Jak młodzi wybierają zawód? Dlaczego nie garną się do szkół branżowych?

Czytaj dalej
Fot. Tomasz Czachorowski
Dorota Witt

Jak młodzi wybierają zawód? Dlaczego nie garną się do szkół branżowych?

Dorota Witt

O tym, jak młodzi podchodzą do wyboru ścieżki zawodowej i jak ich wesprzeć w tym wyborze mówi Marcin Błażkow, doradca zawodowy w Mobilnym Centrum Informacji Zawodowej w Bydgoszczy, które działa w ramach OHP. Podobne centra w naszym regionie są jeszcze w Toruniu i Włocławku

Na rynku pracy brakuje fachowców. Tymczasem nie ma chętnych do nauki w szkołach branżowych. W naszym regionie są takie placówki, w których od kilkunastu lat nie udało się stworzyć klasy. Młodzi nie chcą uczyć się zawodu?

Problem jest głębszy, nie chodzi tylko o niechęć do nauki zawodu. Spójrzmy z jednej strony: widzimy 14-latka, od którego oczekuje się, że podejmie ważną, życiową decyzję, której skutki będzie odczuwał przez następne lata. Tymczasem jego predyspozycje zawodowe dopiero się kształtują, da się je jednoznacznie ustalić, mniej więcej wtedy, gdy osiągnie pełnoletność. Z drugiej strony, mamy szkołę podstawową, do której obowiązków należy zapewnienie uczniom wsparcia doradcy zawodowego (różnie jest to realizowane, najczęściej jedna osoba łączy zadania pedagoga i dorady zawodowego), tyle że młody człowiek musi czuć potrzebę pójścia do doradcy i porozmawiania o swojej sytuacji, by miało to sens.

Jest jeszcze trzecia strona: rodzice.

Im też przydałaby się rozmowa z doradcą zawodowym. Nie wszyscy czują się kompetentni do tego, by angażować się w wybór ścieżki zawodowej swojego dziecka - wielu z nich woli zatem asekuracyjnie podpowiedzieć mu, by poszło do liceum i zyskać 3-4 lata do namysłu. Inni nie mają czasu na to, by zagłębić się w oferty szkół, pochylić się nad zainteresowaniami dziecka i dopasować je do pracy w konkretnych zawodach. Jeszcze inni - w dobrej wierze - podsuwają dziecku gotowe rozwiązania, bo wydaje im się, że predyspozycje zawodowe są dziedziczne i skoro oni dobrze radzą sobie w określonym zawodzie, ich dziecko też jest do niego stworzone. To tak nie działa.

Od czego zaczyna się rozmowa z doradcą zawodowym?

Od ustalenia predyspozycji zawodowej ucznia. Pytam nastolatka: czym się interesujesz? A on odpowiada: Eee, niczym. Ciągnę dalej: że to przecież niemożliwe, że jakoś musi spędzać wolny czas, jak? Czytasz? Co czytasz? Lubisz piłkę? Jaką drużynę? Co o niej wiesz? Skąd to wiesz? Grasz na komputerze? W co? Na jakim sprzęcie? W takiej rozmowie bardzo często okazuje się, że młody człowiek ma już na starcie wiele cennych, czasem unikatowych umiejętności, które przydadzą się w określonym zawodzie. Wydawałoby się, że ten fan piłki całymi dniami siedzi tylko i gapi się w ekran. A on wyszperał ciekawostki o ulubionej drużynie na zagranicznych stronach, które sam przetłumaczył. To pokazuje cały wachlarz kompetencji. Patrzę na ucznia jak na lejek, ale od wąskiej strony: on opowiada o sobie, a ja określam, w czym jest naprawdę dobry i jak można to wykorzystać na rynku pracy.

Co hamuje młodych?

