Bartosz Dybała

Siostra zamordowanej Iwony Cygan: "Stanęliśmy oko w oko ze złem"

Iwona Cygan, dziewczyna, która nie wierzyła w zło, najpewniej została zamordowana przez ludzi, którym ufała... Fot. Archiwum Iwona Cygan, dziewczyna, która nie wierzyła w zło, najpewniej została zamordowana przez ludzi, którym ufała...
Bartosz Dybała

Rozmowa. Czas nie leczy ran, absolutnie. Czas pozwala nam się przyzwyczaić do bólu. Po tak traumatycznym przeżyciu jest się innym człowiekiem. Śmierć bliskiej osoby jest najtrudniejszym wydarzeniem, jakie może nas spotkać - mówi nam Aneta Kupiec, siostra Iwony Cygan, która została zamordowana 22 lata temu.

Często wracasz do Szczucina?

Nie, jest to dla mnie zbyt bolesne. Tylko czasami odwiedzam tam tatę, grób Iwony, mamy...

Dlaczego twój tata tam został?

Ponieważ jest blisko mamy i Iwony. Tam są też jego korzenie.

Jak wspominasz życie w Szczucinie, nim doszło do zabójstwa Iwony?

Miasteczko, jak każde inne. Pamiętajmy, że to były lata dziewięćdziesiąte. Było zupełnie inaczej niż teraz. Jeździliśmy na rowerach czy rolkach, pod namioty, chodziliśmy w odwiedziny od jednego domu do drugiego. Codziennie spotykaliśmy się ze znajomymi, czas wolny spędzaliśmy w knajpach. Nie było internetu, telefonów komórkowych. Życie towarzyskie młodzieży kręciło się wokół codziennych spotkań. Tak jak w każdej społeczności żyli tam ludzie dobrzy i źli. Dziś to między innymi dzięki tym dobrym, którzy odważyli się mówić, jesteśmy w tym miejscu.

Postanowili powiedzieć prawdę dopiero teraz, bo wcześniej się bali?

Tak, bo wcześniej bali się o swoje życie, o swoje rodziny. Skutecznie ich wystraszono. Latami milczeli, ale w końcu postanowili wyjawić prawdę. Zobaczyli i uwierzyli, że już im nic nie grozi, że mogą opowiedzieć w końcu to, co trzymali w tajemnicy przez lata - w obawie o własne życie. Nie ufali policji, nie ufali prokuraturze. Nie wierzyli w sprawiedliwość. Nikt z nas nie wie, jakby się zachował w takiej sytuacji. Ludzie w Szczucinie pomagają nam też teraz na inne sposoby, np. dobrym słowem. Gdy tam wracam, spotykam się z wyrazami wielkiej sympatii ze strony mieszkańców. Nie wolno nam zapominać, że to właśnie oni zdecydowali się zeznawać i mówią, co widzieli, co wiedzą. To jest wielka odwaga z ich strony. Jesteśmy im za to bardzo wdzięczni.

Też się boisz, gdy pamięcią wracasz do tragicznych wydarzeń sprzed blisko 23 lat?

Po śmierci Iwony czułam ogromny strach i ból. Strachu już nie ma, ale ból pozostał. Takie rodziny jak moja nigdy nie budzą się z traumy. Śmierć Iwony zmieniła nasze życie już na zawsze. 13 sierpnia została brutalnie zamordowana Iwona i od tej pory wszystko inne przestało się liczyć.

[polecane]21138513;1[/polecane]

Trudno nam sobie wyobrazić, że nasza bliska osoba może ciężko zachorować, a co dopiero, że zostanie zamordowana.

To jest nie do wyobrażenia. Ból zostaje już do końca życia. Mam wrażenie, że mniej bolałoby obdzieranie ze skóry niż strata bliskiej osoby w takich okolicznościach. Czas nie leczy ran, absolutnie, czas pozwala nam się przyzwyczaić do bólu. Po tak traumatycznym przeżyciu jest się innym człowiekiem. Śmierć bliskiej osoby jest najtrudniejszym wydarzeniem, jakie może nas spotkać.

Twoja młodsza siostra Małgosia miała wtedy 10 lat. Powiedziałaś kiedyś, że gdyby jej nie było, to pewnie wszyscy popełnilibyście samobójstwo.

