Garaż w Brynowie, park Kościuszki, pub Bob i oczywiście Spodek. Katowice Piotra Kupichy [WIDEO]

Czytaj dalej
Fot. Lucyna Nenow
Ola Szatan

Garaż w Brynowie, park Kościuszki, pub Bob i oczywiście Spodek. Katowice Piotra Kupichy [WIDEO]

Ola Szatan

20 lat temu spotykał się w garażu swoich rodziców, by z kolegami z kapeli odbywać pierwsze próby. Wtedy: król solówek na osiedlu. Dziś lider grupy Feel. Katowice to jego miasto. W grudniu 2016 Piotr Kupicha zabiera nas na spacer po miejscach, które były ważne dla jego muzycznej kariery.

Brynów, dzielnica Katowic. W jednym z tutejszych domków wychował się Piotr Kupicha. Wpadamy tu dosłownie na chwilę. A konkretnie: do garażu, który okazał się być jednym z ważniejszych miejsc w karierze lidera grupy Feel.

- To był 1996 rok. Dwadzieścia lat temu. Widzisz ten napis? - wskazuje na ścianę. „No smoking”. - Ojciec to napisał, aby w garażu nie jarać fajek. A i tak koledzy kurzyli - wspomina ze śmiechem wokalista.

Jeszcze wcześniej, bo w 1995 roku, Piotr zaczął grać na gitarze.

- W 1996 roku to była kapela, która nazywała się Ragabash. Graliśmy, nie uwierzysz… ciężki metal - śmieje się Piotr.

- Aż po blisko dwóch dekadach wylądowałeś w serialu „Rodzinka.pl” - dorzucam.

Gitara elektryczna wynegocjowana od rodziców

- Nie mieliśmy wtedy własnej kanciapy. To była jedyna miejscówka, gdzie mogliśmy mieć próby. Ojciec wyjeżdżał autem z garażu, a my rozkładaliśmy całe graty. Sprzęt magazynowaliśmy w pokoiku znajdującym się obok - opowiada Piotr.

Na próbach spotykali się dwa razy w tygodniu. Taka sytuacja trwała przez około rok. Piotr wspomina, że to był jedyny garaż, w którym ćwiczył z kolegami. Potem zaczęły się już pojawiać miejsca w domach kultury.

Rodzice Piotra od razu zgodzili się użyczyć synowi miejsca w garażu, by mógł realizować muzyczną pasję.

- W tym miejscu negocjowałem też pierwszą gitarę. Takich rzeczy się nie zapomina. Miałem już wtedy gitarę akustyczną, ale powiedziałem rodzicom, że potrzebuję jeszcze gitary elektrycznej. Ta akustyczna kosztowała wtedy jakieś pięć dych, a elektryczna kosztowała już 250 złotych. To były straszne pieniądze. Ale negocjacje się powiodły - opowiada.

Niedługo po tym jego kolekcja powiększyła się o kolejną gitarę, tym razem Epiphone. Dużo droższą, ale też jeszcze lepszą od poprzedniczek. Bliscy artysty bardzo dobrze przyjęli pomysł Piotra, by związać się z muzyką. - Totalna tolerancja i wyrozumiałość dla tego pomysłu. Pamiętam, kiedy zbliżała się matura i kilka miesięcy przed egzaminem dostałem telefon, żeby grać w kolejnej kapeli. Bo na osiedlu byłem znany z tego, że byłem szybkim gitarzystą. I mając na uwadze, że ta matura coraz bliżej, zapytałem ojca, czy mógłbym jednak pójść na te próby. A on powiedział: „Przestań! Ty maturę i tak zdasz!”. To było piękne. Przesłanie, że rób, co ci w duszy gra, a matura i tak pójdzie dobrze - podkreśla wokalista.

W sumie miał pięć kapel. - To nie jest dużo - mówi Piotr. Z czego zespół Feel jest najdłuższym muzycznym rozdziałem w jego życiu.

Motor dla ojca. To był rewanż za gitarę

Jak mówi dziś Kupicha, był królem gitary na osiedlu.

- Najpierw z zespołem Ragabash, potem był jakiś skład, gdzie graliśmy covery zespołu Dżem. I ja byłem tym od solówek - mówi z uśmiechem.

Wprawdzie zespół Dżem nie słyszał wówczas jego popisów, ale do ich twórczości Piotr ma szczególny sentyment.

- Chłopak z południa, czyli takiego naszego „śląskiego Teksasu”, zaśpiewa to chyba jednak bardziej wiarygodnie niż ktoś, kto był wychowany tylko w czystej polszczyźnie. Jestem dumny z tego, że wychowując się tutaj miałem styczność z taką kulturą bluesa, z kapelami i klubami, w których grałem - przyznaje.

Zanim opuścimy garaż, Piotr pokazuje jeszcze jedno małe pomieszczenie gospodarcze. W centralnym miejscu stoi motor. To Panonia z 1963 roku. Historia jego zakupu była prosta.

