Ekstra
Magazyn
Ekstra Magazyn

Najlepsze teksty z całej Polski, w każdy piątek dla wszystkich prenumeratorów Cyfrowych. Poznaj Ekstra Magazyn

Nie umiemy rozmawiać. To nasza przywara narodowa

Czytaj dalej
Fot. Arkadiusz Wojtasiewicz
Dorota Witt

Nie umiemy rozmawiać. To nasza przywara narodowa

Dorota Witt

- Zdarza się, że ludzie, którzy już, już mieli pójść na noże w sądzie albo gorzej - od kilku lat się procesują, nagle zaczynają rozmawiać, zawierają ugodę, wychodzą i zapowiadają, że wrócą do współpracy. W sądzie kłócili się już trzy lata, mediacja zajęła im kwadrans - mówi Aleksandra Rommel, mediator, radca prawny.

Ministerstwo Sprawiedliwości chce, by małżonkowie, zanim wystąpią o rozwód, obowiązkowo spróbowali mediacji. Pomysł nie jest nowy, pojawił się już w 2006 roku, za poprzednich rządów Prawa i Sprawiedliwości. Czy jest dobry?

Nie chodzi o to, by mediacje w sprawach rozwodowych były obowiązkowe. Obowiązkowy ma być udział w postępowaniu informacyjnym. Projekt zakłada, że małżonkowie, którzy mają razem małoletnie dziecko, musieliby złożyć wniosek o wszczęcie rodzinnego postępowania informacyjnego, zanim wystąpią o rozwód. To jeszcze nie mediacja, choć rzeczywiście takie spotkanie byłoby prowadzone z udziałem mediatora. Opowiedziałby małżonkom, jakie korzyści może dać mediacja, na czym polega i jakie są skutki rozpadu małżeństwa, szczególnie dla ich dzieci. Dopiero, gdy się zgodzą, rozpocznie się mediacja. Mogą odmówić, nikomu się z tego nie tłumacząc. A jeśli się na nią zdecydują, nie muszą się obawiać, że oto ktoś, kto widzi ich pierwszy raz w życiu, będzie mówił, jak mają żyć. Mediator słucha i zadaje pytania. Trochę jak prawnik, trochę jak psycholog, może nawet trochę jak coach. Stoi z boku, nie ocenia i nie opowiada się po żadnej ze stron. On tworzy im przestrzeń do porozumienia. To strony same mają wypracować rozwiązanie, dobre dla każdego. Inaczej się nie uda. Ostatnio podczas treningu Trans-forming Communica-tion w Bydgoszczy usłyszałam znaczącą historię: wyobraźmy sobie, że przychodzi do nas znajomy i mówi, że potrzebuje rower, bo chce dojechać do lasu. Chcąc mu pomóc, mówimy: słuchaj, szybciej dojedziesz samochodem. Tylko on wie, że potrzebuje rower na wycieczki po lesie, że chce pobyć wśród zieleni, posłuchać śpiewu ptaków... Pomogliśmy mu? Ani trochę!

Mediacje zapobiegną rozwodom?

Nie wierzę w idealistyczne podejście do roli mediatora w takich sprawach: że oto stanie przed skłóconymi małżonkami i przekona ich, że lepiej się nie rozwodzić. To raczej rola terapeuty. Ale mediacje w sprawach rodzinnych mają sporo plusów. Dzięki nim często udaje się „wyjąć dziecko” ze sprawy rozwodowej, uniknąć bitwy o nie na sali sądowej.

Bo jeśli podczas rzeczowej rozmowy w towarzystwie mediatora małżonkowie ustalą coś na kształt planu na wychowanie dziecka, uzgodnią terminy i czas spotkań, to, z kim dziecko zamieszka, z kim spędzi święta, kiedy będzie spotykało się z dziadkami, ile wyniosą alimenty, to nie trzeba będzie o to wszystko kłócić się na sali rozpraw i prawdopodobnie sędzia nie będzie już widział potrzeby badania dziecka przez biegłych. Czasem rodzice przychodzą ze wstępnie ustalonym planem wychowawczym, chcą zobowiązać się, że oboje będą go przestrzegać po rozwodzie. Potem z takim dokumentem idą do sądu i gotowe. Szybciej, taniej, mniej nerwowo. Zdarza się, że strony nie rozmawiają ze sobą od lat, a po mediacji potrafią spojrzeć sobie w oczy, uścisnąć dłonie.