Taki scenariusz faktycznie był możliwy. Naprawdę nie wiem, co mogłoby się stać, gdybyśmy któregoś dnia się nie otrząsnęli i nie stanęli do walki o prawdę w sprawie zabójstwa Iwony. Gosia też to bardzo przeżywała, wołała o pomoc. Ale jednocześnie prosiła, byśmy się otrząsnęli. Ale to było bardzo trudne do zrobienia. Na długie miesiące zamknęliśmy się w domu, a przez długi czas w ogóle nie wymawialiśmy imienia Iwona. Nie byliśmy w stanie. Najtrudniejsza była świadomość, że jej już nie ma, że już nie będzie z nami.

Kto pierwszy zaczął walczyć o prawdę?

Nasza mama. Z całej naszej rodziny to ona była najsilniejsza, to ona zjednoczyła nas w tej walce o prawdę. Chcieliśmy się dowiedzieć, dlaczego Iwona została zamordowana, kto był w stanie dopuścić się tak niewyobrażalnej zbrodni. Dziś walczymy też o sprawiedliwość.

Ale już bez mamy...

Mama zmarła po 16 latach życia w niewyobrażalnym bólu i ogromnej walki. Aż trudno sobie wyobrazić, co czuła po stracie Iwony. Widziałam ból mamy codziennie. Jestem przekonana, że umarła z tęsknoty za Iwoną. Była jednak silna. Nigdy się nie skarżyła. Przed osobami, które spotykała pierwszy raz, nie sprawiała wrażenia kobiety, która przeszła tak ogromną traumę. Nigdy nie pokazywała tych emocji na zewnątrz. Mówiła nam, że nie możemy obarczać innych swoim cierpieniem. To dzięki niej wróciłam na studia, które zawiesiłam po śmierci Iwony. Wiele mamie zawdzięczamy. Cierpienie okazywała tylko w samotności. Wieczorami brała sweter Iwony i w niego płakała. Z bezradności. Bardzo się o nią baliśmy, o tatę również. Gosia biegała do domu ze szkoły na przerwie, żeby zobaczyć, czy rodzicom nic się nie stało, czy żyją.

Przed wyprowadzką do Szczucina mieszkaliście w Dąbrowie Górniczej. Miałaś takie myśli: co by było, gdybyśmy tam nie wyjechali? Że może wtedy Iwona by żyła?

[polecane]5105299;1[/polecane]

Oczywiście. Zastanawiam się, co by było, gdybyśmy nie przeprowadzili się do Szczucina, co by było, gdybym poszła wtedy z Iwoną, jak prosiła, co by było, gdybyśmy jej nie zawołali do telefonu, po którym wyszła... Ale czasu nie cofnę… niestety.

A jak sobie radzi wasz tata?

Teraz żyje od rozprawy do rozprawy. Chce, by proces w końcu się zakończył. Natomiast po śmierci Iwony było z nim bardzo źle. Ciężko zachorował...

Teraz jego życiowym celem jest, by w końcu zapadł sprawiedliwy wyrok w tej sprawie.

Mnie też bardzo na tym zależy. Wszystkim nam na tym zależy. Nie ma kary sprawiedliwej za zabójstwo. Nie skupiamy się na wymiarze kary. Ufamy w sprawiedliwość.

Opowiadasz córkom o Iwonie?

Tak, dla moich córek Iwona jest bardzo ważną osobą. Często same o niej mówią. Pytają, co lubiła, jaka była. Mają jej zdjęcia w pokojach. Iwony z nami nie ma fizycznie, ale i tak cały czas z nami jest obecna. I to się już nigdy nie zmieni. Iwona jest częścią naszej rodziny i naszego życia.

Córki wychodzą same z domu?

Nie, absolutnie. I szczerze mówiąc, nie wyobrażam sobie momentu, jak to w końcu nastąpi. Mam wrażenie, że one same są już tak przesiąknięte tym strachem, który latami towarzyszył mi po śmierci Iwony, że nie będą się tak bardzo spieszyć.

Przed sądem toczy się proces w sprawie zabójstwa Iwony, który jest dla ciebie mocno obciążający. Córki są dla ciebie oparciem?

Oczywiście. Natomiast tak jak wspomniałam, cała ta sprawa również mocno je dotyka, same też potrzebują opieki. W momencie, gdy w mediach ukaże się materiał o Iwonie, od razu go oglądają, czytają. Starsza córka zaczęła czytać książkę „Miasteczko zbrodni. Dlaczego zginęła Iwona Cygan”. Ale nie dała rady dobrnąć do końca. Okazała się dla niej zbyt trudna.

A kto był dla ciebie największym wsparciem po śmierci siostry?

Każdy z nas po zabójstwie Iwony radził sobie na inny sposób. Tata zamykał się w domu, płakał, mama tylko wieczorami, w samotności. Ja też musiałam sobie poradzić najpierw sama. Sama znaleźć środek na ten ból. Żałoba to czas szczególny, który jest przeżywany indywidualnie.

