Smog. Syreny alarmowe milczą, statystyki krzyczą. Miasta się zbroją

Czytaj dalej
Fot. Konrad Kozłowski / Polska Press
Szymon Spandowski

Smog. Syreny alarmowe milczą, statystyki krzyczą. Miasta się zbroją

Szymon Spandowski

Trzeba przyspieszyć, bardzo przyspieszyć. W wielu miastach Polski w ciągu najbliższych kilku lat trzeba zlikwidować bądź wymienić więcej kotłów i pieców, niż udało się zmodernizować przez kilka dekad.

Złota polska jesień poszarzała. Kolory straciły ostrość, powietrze rześkość. Temperatura spada, podnosi się mgła. Toksyczna mgła. Polska, jak co roku, zanurza się w smogu. Miasta pokrywa śmiercionośny całun, syreny alarmowe milczą. Nic dziwnego. W Paryżu alarm smogowy jest ogłaszany, gdy stężenie pyłów PM10 przekroczy 80 mikrogramów na metr sześcienny powietrza. W pozostałych krajach Europy Zachodniej alarmy ogłasza się przy 100 - 150 mikrogramach, a w Polsce przy 300. U nas wciąż jeszcze, według oficjalnej definicji: „powietrze dostateczne stanowi zagrożenie dla zdrowia, szczególnie dla osób chorych, starszych, kobiet w ciąży i dzieci”.

Syreny alarmowe milczą, ale krzyczą statystyki. Według szacunków specjalistów, z powodu chorób wywołanych zanieczyszczeniami powietrza w Polsce umiera rocznie ponad 48 tysięcy osób.

Kraj, krztusząc się, debatuje o smogu. Efekty tej debaty rozprzestrzeniają się jednak znacznie wolniej od trującej mgły. O tym, że nasze alarmowe normy smogowe są najwyższe w Europie, mówi się od dawna. Na reakcję władz trzeba było czekać do września tego roku.

Rychło w czas

- Zdecydowaliśmy o obniżeniu norm smogowych, norm alarmowych z 300 mikrogramów na metr sześcienny do 150 już teraz, w najbliższej przyszłości, bo to jest rozporządzenie ministra ochrony środowiska i ministra zdrowia, a w następnej kolejności obniżenie ze 150 do 80 mikrogramów na metr sześcienny - zapowiedział premier Mateusz Morawiecki.

Samorządy też się zbroją. Uchwały antysmogowe nie są już niczym wyjątkowym. W czerwcu na przykład wprowadziło takie prawo Kujawsko-Pomorskie, jako 11 województwo w kraju. Uchwała zaczęła obowiązywać we wrześniu. Na Kujawach i Pomorzu nie wolno spalać węgla brunatnego i paliw produkowanych z jego wykorzystaniem. Zakazane zostały również muły i flotokoncentraty oraz miał węglowy, w którym udział węgla kamiennego o uziarnieniu poniżej trzech milimetrów wynosi więcej niż 15 procent. Nie wolno także spalać biomasy, której wilgotność przekracza 20 procent. Przepisy dotyczą również miejsc spalania, czyli pieców i kotłów.

- Uchwała przewiduje harmonogram ich wymiany - tłumaczy Agnieszka Sosnowska, naczelnik Wydziału Ochrony Środowiska w Departamencie Środowiska Urzędu Marszałkowskiego w Toruniu. - Od 1 stycznia 2024 roku nie będzie można użytkować kotłów, które nie spełniają żadnych norm emisyjnych.

W Toruniu od 1997 roku zniknęło ponad 6100 pieców kaflowych i ponad 1100 kotłów centralnego ogrzewania. Miasto i jego mieszkańcy korzystają przy tym z różnych programów wspierających wymianę nieekologicznych źródeł ciepła.

- Dzięki dofinansowaniom udało się ograniczyć zużycie ponad 21 000 ton węgla rocznie, co stanowi równowartość 365 wagonów kolejowych rocznie - mówi Magdalena Stremplewska, rzeczniczka prezydenta miasta. - Dotacje na wymianę ogrzewania w Toruniu udzielane są w trybie ciągłym i cieszą się niesłabnącym zainteresowaniem mieszkańców. Budżet na ten cel w roku 2019 wynosi 2,5 mln zł. Do 31 lipca 2019 roku wpłynęły 372 wnioski.

Reasumując: przez ponad 20 lat udało się w Toruniu zlikwidować ponad 7200 palenisk. Kotły, które nie spełniają norm, powinny zostać zlikwidowane do końca 2023 roku. Tymczasem, według inwentaryzacji przeprowadzonej w 2017 roku, w mieście funkcjonowało jeszcze ponad 12 tysięcy urządzeń na paliwa stałe. W podobnej sytuacji jest wiele miast. W Bydgoszczy, gdzie również mieszkańcy mogą skorzystać z wielu form pomocy przy wymianie ogrzewania, w 2015 roku było 23277 pieców, zaś według szacunków z początku roku 2019, dym unosił się z ponad 21 tysięcy z nich.

