Pani od polskiego, która stała się panią od lamp z papieru

Czytaj dalej
Fot. Nadesłane
Dorota Witt

Pani od polskiego, która stała się panią od lamp z papieru

Dorota Witt

- Wazon, który lekko pękł i przecieka, ale jest w rodzinie od lat i nie można go tak po prostu wyrzucić, serweta babci z małą dziurką i niespieralną plamą, a nawet kawałek belki z budowy ogrodowej altany. Patrzę na nie i widzę lampę – mówi Magdalena Moczkodan, która ręcznie robi lampy z papier mâché w duchu upcyclingu.

Jak to się stało, że polonistka zajęła się tworzeniem lamp?

Z zawodem nauczycielki rozstałam się już 12 lat temu, zajęłam się wtedy czym innym, ale gdy firma zakończyła ze mną współpracę, doszłam do wniosku, że sama powinnam znaleźć dla siebie obszar kreatywnego działania, bo tego potrzebuję, bo to zawsze lubiłam: tworzyć. Tworzyć nowe rzeczy z nowych elementów, ale także dawać w nowych rzeczach drugie życie przedmiotom, które pierwszą młodość już mają za sobą – wazon, który lekko pękł i przecieka, ale jest w rodzinie od lat i nie można go tak po prostu wyrzucić, serweta babci z małą dziurką i niespieralną plamą, a nawet kawałek belki z budowy ogrodowej altany, czy piękna butelka o niespotykanym kształcie. Patrzę na nie i widzę lampę. Oczywiście czasami nie wyobrażam jej sobie od razu, ale wiem, że w tym przedmiocie jest potencjał. Wyznaję zasadę, że wyrzucić zawsze zdążę. Bywa też inaczej. Jakiś gotowy przedmiot, jego kształt staje się inspiracją dla klosza, który robię i dopiero do niego dopasowuję resztę, szukam sposobu odwzorowania, metod wykonania, tak, żeby powstał piękny i użyteczny przedmiot.

Piękny i użyteczny z papieru?

Taka jest wielowiekowa tradycja: rzeczy wykonane z papier mâché są piękne i użyteczne. Nie od razu wiedziałam, że zajmą mnie właśnie lampy. Bo początkowo pochłonęła mnie sama metoda tworzenia z papier mâché. Technicznie rzecz biorąc jest to dająca się formować, twardniejąca po wysuszeniu masa z rozdrobnionego i rozmiękczonego w wodzie papieru z dodatkiem substancji wiążących, uszlachetniających i konserwujących – ale to tylko jeden z rodzajów. W internecie znaleźć można przynajmniej dwieście różnych receptur na masę, bo każdy twórca stosuje inny sposób wytwarzania. Masę nakłada się niezbyt grubą warstwą na wcześniej przygotowaną formę i pozostawia do wyschnięcia. Robiłam z niej obrazy, formy przestrzenne. Po wyschnięciu masa staje się stosunkowo lekka, co sprawia, że wachlarz możliwych zastosowań jest bardzo szeroki. To wręcz relaksacyjne zajęcie - masa jest bardzo przyjemna w dotyku, plastyczna. No i wymagająca - trzeba się przy niej wykazać sporą cierpliwością (albo w przyspieszonym tempie się tej cierpliwości nauczyć), ale i uważnością - gotowe formy muszą schnąć: długo, w odpowiedniej temperaturze, ale nie można pozostawić ich samym sobie, bo zwyczajnie gotowe elementy spadną z formy i mogą się odkształcić, zdeformować, a czasem spaść z formy.

Powstają lampy np. ze starych sprawdzianów?

Między innymi. Ciągle domowe biuro jest dla mnie niewyczerpanym źródłem materiałów: regularnie kolejne porcje papieru dostarcza mi mąż, także nasze dzieci prowadzą wciąż zintensyfikowane działania szkolne, co pozwala przypuszczać, że źródło prędko nie wyschnie. Znajomi zaczynają podpytywać, czy nie podrzucić mi nieco makulatury lub wytłaczanek. Z tych drugich nie tylko tworzę masę. Chronią jajka, ochronią też moje lampy - pomyślałam, szukając czegoś, co wypełni kartony, w które pakuję lampy, kiedy wysyłam je w Polskę.

Ile czasu spędza pani nad jedną lampą?

Samo wykonanie klosza i połączenie go z elementami podstawy lampy to jakieś 3-4 godziny pracy. Jeśli ta podstawa wymaga większych przygotowań, np. dokładnego szlifowania lub klosz jest wieloelementowy, ten czas wydłuża się niekiedy nawet do 8-9 godzin. Czasochłonny jest natomiast proces schnięcia uformowanej masy. Trzeba jej też zapewnić odpowiednie warunki: cyrkulację powietrza, temperaturę. Zaanektowałam jeden z pokoi w domu właśnie na potrzeby lamp. Półki są wysoko, pod sufitem, by klosze schły jak powinny. Domownicy wiedzą, że nie wolno podczas schnięcia kloszom przeszkadzać, np. suszyć w tym pokoju prania. W zamian zrezygnowałam z przechowywania w lodówce gotowej masy.

Piłuje pani, szlifuje, wierci. A elektryka to też pani działka?

