Pracownicy socjalni w pandemii. Wymęczeni, wypaleni, dorabiający do nocy w... Biedronkach

Czytaj dalej
Fot. Jacek Smarz (wszystkie fot.)
Małgorzata Oberlan

Pracownicy socjalni w pandemii. Wymęczeni, wypaleni, dorabiający do nocy w... Biedronkach

Małgorzata Oberlan

- Takie mam ręce - pokazuje zniszczone dłonie pracownica socjalna z Kujawsko-Pomorskiego. Wczoraj znów po pracy biegła do "Biedronki" wykładać towar. Pracowała do 23.00. Nie jest jedyną w swoim ośrodku, zmuszoną po godzinach pracy zawodowej dorabiać na umowie-zleceniu do pensji. I nie tylko ona czyni to w sklepie... Zresztą, podobnie ratować budżet muszą "socjalni" i w innych miastach.

Pracownicy socjalni w pandemii się nie zamknęli. Gdy inne urzędy i instytucje w lockdownie miały zatrzaśnięte drzwi i działały tylko zdalnie, oni wciąż wychodzili w teren. Niektórzy ciężko przeszli Covid, innym pochorowali się, a nawet zmarli najbliżsi.

Dziś natomiast "socjalni" są na pierwszej linii frontu walki ze skutkami pandemii. To między innymi wzrost rodzinnych dramatów, kryzysy psychiczne podopiecznych, popadanie w ubóstwo kolejnych rodzin. Nie brakuje tragedii, o których głośno w mediach. -Wtedy zawsze jako pierwsi jesteśmy wywoływani do tablicy z pytaniem: "Gdzie byli pracownicy socjalni? Gdzie był asystent rodziny"? - mówi nie bez goryczy w głosie Bożena Miler, rzeczniczka Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie w Toruniu.

Skromne zarobki kolejnych już "socjalnych" stawiają przed dylematem: zostać w tej pracy, czy odejść? dorabiać? Rozgoryczenie wzmagają sytuacje, gdy podopieczni legitymują się kilkukrotnie wyższym dochodem rodzinnym niż oni, nie pracując. Tak, tak! Takich sytuacji nie brakuje. Świadczenia 500 plus na kilkoro dzieci plus zasiłki dają w sumie okrągłe sumy, o których pracownicy OPS-ów mogą tylko pomarzyć.

Ile naprawdę zarabiają pracownicy socjalni?

Wynagrodzenie pracownika socjalnego składa się z pensji zasadniczej, dodatku za wysługę lat (chyba, że jest nowy i bez stażu), dodatku terenowego (nazywanego "chodzonym" - tylko dla tych, którzy w ten teren wychodzą) oraz mniejszych dodatków, np. należnych za zrobienie drugiej specjalizacji zawodowej.

- Ja mam taki dodatek. To całe 192 zł brutto. Po 11 latach pracy zarabiam dokładnie 2889 zł "na rękę". Gdyby nie ten dodatek, byłoby jeszcze mniej - mówi zrezygnowanym tonem pani A., pracownica socjalna w Toruniu.

Zarobki "socjalnych" zależą i od państwa, i od samorządu lokalnego. To za sprawą państwa np. w minionym roku dodatek terenowy wzrósł z 250 do 400 zł brutto. Za sprawą władz gminy czy miasta dany ośrodek pomocy społecznej może dostać więcej pieniędzy na koszty pracownicze i podnieść pensje pracownikom. Dlatego pensje "socjalnych", choć generalnie skromne w całym kraju, jednak różnią się w zależności od miejscowości.

Oficjalne i twarde dane? W Toruniu przychodzący do zawodu pracownik socjalny terenowy zarabia (z dodatkiem "chodzonym") 2.790,40 zł na rękę. Taki pracownik po 5 latach pracy odbiera 2.891,50 zł netto, a po 10 latach - 3. 000,61 zł netto.

- Natomiast pracownik terenowy z 30 letnim stażem pracy zarabia u nas od 3.394,65 zł do 3.983,40 zł netto. Z czego ta ostatnia kwota dotyczy chyba tylko kilku osób, na dwa-trzy lata przed emeryturą - zaznacza Bożena Miler, rzeczniczka MOPR w Toruniu. - Jesteśmy bardzo blisko najniższej krajowej i dochodzimy do wniosku, że pracownik z 30-letnim stażem różni się od nowo zatrudnionego wyłącznie dodatkiem stażowym. Tak też nie powinno być...

W Bydgoszczy kokosów też nie ma. Jak przekazuje Marta Frankowska, p.o. rzecznika Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Bydgoszczy, widełki wynagrodzeń wyglądają następująco. Dla pracownika socjalnego na starcie: 2800-4120 zł brutto, dla starszego pracownika socjalnego: 2800-4360 zł brutto, dla specjalisty pracy socjalnej: 2800-4480 zł brutto. Najwięcej, bo do 4600 zł brutto, zarobić może najbardziej doświadczony starszy specjalista pracy socjalnej lub jej koordynator. (Te sumy nie uwzględniają dodatków wcześniej wspominanych).

- Jakie podwyżki dostali pracownicy MOPS w Bydgoszczy w dobiegającym końca roku? -Średnio na etat po 300 zł brutto do zasadniczego wynagrodzenia - podaje Marta Frankowska.

"Socjalni": albo klepanie biedy, albo dorabianie. Przynajmniej na urlopie

Pracownica socjalna, która po pracy biegnie wykładać towar do "Biedronki" i kończy dzień pracy o godzinie 23.00, nie jest żadnym wyjątkiem. Tylko w jej ośrodku identycznie zasuwa przynajmniej jedna koleżanka. Dodajmy, że bynajmniej nie młódka.

