Wojciech Mąka

Gra na czas w procesie o mord?

Oskarżeni o zabójstwo Dariusza T. byli na sali sadowej jak zwykle kulturalni, eleganccy i spokojni. Proces powoli zbliża się do końca... Fot. Filip Kowalkowski Oskarżeni o zabójstwo Dariusza T. byli na sali sadowej jak zwykle kulturalni, eleganccy i spokojni. Proces powoli zbliża się do końca...
Wojciech Mąka

Miały być mowy stron i koniec sprawy, ale u Tobiasa B. trzeba doszukać się rzadkiej choroby metabolicznej. Czy jeden z trzech oskarżonych o zabójstwo w Borach Tucholskich ma problemy ze zdrowiem i nie dociera do niego, co się stało? Tego dowiemy się po specjalistycznych badaniach, które wczoraj zlecił Sąd Okręgowy w Bydgoszczy. Proces zbliża się do końca.

Chorym ma być Tobias B., jeden z trzech oskarżonych o brutalne morderstwo Polaka z niemieckim obywatelstwem, Dariusza T.

Był „nachalny”

Wspólnie wyłudzali odszkodowania na sfingowane stłuczki. Podobno na terenie nie tylko Niemiec, ale innych państwa Unii Europejskiej. Według zeznań jednego z oskarżonych, Dariusz T. miał trzymać się zasady: kupować nowe mercedesy coupe, wyszukiwać w Polsce ludzi, którzy godzili się meldować na terenie Niemiec, a następnie rejestrować auta na ich nazwiska. Sam Dariusz T. mieszkał za Odrą od ponad 25 lat. Osiadł w Bremie, wcześniej mieszkał z rodzicami, jeszcze kilka lat temu z „dziewczyną”, a krótko przed śmiercią - samotnie. Pobierał też rentę.

W tej sprawie oskarżeni są Michael N., Patryk R. oraz Tobias B. To trzej koledzy. Mieszkali w Niemczech, w tej chwili siedzą w Areszcie Śledczym przy Wałach Jagiellońskich w Bydgoszczy.

To za Odrą mieli poznać swoja przyszła ofiarę, która - jak wynika z ich zeznań - miała zaproponować im wspólne interesy. Razem przygotowywali i zarabiali na pozorowanych kolizjach drogowych. Z czasem trzej koledzy zaczęli jednak mieć dość - jak podkreślali w swoich zeznaniach - „nachalności” T.; zamierzali wycofać się z procederu. Coraz bardziej też bali się, że policja w końcu wpadnie na ich trop. Tak powstał plan pozbycia się Dariusza T.

Świeży wykop

Oskarżeni twierdzą, że chcieli tylko przestraszyć kompana. W nocy z 17 na 18 czerwca 2015 roku w miejscowości Gołąbek w gminie Cekcyn zamordowali Dariusza T. Wcześniej uśpili go lekarstwami nasennymi. Potem, już na miejscu - dusili w aucie, założyli foliowy worek na głowę, bili po całym ciele najprawdopodobniej metalowa pałką, na końcu - wrzucili do wcześniej wykopanej dziury w lesie.

Jadąc na miejsce zbrodni kupili dwa pudełka robaków w sklepie wędkarskim i obrzucili nimi ciało, żeby... te zajęły się likwidacją wszelkich śladów.

Oskarżeni mieli też zabrać należącego do ofiary mercedesa wartego prawie 150 tys. zł. Ciało zamordowanego zostało odnalezione przez przypadek - zwłoki odkryli leśnicy spod Cekcyna, bo zainteresował ich świeży wykop w tym miejscu.

Badanie raz nie wystarczy

Wczoraj wszyscy byli przygotowani na mowy końcowe stron. Niespodziewanie jednak Jakub Montowski, obrońca Tobiasa B., zgłosił wniosek o poprawienie badań przeprowadzonych wobec oskarżonego. Poprzednio na jaw wyszedł fakt, że być może oskarżony odziedziczył po ojcu rzadką chorobę metaboliczną.

W Areszcie Śledczym przeprowadzono jednorazowe badanie moczu i sprawdzono poziom kreatyniny - badanie takie jednak powinno być przeprowadzone kilkukrotnie, z dużą regularnością, a nie tylko jeden raz.

