Dorota Witt

Nie zatrzymuj się. Maszeruj. Niemożliwe jest tylko w twojej głowie

Marek  Maćkowiak: - Trzeba wierzyć, że się wytrwa, widzieć w tym sens Fot. Archiwum M. Maćkowiaka Marek Maćkowiak: - Trzeba wierzyć, że się wytrwa, widzieć w tym sens
Dorota Witt

Czy można przejść 100 km lasem bez snu, odpoczynku, jedzenia, z kompasem, mapą i przyjacielem u boku? - Marsz na takim dystansie uczy pokory i przesuwania granic swoich możliwości - mówi Marek Maćkowiak, założyciel grupy podróżników Crex.

Jak powstała wasza grupa?
Właściwie przez przypadek. Szukałem pomysłu na to, jak żyć aktywnie, ale nie chciałem brać udziału w wyścigu o to, kto szybciej, kto celniej, kto wyżej. Poznałem Jakuba Tomicza. Miał 17 lat. W wolnym czasie wychodził na świeże powietrze, by poćwiczyć. Któryś z nas rzucił pomysł: a może tak wspólny spacer po lesie? Wieczorem ruszyliśmy w 15-kilometrową trasę.

Zatrzymaliśmy się po 20 km. Byliśmy zmęczeni, ale zadowoleni. Szybko zaczęło nam zależeć, by powiedzieć innym, jak dużo frajdy może sprawić zwykły - zdawałoby się - marsz. Założyliśmy grupę w mediach społecznościowych.Pojawili się pierwsi chętni na wspólne wyprawy. Niektórzy są z nami do dziś, inni przychodzą i odchodzą. Stała grupa to około 10 osób, ale przewinęło się już kilkuset uczestników. Regularnie chodzimy po Puszczy Bydgoskiej. Naszym pierwszym większym „wymarszem” był wypad z Tucholi do Bydgoszczy. Dwa dni marszu i nocleg w lesie.

Chrzest bojowy...
Tak. Regularne wędrówki to sposób na budowanie kondycji i wytrzymałości psychicznej. Dwa razy w roku organizujemy 100-kilometrowe marsze po lesie. Idziemy bez przerwy, bez snu. Całą dobę. Nie chodzimy na czas, dostosowujemy tempo do najwolniejszych uczestników, a mimo to nie każdemu udaje się pokonać w całości nawet krótszych, 50-kilometrowych dystansów. Zajmuje to jakieś 11 godzin. Maraton można przebiec w niecałe 4, ale to inny rodzaj wysiłku. „Biegałem długie dystanse, to na takim spacerze nie dam rady?!” - zapyta czasem prowokacyjnie nowy uczestnik.

Bez przygotowania nie da rady. Maszerując, siły trzeba sobie rozłożyć w czasie. Okazuje się, że niepokonane kilometry męczą najbardziej. Czasem barierą nie do przejścia jest wyczerpujący brak snu. To, co najważniejsze, tkwi w głowie. Pamiętam, jak sam dochodziłem do tego, by pokonać 100 km. Zajęło mi to 2 lata. Czułem, że powstała jakaś blokada: z kompasem i mapą przechodziłem dystans 80-90 km i dalej nie dawałem rady. Ciało i głowa odmawiały posłuszeństwa. Aż pewnego dnia udało mi się to przełamać, przeszedłem 120 km.

W dalszej części artykułu przeczytasz, między innymi:

  • Jak czuje się człowiek, maszerując ponad 100 km bez przerwy?
  • Jak ludzie w małym gronie i ekstremalnych warunkach są w stanie działać ze sobą bez przerwy kilka dni
Pozostało jeszcze 62% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Dorota Witt

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.expressbydgoski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.