Pracownice socjalne MOPR w Toruniu. W pandemii nieprzerwanie wychodzą w teren.
Jacek Smarz (wszystkie fot.) Pracownice socjalne MOPR w Toruniu. W pandemii nieprzerwanie wychodzą w teren.

- Pracownicy dorabiają nie tylko w "Biedronkach" i innych dyskontach, ale i na przykład jako taksówkarze. Dorabianie na urlopach, na których przecież należałby się zasłużony odpoczynek, to dla wielu z nas norma. Zarabialiśmy przy zbiorach owoców i warzyw, w siłowniach, na basenach i klubach fitness. Mówię w czasie przeszłym, bo tak było przed pandemią, gdy swobodnie można było wyjeżdżać za granice. Tych winogron przecież w kraju nie zbieraliśmy - mówi nam pracownica socjalna B. z Torunia.

Pracownica C., również tego miasta, podkreśla: "wszystkie dotychczasowe podwyżki zawsze musieliśmy wywalczyć". Władza sama z siebie do honorowania pracy "socjalnych" się nie garnęła. - Trzeba było pisać pisma, podejmować spór zbiorowy. Boli nas, że prezydentom, marszałkom i radnym podnosi się teraz wynagrodzenia - tak po prostu, zgodnie z konstytucją, i to o 100 procent, a nam tylko odrobinę. I to tradycyjnie wytykając, jak to rzekomo "dobrze zarabiamy dzięki tym wszystkim dodatkom" - mówi rozżalona.

Pracownik D., męski rodzynek w swoim ośrodku (miasteczko w Kujawsko-Pomorskiem) dodaje, że moment, w którym w Polsce minimalna pensja krajowa wzrośnie do 3000 zł brutto, u niego oznaczać będzie psychiczną cezurę. -Ze swoim wpływem na konto tak bardzo zbliżę się do sytuacji moich podopiecznych, że nie powinienem już tej pracy wykonywać. Pracownik socjalny nie powinien zionąć zawiścią do podopiecznego i zazdrościć mu np. tego, że państwo o jego akurat żołądek czy temperaturę zadba (chodzi o zapowiadane bony i dopłaty-przyp.red.)- mówi wprost mężczyzna.

Pracownice socjalne MOPR w Toruniu. W pandemii nieprzerwanie wychodzą w teren.
Jacek Smarz Bożena Miler, rzeczniczka MOPR w Toruniu.

W pandemii: zmęczeni, wypaleni, ciągle wywoływani do tablicy

A przecież prawie każdy z nich przychodził do tej roboty z ogniem w oku... Pracownicy socjalni to nie tylko jedna z najlepiej wykształconych grup zawodowych, ale i jedna z tych "misyjnych". Bez powołania, jakkolwiek wzniośle by to nie zabrzmiało, nikt do pomagania innym się nie garnie. Szczególnie, gdy wie, że nie jest to zajęcie intratne ani cieszące się specjalnym prestiżem.

Pracownica B., z Torunia: - Naprawdę wielu z nas może powiedzieć, że są zmęczeni, wypaleni, rozgoryczeni. Nie widać docenienia naszej pracy w pandemii ani ze strony władzy, ani od osób, którymi się zajmujemy. Przy każdym medialnym temacie, w którym pojawia się skrzywdzone dziecko, przemoc itp. zaraz do tablicy pierwszy wywoływany jest pracownik socjalny. Policja? Sąd? Urzędy? Ich się tak nie tyka. Niby już do tego przywykliśmy, ale obecnie to boli jeszcze bardziej.

W ocenie wielu pracowników socjalnych już za kilka lat tę grupę zawodową dotknąć może podobny kryzys, jaki dotyczy pielęgniarek, tych młodszych, przychodzących do źle opłacanej i niewdzięcznej profesji, brakuje. Starsi pracownicy (a w zasadzie starsze, bo to zawód silnie sfeminizowany) odchodzą na emerytury. Czy ktoś ten nadciągający kryzys bierze pod uwagę?

WAŻNE: Konieczne wysokie kwalifikacje

Małgorzata Oberlan

Komentarze

1
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Czytelnik @

Pracuje w Katowickim MOPSie poza "fucha" zastępcy kierownika z ochotę podejmuje się nowych zadań. Moja pensja niewiele się różni bo stażowym od pracownika nowo zatrudnionego, bez doświadczenia który przy dobrych układach popracuje dwa lata i rezygnuje widząc ta niesprawiedliwość. Dla podopiecznych dopłaty, paczki świąteczne, zasiłki ponad standard za zgodą rządzącym miastem, dla pracowników wywalczona po roku podwyżka 200 brutto... Dorabiam, a jak. Jak nie korepetycje ( bo przecież poza wykształceniem kierunkowym wielu z nas robiło dodatkowe studia z nadzieją na lepszą przyszłość) to bar albo opieka nad cudzymi dzieci... Żeby opłacić czynsz i kupić bilet miesięczny... A podopieczni śmieją się nam w twarz.
Jestem na etapie że ich nie cierpię, nie mogę patrzeć na ta niesprawiedliwość, na prezydenta który dostrzega naszą pracę tylko wtedy gdy jest kolejne zadanie do zrealizowania, na jego uległość gdy klient go straszy byleby tylko nie przyjechała prasa czy telewizja - zresztą wówczas i tak tłumaczy się kierownik czy dyrektor ośrodka... Tak, przykre,i od lat nic się nie zmienia, dlatego piszę wypowiedzenie... Coraz więcej ludzi odchodzi... Co gminy zrobią bez nas?!!

plus.expressbydgoski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.