A co, gdy na rozwód decyduje się kobieta, którą mąż przez lata bił, poniżał, gwałcił? Albo mąż, który dość ma już życia z uzależnioną od alkoholu żoną? Usłyszą od mediatora: spokojnie, usiądźcie, może wasze małżeństwo da się uratować?

W takich przypadkach mediacja byłaby dodatkowym stresem. Nie wszystkie sprawy nadają się do mediacji. Projekt MS zwalnia z obowiązku uczestniczenia w postępowaniu informacyjnym małżonków, jeśli któryś z nich ma na koncie wyrok skazujący lub postawiony zarzut prokuratorski w związku ze stosowaniem przemocy. Oczywiście to nie rozwiązuje problemu w stu procentach, bo wiele osób nie zgłasza tego na policję. Wstydzą się. W takich przypadkach spotkanie z mediatorem może być bardzo trudne. Na pewno takie sytuacje wymagają wyczucia, odpowiedniego podejścia ze strony mediatora. Warto, aby był po specjalistycznym kursie, miał wiedzę o tym, jak rozmawiać z ofiarą przemocy w rodzinie, jak ją rozpoznać, gdy nie mówi wprost o tym, co ją spotkało. Co ważne - mediator jest zobowiązany do zachowania ścisłej tajemnicy. Nawet sąd nie dowie się o tym, co usłyszał. Czasem przerywam spotkanie ze stronami, proszę na rozmowę w cztery oczy jedną z nich, by lepiej poznać jej potrzeby i spojrzenie na sporną kwestię. I też nie mam prawa zdradzić nikomu, co usłyszałam za zamkniętymi drzwiami, ale dzięki tak pozyskanej wiedzy mogę lepiej pokierować rozmową z drugą stroną konfliktu.

Mediacje w sprawach rodzinnych są dziś u nas popularne?

Sądy dość często kierują skłóconych małżonków do mediatora, zwłaszcza, gdy nie mogą porozumieć się w kwestii opieki nad dzieckiem. Na sali sądowej nie ma czasu na rozmowę o tym, co kto myśli, czego potrzebuje, co mu się wydaje, a czego by chciał. Nikt o to nie pyta, przebieg rozprawy jest raczej z góry znany. Podczas mediacji jest czas na spokojną rozmowę, można opanować emocje.

Magia?

Nie, komunikacja. Nie umiemy ze sobą rozmawiać, zwłaszcza, gdy mamy odmienne poglądy, inne pomysły na siebie. To nasza przywara narodowa. Nie rozmawiamy o swoich potrzebach i oczekiwaniach, zamykamy się na to, czego chce druga strona. Mediator zmienia interesy w potrzeby. Jeśli jedna osoba zrozumie potrzeby drugiej, nagle wpada na rozwiązanie. I nie mówię tylko o sprawach rodzinnych, gdzie - wiadomo - emocje są duże. Podobnie jest z konfliktami między partnerami biznesowymi. Czuję ogromną satysfakcję, gdy strony, które już, już miały pójść na noże w sądzie, albo gorzej - od kilku lat się procesują, nagle zaczynają rozmawiać, zawierają ugodę, wychodzą i zapowiadają, że wrócą do współpracy. W sądzie kłóciły się już trzy lata, mediacja zajęła im kwadrans.

Jaką mamy gwarancję, że taka ugoda będzie zrealizowana?

Wypracowujemy ją wspólnie, więc spełnia oczekiwania każdej ze stron. Dodatkowo zatwierdza ją sąd, mamy w ręku tytuł wykonawczy, z którym - w razie braku realizacji - idziemy wprost do komornika (omijając postępowanie sądowe.

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Expressu Bydgoskiego.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Expressu Bydgoskiego
  • codzienne e-wydanie Expressu Bydgoskiego
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Dorota Witt

W związku z ciszą wyborczą komentarze zostały wyłączone, zapraszamy z powrotem w niedzielę wieczorem.

plus.expressbydgoski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2018 Polska Press Sp. z o.o.