Jesteście religijną rodziną. Wiara ci pomogła?

Trudne pytanie. Najbardziej wiara pomogła mojemu tacie. W Bogu znalazł pocieszenie. Wierzę, że moja mama jest już razem z Iwoną, że znów się spotkały.

Powiedziałaś kiedyś: „Jedna z wersji mówi, że to chęć gwałtu popchnęła sprawców do zabójstwa. Jedno wiem na pewno. Zło istnieje naprawdę”. Wcześniej nie wierzyłaś, że ludzie mogą być źli?

Bardziej Iwona w to nie wierzyła. Ale pamiętajmy, że Szczucin to nie była duża metropolia, tylko małe miasteczko. Prawie wszyscy się znali. Trudno było nie zaufać koledze z sąsiedztwa, który podjeżdżał autem i mówił: wskakuj, podwiozę cię do domu. Ale fakt jest taki, że Iwona wszędzie widziała dobro. Rozsiewała to dobro, była osobą z sercem na dłoni.

Nie wierzyła, że ktoś z sąsiedztwa może ją skrzywdzić.

Wiesz, to jest po prostu tak, że postrzegamy innych ludzi przez swój własny pryzmat. Trudno nam wyobrazić sobie, że można skrzywdzić drugiego człowieka w taki sposób, w jaki została skrzywdzona Iwona, skoro sami nie bylibyśmy do tego zdolni. Boimy się nieznajomych, obcych, a tymczasem to ci, których znamy, których uważamy za przyjaciół, mogą nas skrzywdzić. Kto z nas nie pójdzie na spotkanie, jeśli nasz „przyjaciel” nas o to prosi, kto z nas może spodziewać się krzywdy ze strony tych, których zna, którym ufa… Nikt.

Po tej tragedii straciłaś zaufanie do ludzi?

Nie. Cały czas spotykamy na swojej drodze ludzi, którzy są dobrzy, którzy nam pomagają. Gdyby nie oni, sprawa zabójstwa mojej siostry nie byłaby w tym miejscu, w którym jest. Sami nie dalibyśmy rady tego udźwignąć.

Kto jeszcze wam pomaga?

Tych ludzi jest bardzo, bardzo dużo. Wspierają nas osoby, których nawet nie znamy. Dostaję e-maile oraz listy z różnych zakątków Polski, a nawet świata. Ludzie często piszą, że Iwona jest im bardzo bliska. W tym miejscu dziękuję z całego serca wszystkim, którzy są z nami, którzy nam pomagają. Dziękuję tym, dla których zabójstwo Iwony nie było i nie jest obojętne i tym, którzy usłyszeli nasz krzyk bezradności i bezsilności. Tym, którzy z pełnym oddaniem pracowali i pracują nad tą sprawą.

W ludziach jest więcej dobra niż zła?

[polecane]7088247;1[/polecane]

Myślę, że tak. Ale to nie zmienia faktu, że zło istnieje naprawdę. Bez wątpienia. My stanęliśmy oko w oko ze złem w najczystszej postaci.

Wspomniałaś, że Iwona była osobą z sercem na dłoni. A jakie miała plany na przyszłość?

Iwona była najlepszą osobą na świecie… Chciała zostać przedszkolanką. Dziś Iwona miałaby 39 lat. Myślę, że miałaby duży dom, gromadkę dzieci oraz zwierząt, które też bardzo kochała. Miała swojego psa, pekińczyka, o którego bardzo dbała. Iwona była wrażliwa na cierpienie innych. Każdy, kto ją znał, pamięta Iwonę jako osobę zawsze uśmiechniętą. Każdemu chciała pomóc.

Podobno z Iwoną często się kłóciłyście.

Oczywiście, że tak. Jak to bywa wśród rodzeństwa. I to o wszystko. Między nami było 3 lata różnicy, więc powodów do sprzeczek było wiele.

Mama trzymała was krótko.

Tak, bardzo. Wielu rzeczy nie można nam było robić. Iwona mogła wychodzić ze mną. Miała być pod moją opieką. To ja zawiodłam…

Ostatnio była Wigilia, rozmawialiście o Iwonie?

Tak, to część naszego życia.

Czego sobie życzysz, by ten nowy rok przyniósł w sprawie Iwony?

Chciałabym, aby proces przed sądem się zakończył. Każda rozprawa to dla nas duże obciążenie psychiczne. To jest jak rozdrapywanie ran, które jeszcze są tak świeże i powrót do roku 1998 roku…

Bartosz Dybała

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.expressbydgoski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.