Przygotowuję zwis, czyli podstawę lampy i jej klosz. Najczęściej korzystam ze zwisów gotowych, fabrycznych. Jeśli sama przygotowuje zwis, posiłkuję się profesjonalnymi konsultacjami. Nad złożeniem w całość tych elementów czuwa elektryk (właściwie ja skręcam je pod jego czujnym okiem). Lampa ma nie tylko działać, ma działać bezpiecznie. Co do szlifowania i piłowania: nie zrażam się, uwielbiam próbować i robić nowe rzeczy, także (a może przede wszystkim) te, które wydają się nie dla mnie. Podglądam, jak do codziennych życiowych wyzwań podchodzą moje córki i widzę, ze połknęły haczyk - otwierają się na nowe doświadczenia, nie rezygnują po pierwszym niepowodzeniu. Bywa i tak, że podczas pracy z narzędziami fizyka mnie zaskakuje. Nie waham się przyjąć pomocy męża, a następnym razem - próbować znowu, do skutku. Ale też daję sobie prawo, by odpuścić, np. gdy trzeba przewieźć taczką ciężkie przedmioty. Jestem słabsza fizycznie od mężczyzn, ale to nie powód, żebym się ograniczała. Zwykle wystarczy tylko wymyślić sposób.

Kto wiesza sobie w domu pani lampy?

Głównie kobiety, ale trudno zmieścić osoby zainteresowane moimi lampami do jednej szuflady. Nie przestaję się dziwić także temu, do jakich wnętrz są wybierane. Początkowo wydawało mi się, że pasują do nowoczesnych, loftowych. Tymczasem wykonuję je, m.in., na zamówienia osób, które urządziły domy w surowym, skandynawskich stylu. Mieszkamy w drewnianym domu i dla siebie jeszcze lampy nie zrobiłam. Lampę zamówiła u mnie osoba, której dom pełen jest pięknych, antycznych bibelotów. To było wyzwanie - jak wpasować w to wnętrze lampę z papieru? Zwłaszcza, że tu chodziło też o to, by lampa rzucała mocne, choć rozproszone światło. Tymczasem w niektórych sytuacjach minusem lamp z papieru jest to, że klosze ograniczają przepuszczanie światła, co sprawia, że lampy tworzą klimat, ale nie sprawdzą się jako jedne źródło światła w pomieszczeniu. Rozwiązaniem był klosz odcięty od góry, ale nie pasował ani do wnętrza, ani do dostarczonej podstawy, musiałam więc wymyślić coś innego. Znalazłam starą, piękną serwetę. Zacerowałam ją i nałożyłam od góry na klosz. Lampa odnalazła się w eleganckim wnętrzu znakomicie. Myślę, że w każdym domu znalazłoby się miejsce dla mojej lampy, to tylko kwestia indywidualizacji zamówienia.

Jak czyścic lampę z papieru? Czy ona będzie trwała? Słyszy pani takie pytania?

Tak, zresztą dołączam do lamp list, w którym wyjaśniam, co ona lubi - jaką żarówkę, jaki sposób czyszczenia (lampy można spokojnie wycierać mokrą ściereczką, bo klosze są zabezpieczone lakierem). Ale polecam je raczej do suchych pomieszczeń.

Czy pani od lamp może stać się na powrót panią od polskiego?

Nie wyobrażam sobie uczyć w szkole w dzisiejszych czasach. Choć doświadczenia mam pozytywne: pracowałam w dobrej szkole, ze świetnymi uczniami. Lubiłam pracę z młodzieżą. Nie znosiłam całej towarzyszącej nauczaniu biurokracji, konieczności ciągłego raportowania o tym, co się zrobiło i dlaczego, o tym, czego się nie zrobiło i dlaczego.

Jestem już w zupełnie innym miejscu, i zawodowo, bo spełniam się w twórczej pracy nad lampami, i prywatnie, bo ważna jest dla mnie rodzina. Nie wyobrażam sobie uczyć w szkole w dzisiejszych czasach. Choć doświadczenia mam pozytywne: pracowałam w dobrej szkole, ze świetnymi uczniami. Lubiłam pracę z młodzieżą. Nie znosiłam całej towarzyszącej nauczaniu biurokracji, konieczności ciągłego raportowania o tym, co się zrobiło i dlaczego, o tym, czego się nie zrobiło i dlaczego. To wyczerpuje, zabiera energię potrzebną na bycie kreatywnym, czego praca nauczyciela wymaga. Tak, praca nauczyciela jest trochę jak robienie lamp - każdego dnia miałam przed sobą 30 uczniów: każdy miał inne potrzeby, inne predyspozycje, każdy był z innego tworzywa i trzeba było mu zapewnić inne warunki do rozwoju. Ta praca pochłaniała jednak cały mój czas - wyjścia do teatru, biwaki, wycieczki, koła zainteresowań: wszystko to odbywało się poza standardowymi godzinami pracy. Kosztem prywatnego czasu, kosztem życia osobistego. Dziś miałabym wybór: dać swój czas rodzinie i przyjaciołom czy dzieciom szkolnym? Cenię sobie to, że mam wciąż kontakt z byłymi uczniami - dzięki mediom społecznościowym. Zresztą, co mnie trochę bawi, stają się moimi najważniejszymi dystrybutorami - udostępniają posty na temat moich lamp, dzięki czemu moje lampy znajdują kolejnych nabywców.

Dorota Witt

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.expressbydgoski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.