Szymon Woźniak: Czapka Kadyrowa pasuje idealnie, na pewno pojawię się w niej na starówce

Czytaj dalej
Fot. Jarosław Pabijan
Krzysztof Wypijewski

Szymon Woźniak: Czapka Kadyrowa pasuje idealnie, na pewno pojawię się w niej na starówce

Krzysztof Wypijewski

Żużel Rozmowa z Szymon Woźniakiem, który w niedzielę zdobył indywidualne mistrzostwo Polski seniorów. 24-letni wychowanek bydgoskiej Polonii zaszokował żużlową Polskę. W Gorzowie pogodził faworytów i został czterdziestym drugim mistrzem kraju.

Zwycięzca indywidualnych mistrzostw Polski, oprócz medalu, szarfy oraz pucharu, otrzymuje czapkę Kadyrowa. Pasuje?
Jest idealna! To charakterystyczny element finału, wiele się o niej mówi, ale po raz pierwszy na własne oczy zobaczyłem ją dopiero w niedzielę [Woźniak debiutował w seniorskim finale - re.]. Nie przypuszczałem jednak, że będę mógł zabrać ją do domu. Bardzo mi się podoba. Będę w niej chodził jak najczęściej, na pewno w czapce Kadyrowa pojawię się kiedyś na bydgoskiej starówce.

Przez wiele lat każdy mistrz wyszywał na niej swoje nazwisko. Teraz brakuje już wolnego miejsca...
Odnoszę wrażenie, że ona z roku na rok się powiększa [śmiech]. Na pewno znajdę na niej miejsce, by wyszyć swoje nazwisko.

Drogę do finału miał pan wyboistą. Wyścig barażowy był dwa razy przerywany, gdy jechał pan na prowadzeniu. Były duże nerwy?
Starałem się powstrzymywać emocje. Wiedziałem, że mam dobrze dopasowany sprzęt i jeżeli nie „przysnę” pod taśmą, to powtórzę tak dobry start jeszcze raz. Trochę bałem się Patryka Dudka, który ruszał z drugiego pola i mógł mnie zamknąć. Na szczęście nie znalazł w motocyklu lepszych ustawień od moich.

W finale też idealnie wystrzelił pan spod taśmy. Jakie myśli krążyły po głowie w drodze po złoto?

Po opadach deszczu było dużo odsypanej nawierzchni. Wiedziałem, że muszę jechać trudniejszą, ale szybszą ścieżką. Dlatego starałem się utrzymać maksymalną koncentrację. Dopiero po przejechaniu linii mety emocje puściły i - co było widać podczas transmisji telewizyjnej - rozkleiłem się.

Po zawodach dziękował pan przede wszystkim rodzicom, którzy byli bardzo pomocni w początkowej fazie kariery. Mama i tata byli na stadionie w Gorzowie?
Nie, oglądali w domu w mojej rodzinnej Tucholi. Zaraz po zawodach przyjechali do mnie do Bydgoszczy i dopiero wtedy mogliśmy się wyściskać. Trochę musieli jednak poczekać, bo wróciłem bardzo późno. Wiadomo: dekoracja, konferencja prasowa, kontrola antydopingowa. To wszystko trochę trwało.

Pewnie poczta w telefonie komórkowym zapchała się od gratulacji?

Kiedy wsiadłem do busa i wziąłem telefon do ręki, byłem w szoku! Korzystając z okazji, za pośrednictwem „Expressu Bydgoskiego”, chciałbym podziękować wszystkim, którzy mi pomagają, wierzyli, a w niedzielę trzymali za mnie kciuki.

Na torze w Gorzowie zdobył pan kiedyś złoto mistrzostw Polski juniorów, teraz wygrał pan czempionat seniorski. Czy działacze miejscowej Stali złożyli już panu propozycję jazdy w ich klubie?
[śmiech] Były przede wszystkim gratulacje. Propozycji kontraktu nie było.

Jakie są pana najbliższe plany?

Mam trzy dni wolnego, planowałem gdzieś wyjechać i odpocząć. Zmieniłem jednak plany. Zostanę, by celebrować tytuł z bliskimi. Chcę odwiedzić jak najwięcej osób, które mnie wspierają. Chcę pokazać im medal, szarfę, puchar i przede wszystkim słynną czapkę Kadyrowa. Od czwartku rozpoczynam treningi we Wrocławiu [Szymon Woźniak jest zawodnikiem miejscowego Betardu Sparty - red.].

WARTO WIEDZIEĆ

To przechodnie, symboliczne trofeum przyznawane indywidualnemu mistrzowi Polski na żużlu od roku 1963. Czapkę podarował dwóm polskim zawodnikom - Antoniemu Worynie i Andrzejowi Pogorzelskiemu - w radzieckim (obecnie rosyjskim) mieście Ufa w Baszkirii radziecki żużlowiec Gabdrachman Kadyrow w 1963 roku. Na normalnym torze sukcesów nie odnosił, bardziej dał się poznać jako żużlowiec na lodzie. Taką wersje przedstawili obaj zawodnicy, ale od tamtego czasu „początki” czapki Kadyrowa w polskich rękach obrosły w różne już legendarne wersje (m.in. że zdarzenie to miało miejsce na dworcu kolejowym w Leningradzie i że nie dostali tylko „zdobyli”).