Sąd nie ma wyjścia

- To choroba, która może mieć wpływ na stan świadomości oskarżonego, jego rozumienie rzeczywistości oraz zarzutów kierowanych pod jego adresem - mówił mecenas, sugerując, że być może w dniu zabójstwa jego klient nie do końca mógł zdawać sobie sprawę w tego, co się dzieje.

Prokurator Wiesław Giełżecki z Prokuratury Okręgowej w Bydgoszczy, który przygotowywał akt oskarżenia w tej sprawie nie sprzeciwiał się temu wnioskowi.

- Sąd nie ma innego wyjścia, jak dopuścić ten dowód po to, żeby zbadać, czy rzeczywiście oskarżony jest chory i jak ta choroba się ujawnia - stwierdził sędzia Tomasz Pietrzak.

Ekspertyzę w tej sprawie mają wykonać specjaliści z Akademii Medycznej w Bydgoszczy. Mają na to 30 dni. Kolejne rozprawy we wrześniu i październiku.

Tobias B. to jeden z trzech oskarżonych o zabójstwo znajomego pod Tucholą. Twierdzi, że wtedy w nocy, w lesie, sytuacja „wymknęła się spod kontroli”. Nie przyznaje się do winy i przed sądem mówi ciszej niż tłumacz, z którego pomocy korzysta.

- Nie przyznaję się do winy, ubolewam i chcę przeprosić rodzinę ofiary - zaczął wczorajsze wyjaśnienia przed bydgoskim Sądem Okręgowym Tobias B. - Ubolewam nad tym, nie chciałem tego... Będę się starał zadośćuczynić w jakikolwiek sposób. Oskarżony nie przyznaje się do zabójstwa. Wyglądało, jakby przez cały czas starał się podkreślić, że chciał się wyrwać z mogących mu przysporzyć kłopotów kontaktów z Dariuszem T.

Sąd nie ma innego wyjścia, jak dopuścić ten dowód po to, żeby zbadać, czy rzeczywiście oskarżony jest chory.
Sędzia Tomasz Pietrzak

Opowiadał wczoraj, że poznał go przez Michaela N., innego oskarżonego. - Szukał osób, które chciały uczestniczyć w fikcyjnych wypadkach samochodowych, żeby wyłudzać odszkodowania - wyjaśniał rolę ofiary i swoją. - To było w latach 2007-2010. Potem już nie chciałem brać w tym udziału, ale na moje nazwisko wciąż przychodziły pisma z ubezpieczalni. Wypadki były organizowane za moimi plecami, bo na początku znajomości dałem Darkowi plik formularzy in blanco, a on je potem wykorzystywał. - Granicę przekroczył Michael, jak przy aucie leżał pod Darkiem i go dusił, aż ten przestał się ruszać - zeznawał Tobias B.

- Ustaliliśmy, że go pobijemy w Polsce i że będzie musiał podpisać oświadczenie, że mamy dowody na jego działalność. Miały w tym uczestniczyć jeszcze dwie osoby, bo Darek miał kontakty z przestępcami... - stwierdził Tobias B. Potem opisywał, jak w lesie wykopali dość płytki dół, a trzy tygodnie później przywieźli tam oszołomionego środkami nasennymi Dariusza T. - Tamci dwaj nie przyjechali, powiedziałem, że jak Darek się obudzi, to będziemy mieli przechlapane - zeznawał oskarżony.

Opowiadał, jak trzymał ofiarę, która się ocknęła, za ramię i głowę, siedząc za nią na tylnym fotelu w aucie, a dwaj pozostali ją bili. - Sytuacja wymknęła się spod kontroli - podkreślał Tobias B. - Myślę, że granice przekroczył Michael, jak przy aucie leżał pod Darkiem i go dusił, aż ten przestał się ruszać. Ja nie dusiłem, nie pomagałem. Byłem w szoku.

Michaelowi N., Patrykowi R. - obaj mają polsko-niemieckie obywatelstwo - i Tobiasowi B. grozi nawet dożywocie. Na razie w całości wyjaśnienia złożył tylko Michael N. Przyznał się do zabójstwa, do kradzieży auta - nie.

Wojciech Mąka

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.expressbydgoski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.