Krzysztof Błażejewski

Radość z odzyskania wolności była silniejsza od jego serca

Odwach na krakowskim Rynku Głównym w dniu 31 października 1918 roku, kiedy mieszkańcy miasta masowo wyszli na ulice, by świętować odzyskanie przez Polskę Fot. Fotopolska Odwach na krakowskim Rynku Głównym w dniu 31 października 1918 roku, kiedy mieszkańcy miasta masowo wyszli na ulice, by świętować odzyskanie przez Polskę niepodległości.
Krzysztof Błażejewski

W rodzinie Manowskich tę historię przekazuje się z pokolenia na pokolenie. Ma ona przemawiać do młodych i wyjaśniać, jak bardzo można kochać Polskę. Polskę, która niewiele ponad sto lat temu była tylko sennym marzeniem.

Janina Lewandowska, mieszkanka Bydgoszczy, ma już prawie dziewięćdziesiąt lat. Teraz z domu wychodzi już tylko od czasu do czasu. Pomimo braku sił, każdego roku w dniu 11 listopada stara się przejść przez bydgoski Stary Rynek i ulicę Gdańską.

- Uwielbiam inscenizacje niepodległościowe, widok przejeżdżających ulicami ułanów, orkiestrę grającą „Pierwszą Brygadę”, wspólne śpiewanie pieśni patriotycznych - mówi. - Bardzo się cieszę, że młode pokolenie pamięta o tym, co wydarzyło się sto lat temu. Jeszcze do niedawna, kiedy miałam więcej sił, zawsze na 11 listopada jechałam do Krakowa, na grób dziadka. Tam spotykała się tego dnia prawie cała rodzina. Co roku wspominaliśmy ze wzruszeniem tę samą historię, usiłując się wczuć w emocje człowieka, który tak bardzo czekał na nadejście Polski, a kiedy ona przyszła, zamiast się nią cieszyć, ze wzruszenia odszedł na zawsze…

Syn powstańca

Dziadek Janiny Lewandowskiej, Julian Manowski, pochodził ze zubożałej małopolskiej rodziny szlacheckiej o tradycjach niepodległościowych. Swojego ojca Julian nie pamiętał. Juliusz Manowski za udział w powstaniu styczniowym został wysłany kibitką na Sybir. Nigdy stamtąd nie wrócił.

Jego syn zdobył wykształcenie i dzięki temu po latach został zarządcą jednego z licznych majątków hrabiego Augusta Zamoyskiego, którego dobra obejmowały m.in. sporą część Tatr i stały się obiektem sporu pomiędzy Polakami i Węgrami. Julianowi wiodło się dobrze, jednak wcześnie owdowiał. Dwie starsze córki wysłał na studia do Krakowa, jak się wówczas powszechnie mówiło, „na kursy”. Trzecia, mama Janiny Lewandowskiej, miała guwernantkę.

Julian Manowski, jak przekazała Janinie jej mama, był gorącym patriotą. Należał do licznych stowarzyszeń polskich, brał udział w uroczystościach rocznicowych, przedstawieniach teatralnych, regularnie udawał się do Krakowa na kopiec Kościuszki, gdzie uczestniczył w święcie pieśni polskiej, myślał o kandydowaniu do sejmu galicyjskiego. Powstanie wolnej Polski było jego największym marzeniem, myślą, która przyświecała wszystkim jego krokom. Manowski nie szczędził grosza przy wszelkich zbiórkach na cele narodowe, znaczną też sumę przekazał na wyposażenie wyruszających z Krakowa oddziałów strzelców Piłsudskiego.

W 1918 roku córki Manowskiego w październiku opuściły, jak co roku, rodzinny dom, by udać się na pensję w Krakowie, gdzie miały mieszkać aż do skończenia kolejnego roku „kursów”, czyli do wiosny. Obiecały solennie jednak ojcu, że przyjadą do niego w odwiedziny na początku listopada, żeby wspólnie pójść na grób swojej matki w kolejną rocznicę jej śmierci.

Jednak w oznaczonym dniu dziewczyny nie przyjechały. Manowski czekał tydzień, bez skutku. 11 listopada 1918 roku o świcie wsiadł do pociągu i udał się do Krakowa, by osobiście dowiedzieć się, co się stało. Czule pożegnał najmłodsze dziecko.

- Mama widziała go wówczas ostatni raz - mówi Lewandowska. - Jak zwykle był pełen życia i energii...

Zwłoki na Salwatorze

Córki Juliana Manowskiego w Krakowie nie miały pojęcia, że ojciec wybrał się do nich w odwiedziny. Nie mogły do niego pojechać w zapowiadanym terminie, bo przestały regularnie kursować pociągi, a i poczta przestała na jakiś czas doręczać przesyłki. Planowały pojechać do ojca, kiedy się wszystko uspokoi. Tymczasem 13 listopada starsza z córek, Julia, otworzyła poranne wydanie „Gońca Krakowskiego”. Sporo miejsca w gazecie zawierał utrzymany w sensacyjnym tonie opis domniemanej zbrodni, dokonanej dwa dni wcześniej na Salwatorze. Przypadkowy przechodzień znalazł tam ciało starszego mężczyzny bez dokumentów i pieniędzy. Poszukiwania tajemniczego zabójcy ponoć trwały.

W jakich okolicznościach zmarł Julian Manowski? Dlaczego, jego córka obawiała się, że podobnie odejdzie z tego świata? Przeczytacie w dalszej części artykułu.

Pozostało jeszcze 50% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Krzysztof Błażejewski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.expressbydgoski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.