Pani Grażyna już prawie dwa tygodnie żyje z igłą w brzuchu

Czytaj dalej
Fot. Tomasz Czachorowski
Dorota Witt

Pani Grażyna już prawie dwa tygodnie żyje z igłą w brzuchu

Dorota Witt

Pani Grażyna ma 71 lat. Pół życia przepracowała jako sekretarka w jednym z bydgoskich szpitali. Nie dziwi więc, że odkąd choruje, prowadzi skrupulatną dokumentację. Na pierwszej stronie grubego skoroszytu lista chorób: kardiologiczne, rzadkie, przewlekłe. W sumie 10. Teraz, w rubryce „zdarzenia medyczne inne", trzeba dopisać: igła tkwiąca w brzuchu.

- Na pomoc na SOR-ze szpitala Biziela czekałam od 9. rano. Wyszłam stamtąd ok. 14. Z kwitkiem. Choć nie, nawet tego nie dostałam- mówi pani Grażyna.
Wtorek, 11 czerwca, był upalny. Dla ludzi z chorobami serca takie dni są nie do zniesienia. Zwłaszcza, gdy trzeba liczyć się z kilkugodzinnym czekaniem w kolejce na pomoc lekarza. Ale wyjścia nie było. Kiedy jak zwykle po 8. rano pani Grażyna robiła sobie zastrzyk z insuliny (od 12 lat choruje na cukrzycę), pękła cieniutka igła. Jej fragment utkwił w brzuchu, może mieć jakieś 1,5 cm.

Po śniadaniu na SOR

- Musiałam zachować spokój, bo po insulinie (a nie wiedziałam, ile tak naprawdę udało mi się jej wstrzyknąć) trzeba coś zjeść. Zjadłam więc kanapkę w oczekiwaniu na taksówkę, którą pojechałam prosto na SOR w Bizielu - opowiada kobieta. - Była 9., może chwilę później, gdy się zarejestrowałam i dostałam numerek - 19. Mam go do teraz, pokażę zaraz. Przy rejestracji powiedziałam, z czym przychodzę. Żarty się mnie jeszcze trzymały, więc mówię: mam obce ciało w brzuchu. Nie wiedziałam, że za chwilę tak się zdenerwuję, że wcale nie będzie mi do śmiechu.

Zdjęcie ilustracyjne
Dorota Witt W brzuchu pani Grażyny tkwi cieniutka igła do wstrzykiwania insuliny, ma długość jednego, może półtora centymetra

Z relacji kobiety wynika, że po 11. lekarka przeprowadziła z nią wywiad, wypytała o choroby i leki, jakie przyjmuje pacjentka. - Pokazałam jej więc mój skoroszyt, jak pani teraz. Tu jest wszystko, nie miałam siły opowiadać. Był upał, ludzi na poczekalni mnóstwo, żadnej wentylacji. Pot lał mi się strugami po plecach, problemy z sercem wyraźnie dawały o sobie znać. Zdziwiło mnie, że ta lekarka nie miała dostępu do dokumentacji, którą szpital dysponuje, przecież nie raz już się u nich leczyłam. Po tej rozmowie kazano mi dalej czekać. Psychicznie i fizycznie nie dawałam już rady.

Długa lista chorób

Na pierwszym miejscu listy chorób przewlekłych (z którą nierozłącznie związana jest druga lista, na kolejnej stronie: lista uczuleń na leki, które stosuje się przy tych schorzeniach) jest fibromialgia. Co to takiego?
- W skrócie? Ból. To rzadkie schorzenie reumatyczne, charakteryzuje się przewlekłymi, uogólnionymi bólami mięśniowo-stawowymi - informuje pani Grażyna. - Dla mnie siedzenie przez kilka godzin w zatłoczonej, dusznej poczekalni było jak horror. W końcu poszłam zapytać, kiedy zostanę przyjęta. Usłyszałam, że mają młyn, bo przyjechał ktoś po udarze. Ale ja przecież nie potrzebowałam kardiologa, zresztą SOR kardiologiczny działa w Bizielu osobno, byłam tam nie raz, to wiem. Potrzebowałam chirurga. Nie przyszedł do 14.

Dla mnie siedzenie przez kilka godzin w zatłoczonej, dusznej poczekalni było jak horror.

Pani Grażyna uznała, że dłużej czekać nie ma na co i poinformowała o tym recepcjonistkę, prosząc o zaświadczenie, że na SOR-ze była, ale zrezygnowała z oczekiwania na pomoc. - Usłyszałam, że taki dokument mógłby wystawić jedynie lekarz, a lekarza nie ma. Nie miałam już sił na dalszą walkę. W nerwach powiedziałam, że pójdę do innego szpitala, a jeśli coś się stanie, będę się starać, by medycy z Biziela nie uniknęli odpowiedzialności. Ja albo moja rodzina. Taksówką pojechałam do domu. Za ostatnie 20 zł. Mój dochód to dokładnie 1113 zł (już razem z zasiłkiem opiekuńczym), ponad 200 zł wydaję na leki.

Kolejny szpital

Kobieta jest w stałym kontakcie telefonicznym ze swoim lekarzem rodzinnym. - Kiedy powiedziałam mu, co mi się przytrafiło, nastraszył mnie, że igła może narobić sporo szkód, kazał pojechać do innego szpitala. Pojechałam, syn mnie zawiózł. Chirurg stwierdził, że nie ma odpowiedniego sprzętu, bo trzeba ciąć, potrzebny jest specjalistyczny rentgen.

Przeczytaj dalszą część.

Pozostało jeszcze 39% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Dorota Witt

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.expressbydgoski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.