia w życie tzw. tarczy antykryzysowej klienci biur podróży mają trzy możliwości: przenieść termin rezerwacji na inny, bardziej odległy w czasie miesiąc, pobrać voucher do wykorzystania w ciągu roku od daty zarezerwowanego wyjazdu bądź też odstąpić od umowy. W tym przypadku jednak na swoją gotówkę klient będzie musiał poczekać 180 dni. Takie rozwiązanie na jakiś czas oddala wizję bankructwa biur turystycznych. Na jak długo?

Recesja

Tego nikt jeszcze nie wie. Rozważane są różne scenariusze. Niestety, nie ma wersji optymistycznych. Są tylko złe i gorsze. Jedynym pocieszeniem może być to, że ekonomiści powtarzają, iż w usługach zapaść nie jest nigdy tak dotkliwa, jak w innych dziedzinach gospodarki. To jednak w tej chwili niewielka pociecha.

Pracę na skutek recesji w związku z epidemią już stracili lub stracą w skali świata miliony ludzi. Klienci, nawet kiedy turystyka się odbuduje, tak szybko nie wyjadą w podróż czy na wczasy, będą mieli ważniejsze potrzeby. Część ludzi żyjących z turystyki w różnych krajach przebranżowi się, na stałe lub na krótko. Inni powiększą rzeszę biedaków. Wielu trafi do najbogatszych krajów jako kolejna fala uchodźców.

Powrót po latach

Zniszczeją uziemione samoloty i niedoglądane hotele. Zabraknie środków nie tylko na inwestycje, ale choćby na utrzymanie. Będzie tak jak w krajach arabskich po zamachach terrorystycznych, w Egipcie czy Tunezji. Odpadające tynki, zarastające ciągi spacerowe, zaśmiecone plaże i kręcący się wokół ludzie rozpaczliwie usiłujący cokolwiek sprzedać nielicznym przyjezdnym.

Powrót po paru latach przerwy zawsze trwa długo. Tak będzie i teraz. Wszystko ruszy najpierw na pół gwizdka. W międzyczasie upadną mniejsze biura. Polskie rządowe rozwiązania w postaci zawieszenia ZUS na 3 miesiące (ale tylko w przypadku zatrudniania do 9 pracowników) czy 5000 zł pomocy mają znaczenie symboliczne - przekonują właściciele małych biur. Nie mając przychodów, muszą wciąż opłacać czynsz, media, pracowników etc.

Pójdą w górę ceny ubezpieczeń, bo większość wyjeżdżających będzie chciała mieć specjalne ubezpieczenie na wypadek zarażenia się koronawirusem (do tej pory standardowe ubezpieczenia nie chroniły przed skutkami epidemii)

Zastój zapewne przetrwają tylko najwięksi i najsilniejsi gracze na turystycznym rynku. Potem będą musieli zacząć ostrożnie, od mniejszej liczby ofert i po niezbyt wysokich cenach. Dla odważnych turystów, dla ryzykantów, nadejdzie dobry czas. Pójdą za to z pewnością w górę ceny ubezpieczeń, bo większość wyjeżdżających będzie chciała mieć specjalne ubezpieczenie na wypadek zarażenia się koronawirusem (do tej pory standardowe ubezpieczenia nie chroniły przed skutkami epidemii). W przyszłości rynek usług turystycznych zostanie skoncentrowany i ceny znacząco pójdą w górę. A zresztą, dziś nie sposób przewidzieć przyszłych kursów euro czy dolara, co w turystyce ma podstawowe znaczenie.

Ratunkiem szczepionka

Potrzeba poznawania innych krajów, oryginalnych wakacji, nowych wrażeń i kontaktów nie zniknie. Do tego od paru lat daje się zauważyć nowy, ogromny podróżniczy popyt bogacącej się klasy średniej z dwóch najludniejszych państw świata: Chin i Indii. To do ich możliwości płacowych będziemy musieli się dostosowywać na wyjazdach.

Dzisiaj nie da się przewidzieć, kiedy zostaną otwarte granice. Blokada raczej wydłuży się do jesieni, a i tak pierwsze wrócą „małe” wyjazdy gdzieś na plażę, gdzie będzie bezpiecznie, gdzie obsługa będzie w stanie zapewnić brak kontaktu z tubylcami.

Trudno uwierzyć, by znów mogły się wypełniać ludźmi wielotysięczne wycieczkowce.

Ponadto dziś, kiedy Europa i Ameryka Północna są w okresie szczytowym pandemii, w wielu krajach dopiero się ona zaczyna. Jak długo potrwa? Jeśli nie zostanie wynaleziona skuteczna szczepionka, w niektóre miejsca turyści już nigdy mogą nie wrócić. Trudno uwierzyć, by znów mogły się wypełniać ludźmi wielotysięczne wycieczkowce. Wielki strach przed kwarantanną i błąkaniem się po morzach może okazać się paraliżujący. Będą wciąż żyły obawy przed przesiadkami w wielkich portach lotniczych. Podobnie może być z lękiem przed działaniem służby zdrowia w turystycznych rajach, gdzie opieka medyczna i warunki sanitarne z reguły są w złym stanie, o lokalnych epidemiach dżumy, tyfusu itd. nie wspominając. Dodatkowo będziemy się bać koronawirusa. Kto zaryzykuje wizję leczenia w takich warunkach, bo przecież transport do Polski będzie zupełnie nierealny?

W turystyce apokalipsa dopiero się rozpoczyna.

Krzysztof Błażejewski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.expressbydgoski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.