Jako pierwszy czapkę otrzymał indywidualny mistrz Polski z 1963 roku - Henryk Żyto, który zapoczątkował tradycję przekazywania czapki kolejnym mistrzom. Od tego czasu na czapce haftowane były nazwiska jej zdobywców i daty zdobycia przez nich tytułu mistrza Polski. Największy napis jest dziełem Andrzeja Huszczy. Miejsce na oryginalnej czapce Kadyrowa skończyło się w 2003 roku. Mistrz Polski z tego roku - Norweg z polskim obywatelstwem, Rune Holta - ufundował wtedy nową czapkę-trofeum, również nazywane czapką Kadyrowa. Od roku 2004 indywidualny mistrz Polski, oprócz czapki Kadyrowa, otrzymał również oficerską czapkę (tzw. rogatywkę) ufundowaną przez Polski Klub Kawaleryjski im. 21. Pułku Ułanów Nadwiślańskich, która jest dokładną repliką polskiej rogatywki ułańskiej z 1936 roku. Jako pierwszy taką czapkę otrzymał mistrz z 2004 r. - Grzegorz Walasek.

Czapka Kadyrowa, to tradycja powiązana z finałami Indywidualnych Mistrzostw Polski, podobnie jak puchar Józefa Dochy. To srebrny puchar ofiarowany w latach 50. reprezentacji Polski przez indywidualnego mistrza świata (1955) Anglika Petera Cravena. Decyzja PZMot. Puchar otrzymał imię Józefa Dochy (motocyklista Legii Warszawa, który przed w międzywojniu startował w wyścigach torowych, drogowych i rajdach; później także działacz).

Na pucharze co roku grawerowane jest imię i nazwisko kolejnego indywidualnego mistrza Polski na żużlu. Najnowsze to Szymon Woźniak.

W klasyfikacji medalistów indywidualnych mistrzostw Polski na czele jest bydgoszczanin Tomasz Gollob, który ma na swoim koncie 16 krążków, w tym osiem złotych, 5 srebrnych i 3 brązowe. W dalszej kolejności są Zenon Plech – 7 (5-2-0), Andrzej Wyglenda - 7 (4-2-1) i Florian Kapała - 6 (4-0-2). Z obecnie startujących żużlowców piąty w tym rankingu jest Janusz Kołodziej - 5 (3-0-2).

Tomasz Gollob jako pierwszy z bydgoskiej Polonii zdobył złoty medal IMP – w 1992 roku w Zielonej Górze. Potem przez kolejne trzy lata też stawał na najwyższym stopniu podium. Nasz najlepszy w historii żużlowiec kolejne trofea dołożył w latach 2001, 2002, 2006 i 2009 (w dwóch ostatnich wypadkach jako zawodnik Unii Tarnów i Stali Gorzów Wlkp.).

Złote medal IMP zdobywali też inni zawodnicy Polonii Bydgoszcz, jak Jacek Gollob (1998; także w 2000 roku, ale jako zawodnik Polonii Pila) i Piotr Protasiewicz (1999).

Pierwszym zawodnikiem, reprezentującym bydgoski klub (wtedy Gwardie), który stanął na podium IMP był Zbigniew Raniszewski. W 1951 roku we Wrocławiu zajął trzecie miejsce. Ostatnim zawodnikiem klubu ze Sportowej w Bydgoszczy, który stanął na podium IMP był Krzysztof Buczkowski. W 2012 roku w Zielonej Górze zdobył brązowy medal.

Szymon Woźniak, który w niedzielę w Gorzowie sięgnął po złoty medal, licencję żużlową zdobył 16 września 2008 roku w Polonii Bydgoszcz i reprezentował ten klub do 2015 roku. Od sezonu 2016 jeździ dla Sparty Wrocław.

W klasyfikacji klubów, w barwach których medale IMP zdobywali żużlowcy, na czele jest Unia Leszno (11-9-6; 26 medali), przed Stalą Gorzów (8-10-11; 29 medali) i ROW-em Rybnik (8-10-5; 23 medale).

Czwarta w tym zestawieniu jest Polonia Bydgoszcz, której zawodnicy uzbierali 19 medali (8-5-6).

Dodajmy jeszcze, że finały IMP na torze przy ul. Sportowej rozgrywane były 6 razy, a wygrywali tu: Zenon Plech, Tomasz Gollob (2), Jacek Gollob, Piotr Protasiewicz i Rune Holta (Norweg z polskim obywatelstwem).

Klasyfikacja na podstawie której prezentujemy te dane, obejmuje medalistów począwszy od roku 1949.

Krzysztof Wypijewski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.expressbydgoski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.