Kraków wygrywa ze smogiem

Pod tym względem, na mapie kraju, bardzo mocno wyróżnia się Kraków. W 2018 roku Światowa Organizacja Zdrowia opublikowała ranking 50 miast o najbardziej zanieczyszczonym powietrzu w całej Unii Europejskiej. Można powiedzieć, że była to polska lista, ponieważ nasz kraj miał na niej aż 36 reprezentantów. Kraków zajął bardzo wysokie, ósme miejsce. Tak było jeszcze rok temu, bo teraz sytuacja radykalnie się zmieniła. Od 1 września obowiązuje tam całkowity zakaz palenia węglem i drewnem. I tak, o ile w sezonie 2014 - 2015 stężenie pyłu PM10 wynosiło 71,4 mikrogramów na metr sześcienny, teraz spadło do 47,9 mikrogramów, czyli poniżej normy, która wynosi 50 mikrogramów na dobę. Oczywiście Kraków nie odetchnął z powodu jednego wprowadzonego we wrześniu zakazu. Reanimacja stolicy Jagiellonów trwa od dawna.

- W ostatnich latach zlikwidowaliśmy ponad 45 tysięcy palenisk, na co przeznaczono 343 mln zł. Wśród zachęt realizowany jest w ostatnich latach Lokalny Program Osłonowy, czyli program dopłat do różnicy w rachunkach po zmianie ogrzewania na proekologiczne - wyjaśnia Kamil Popiela z zespołu prasowego Urzędu Miasta Krakowa. - Tak duże przedsięwzięcie nie udałoby się bez wsparcia aktywistów miejskich, kampanii informacyjnych miasta, uświadamiających krakowianom jak ważna jest dbałość o czyste powietrze, ale i zaangażowanie samych mieszkańców.

Na ten wynik zapracowali także krakowscy strażnicy miejscy oraz pracownicy magistrackiego Wydziału do spraw Jakości Powietrza. Odkąd weszły w życie nowe przepisy, mogą oni nakładać mandaty karne od 20 do 500 złotych lub kierować wnioski o ukaranie do sądu, co dla winowajcy może się skończyć grzywną nawet do pięciu tysięcy złotych.

- Od wejścia w życie zakazu przeprowadzono 1318 kontroli. W ich trakcie odnotowano 54 wykroczenia, nałożono 19 mandatów karnych na kwotę 4900 zł, wobec 34 sprawców skierowano wnioski o ukaranie do sądu, pouczono jednego sprawcę - wylicza Kamil Popiela.

Jak wieść niesie, w Krakowie powietrze jest teraz znacznie lepsze niż w otaczających miasto gminach. Krakowianie, którzy kiedyś czekali na wiatr, aby rozgonił skłębione zasłony, teraz spoglądają z obawą, z której strony on wieje i spycha nad miasto zanieczyszczenia od sąsiadów.

- Zauważalne jest to szczególnie teraz - przyznaje Kamil Popiela. - Ale działamy wspólnie z gminami ościennymi w ramach stowarzyszenia Metropolia Krakowska, które zrzesza cały tzw. obwarzanek krakowski i Kraków. Stowarzyszenie prowadzi kampanię edukacyjno-informacyjną „Bądźmy razem w walce o czyste powietrze”, zachęcającą mieszkańców podkrakowskich gmin do stosowania bardziej ekologicznych źródeł ogrzewania.

Zachętą dla nich i wszystkich innych posiadaczy kominów może być również wspomnienie wielkiego smogu, który w grudniu 1952 roku w ciągu czterech dni zabił 12 tysięcy mieszkańców Londynu. Albo kilka „krzepiących” słów specjalisty na temat najbardziej popularnych pyłów wdychanych przez nas razem z zanieczyszczonym powietrzem.

Mikromordercy

- Najbardziej niebezpieczne są PM2 i PM2,5. Tego nie widać, ale przenikają bardzo głęboko do tkanki pęcherzyków płucnych. Powodują spustoszenie i prowadzą do nieodwracalnych zmian - mówi dr hab. Grzegorz Przybylski, kierownik Kliniki Chorób Płuc, Nowotworów i Gruźlicy Collegium Medicum w Bydgoszczy. - Pyły PM10, czyli metale ciężkie, są bardzo szkodliwe, ale zdrowy organizm powinien się ich pozbyć wykrztuszając.

Walcząc ze smogiem, tym pochodzenia kominowego i komunikacyjnego, trzeba pamiętać, że sto dużych drzew liściastych jest w stanie w ciągu roku usunąć z powietrza prawie pół tony zanieczyszczeń. Skuteczniejszego i tańszego sposobu walki ze smogiem jak dotąd nikt raczej nie wymyślił.

Szymon Spandowski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.expressbydgoski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.