Śmierć studentów na UTP w Bydgoszczy. Czas na finał koszmaru

Czytaj dalej
Fot. Arkadiusz Wojtasiewicz
Wojciech Mąka

Śmierć studentów na UTP w Bydgoszczy. Czas na finał koszmaru

Wojciech Mąka

- Koszmar, koszmar, koszmar... - tak prokurator rozpoczął swoją mowę na koniec procesu w sprawie tragedii na Uniwersytecie Technologiczno-Przyrodniczym w Bydgoszczy jesienią 2015 roku. Wyroki za dwa tygodnie.

Wczoraj (26.11) przed bydgoskim Sądem Okręgowym zakończył się proces czworga oskarżonych o doprowadzenie jesienią 2015 r. do tragedii podczas imprezy otrzęsinowej w obiektach Uniwersytetu Technologiczno-Przyrodniczego w Fordonie. Po wybuchu paniki wśród studentów zadeptano na śmierć troje z nich. Kilkanaście innych osób odniosło obrażenia. Wśród oskarżonych jest Antoni B., były rektor UTP, Janusz P., prorektor, Ewa Ż., przewodnicząca samorządu studenckiego, oraz Andrzej Z., szef ochrony imprezy. Zarzuty to m.in. przekroczenie uprawnień, organizowanie imprezy masowej bez zezwolenia i zaniedbania podczas ochrony.

- Ta impreza nie miała się prawa odbyć - nie miał wątpliwości oskarżyciel, który w czasie emocjonalnego wystąpienia cytował zeznania świadków. - Osoby oskarżone to elita, ale tragiczny skutek otrzęsin jest splotem wydarzeń wynikających z pogwałcenia wszystkich procedur bezpieczeństwa. Mimo że próbuję, nie mogę m.in. znaleźć innych osób z samorządu studenckiego, które odpowiadałyby za organizację wydarzenia, niż Ewa Ż.

Prokurator dla wszystkich domaga się 18 miesięcy bezwzględnego więzienia. Chce też dla rodziców poszkodowanych po 10 tys. zł od Ewy Ż., a dla innych poszkodowanych od 500 do 1 tys. zł. Od Antoniego B. i Janusza P. chce dla rodziców po 30 tys. zł, a od Andrzeja Z. po 20 tys. zł.

Obrońcy oskarżonych podważali kwalifikację czynów zarzucanych przez prokuraturę. Antoni B. podkreślał, że nie wydawał zgody na imprezę w takim kształcie. Ewa Ż. podczas swojego wystąpienia rozpłakała się, oceniając, że została kozłem ofiarnym, bo nie była jedyną organizatorką imprezy, a prokurator nie wspomniał, że m.in. jako pierwsza rozpoczęła ewakuację. Obrońcy chcą uniewinnienia. Wyrok - 10 grudnia.

Uczestników imprezy było tak wielu, a pomieszczenia przepełnione, że doszło do wybuchu paniki. Uciekający tłum stratował studentki w wieku 24 i 20 lat oraz 19-letniego studenta. Wszyscy zmarli.

Z aktu oskarżenia wynika, że przyczyna ich śmierci była taka sama - niedotlenienie z uwagi na ucisk klatki piersiowej.

4-5 osób na metr!

Wczoraj w mowie końcowej prokurator po raz kolejny podkreślał, że impreza miała charakter masowy, a jej organizator, oskarżona Ewą Ż. nie wystąpiła o zgodę na jej przeprowadzenie. W czasie przewodu sądowego biegły określił zagęszczenie uczestników na 4-5 osób na metr kwadratowy!

- Starałem się znaleźć inne osoby z samorządu do postawienia przed sądem, ale to jest tak jak z Kubusiem Puchatkiem - im bardziej Puchatek zaglądał do norki w poszukiwaniu Prosiaczka, tym bardziej Prosiaczka nie było - stwierdził prokurator. - Dziesięciu pracowników ochrony zostało rozstawionych nie tam, gdzie trzeba. W dodatku ochroniarze mieli tylko trzy krótkofalówki, z czego jedna leżała w... akademiku.

Bez wsparcia

Obrończyni Ewy Ż. zwracała uwagę, że impreza na terenie UTP jednak nie miała charakteru masowego i to nie Ewa Ż. ją organizowała, ale uczelnia i inne osoby z samorządu studenckiego.

- Jeszcze raz chcę powiedzieć, że łączę się w bólu z ofiarami tej tragedii - mówiła Ewa Ż. Zwróciła jednak uwagę, że prokurator w mowie końcowej nie zwróciła uwagi m.in. na to, że to ona jako pierwsza organizowała ewakuację i pierwsza otworzyła zamknięte na czas imprezy drzwi. - Byłam pozbawiona wsparcia władz uczelni - mówiła. - Była między nami współpraca, ale przecież nawet profesorowie nie wiedzieli, czy faktycznie jest to impreza masowa...

Zgoda na jedną salę

Obrońcy podkreślali, że żaden z oskarżonych nie złamał prawa. Antoni B., były rektor, podkreślał w swoim wystąpieniu, że to nie on wydawał zgodę na otrzęsiny w dwóch salach i łączniku. - Podpisałem zgodę tylko na jedną salę, decyzja została ustnie zmieniona przez prorektora, prof. Janusza P. - stwierdził.

Janusz P., wówczas prorektor ds. dydaktycznych i studenckich, jest oskarżony o nieumyślne przekroczenie uprawnień w ten sposób, że zgodził się na organizację imprezy bez konsultacji z rektorem.

Wojciech Mąka

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.expressbydgoski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.