Ciągle mówi się, że zawodu uczą się ci, którzy nie daliby sobie rady w liceum i na studiach. Zatem przede wszystkim: stereotypy i nastawienie dorosłych. Ale i pewien schematyzm. Od dłuższego czasu nazwy zawodów, nazwy programów nauczania są niezmienne, a język pracodawców ewoluuje. Nie napiszą raczej w ogłoszeniu: szukam sprzedawcy po szkole handlowej. Takie sztywne ramy wpływają na spojrzenie młodych, którzy niekiedy nie umieją myśleć abstrakcyjnie, ogniskują się na konkretnym zawodzie: skoro pójdę do „samochodówki”, całe życie będę naprawiał auta - myślą. To wynika też z tego, że nie mają wiedzy o tym, jak wygląda praca w danym zawodzie. Nie mają wyobrażenia, punktu odniesienia. Słyszałem o ciekawej inicjatywie jednej z placówek: zorganizowano dla uczniów wyjazd do ośrodka, w którego prace mogli się zaangażować: przygotowywali pod okiem opiekunów posiłki, robili drobne naprawy, rozmawiali z ludźmi na co dzień wykonującymi konkretne zawody. Bez wiedzy o tym, jak w praktyce wygląda praca w danym zawodzie, uczeń nie zaplanuje swojego rozwoju, nie będzie miał chęci zdobywania nowych kompetencji także po szkole. Bez szerszego oglądu rynku pracy nie wpadnie na to, że nauka w klasie o profilu: mechanik samochodowy może mu dać solidne podstawy do rozwoju, np. w branży: handel luksusowymi autami albo... ich projektowanie. Tym bardziej, że zmieniony system edukacji jest tak pomyślany, że nauka w szkole branżowej nie zamyka drogi do zrobienia matury i zdobycia wyższego wykształcenia.

Pracodawcy są otwarci na pracę z uczniami?

Niemal każda szkoła branżowa współpracuje ściśle z lokalnymi przedsiębiorcami, którzy działają w danej branży. Dzięki temu młodzi uczą się na nowym, zaawansowanym technicznie sprzęcie. Pracodawcy nie boją się tego, że przyjdzie młody i nie będzie umiał go obsłużyć - w końcu przyjdzie, by się uczyć. Obawiają się za to, że uczeń nie przestawi się łatwo na tryb: pracownik.

Że zgłosi nieprzygotowanie?
Właśnie: że nie wpadnie na to, że nieobecność trzeba udokumentować zwolnieniem lekarskim albo będzie mu się wydawało, że deszcz czy zepsuty autobus są powodem, by do pracy nie przyjść. Dlatego tak ważne jest, by jak najszybciej łapać zawodowe doświadczenia, choćby podjąć prostą pracę w wakacje. To dla pracodawcy dowód, że kandydat wie, jakie zasady obowiązują w pracy.

Jakiś czas temu na największej uczelni humanistycznej w regionie przygotowaliśmy konferencję o prowokacyjnym tytule: „Nie ma pracy dla humanistów”. I udowadnialiśmy, że to nieprawda.

Praca doradcy zawodowego kończy się w podstawówce?

Nie, spotykam się z uczniami ostatnich klas techników i branżówek, czyli z ludźmi, którzy już podjęli decyzję dotyczącą zawodowego życia. Pytam: ilu z was nie chce pracować w wyuczonym zawodzie? Zgłasza się mniej więcej połowa klasy. Pytam: dlaczego? Słyszę: bo nas to nie interesuje, wybraliśmy tę szkołę, bo było blisko, bo kumpel też tu szedł...

Co, gdy uczeń mówi, że interesuje go tylko polityka i marzy o tym, by zostać politologiem, a pan wie, że dla politologów pracy nie ma?

Nigdy nie zniechęcam. Dla mnie najważniejsze jest, by wskazać predyspozycje zawodowe ucznia, określić, jakie umiejętności już zdobył, które z nich będą cenne na rynku pracy. Podczas studiów politologicznych zdobędzie szeroką wiedzę i kompetencje, które przydadzą się w wielu innych zawodach. Jakiś czas temu na największej uczelni humanistycznej w regionie przygotowaliśmy konferencję o prowokacyjnym tytule: „Nie ma pracy dla humanistów”. I udowadnialiśmy, że to nieprawda. Nie ma wielu ofert pracy np. dla młodych nauczycieli, ale jest wiele ofert pracy dla trenerów z różnych dziedzin. Do tego potrzeba tych samych umiejętności, różni się tylko zakres przekazywanej wiedzy, którą absolwenci pedagogiki szybko opanują.

Tu spotkasz się z doradcą zawodowym:

Dorota Witt

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.expressbydgoski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.