- Na suto zakrapianych imprezach rodzinnych ojciec dużo opowiadał o motocyklu Panonia, którym jeździł. Motor był bardzo fajny i szybki. Skoro tata kupił mi pierwszą gitarę, to wpadłem na pomysł, by też zrobić mu prezent, który jednocześnie będzie takim sentymentalnym powrotem do jego młodości. Wyszukałem na Allegro najfajniejszą Panonię, która była. Zamówiłem i przyjechała - mówi z dumą w głosie.

- Pamiętam, że jak przyjechali panowie z motocyklem, to ojciec nie wierzył własnym oczom. Wsiadł na ten motor i pojechał gdzieś. W tym czasie dostałem upomnienie od sprzedawcy, że transakcja jeszcze nie została sfinalizowana, a taty już nie ma z tym motocyklem. „Zamierza tu jeszcze z nim wrócić?” - zapytał sprzedawca. Ojca nie było około pół godziny. To bardzo dużo czasu jak na taką transakcję. Można się przejechać po ulicy, ale nie po całym mieście. Dużo radości ojcu sprawił ten motocykl - dodaje Piotr.

Narty w parku Kościuszki, na górce koło kościółka

Na kolejny punkt naszego spaceru wybieramy park Kościuszki, jeden z najpopularniejszych parków w Katowicach. Piotr wspomina, jak będąc dzieckiem chodził tu na spacery z mamą.

- A na górce obok kościółka uczyłem się jeździć na nartach. I ta umiejętność została mi do dzisiaj. Chodziłem na rower, bywaliśmy tu z kumplami. Ale nigdy nie zapominałem, by przechodząc obok kościółka tu przystanąć i się przeżegnać. Teraz też tu bywam z sentymentu - opowiada.

Z parku Kościuszki jedziemy w stronę Spodka. Kupicha nie jest w stanie zliczyć, ile razy występował w Spodku, bo oprócz popisów z Feelem, były też występy gościnne.

- Spodek to „latające” kultowe miejsce. Chodziłem tu na koncerty. Tu grała Metallica, Pearl Jam… i nagle sam stanąłem przed szansą zagrania w Spodku. I w dodatku zapełnienia go po brzegi. Oczywiście zdarzyło się to w latach największej popularności zespołu Feel, chyba w 2009 roku. Cały Spodek szalał wtedy przy naszych przebojach. To przenosi w trochę inny wymiar. I jest cudownym uczuciem - mówi.

Na placu Honorowym przy słynnej hali trwa właśnie budowa wielkiej sceny Sylwestrowej Mocy Polsatu, na której przełomowej nocy 2016-2017 wystąpi wiele gwiazd. Wśród nich będzie też zespół Feel, który nieustannie świętuje 10-lecie swojej działalności artystycznej.

Czy Piotr Kupicha ma poczucie, że udało się wycisnąć tę dekadę do ostatniej kropelki?

- I ja, i organizatorzy na pewno - śmieje się wokalista. - Wycisnęliśmy z Feela wszystko. My niekoniecznie wiedzieliśmy, w jakiej jesteśmy miejscowości, ale wiedzieliśmy, że oddychamy. I to jest podsumowanie pierwszych lat działalności grupy Feel. Na szczęście trzymamy się w kupie jako zespół i nie ulegamy wpływom ani chwili. Nie jesteśmy zainteresowani czymś, co nazwałbym sztucznym podnoszeniem inteligencji. Nie ma mowy o używaniu dziwnych substancji w moim zespole, bo to prowadzi do destrukcji - dodaje.

Nigdy nie miał w ciągu tych dziesięciu lat myśli, że Feel się kończy. - Bo jednak zawsze graliśmy około 50 koncertów w roku. W każdym zespole jest taki moment, że przychodzi gorszy czas. Ale nigdy nie przestawaliśmy grać i tworzyć muzyki. Myślę, że to też ta ziemia śląska nauczyła mnie cierpliwości - mówi.

Pierwsze koncerty w Bobie przy ulicy Chopina

Pędzimy dalej, tym razem do klubu Bob przy ulicy Chopina. Nie ma już sceny, gdzie Piotr grał, nie ma też tego kłębu dymu z papierosów, który „witał” ludzi od razu na wejściu. - Graliśmy tu pierwsze koncerty, piliśmy pierwsze piwo. I po raz pierwszy zachłysnąłem się, nie tyle dymem z papierosów, co takim obrazem, który miałem w głowie: jak może wyglądać życie kogoś, kiedy stoi na scenie. Właśnie w Bobie poczułem po raz pierwszy taką energię. Kiedy po koncercie siedziałem przy barze, rozmawiałem z dziewczynami, widziałem, jak one reagują… No i oczywiście graliśmy tam w lotki - uśmiecha się Piotr, gdy siadamy przy tym samym stoliku, przy którym wokalista relaksował się po koncercie.

- Poczułem się wtedy takim totalnie wolnym człowiekiem. Bo dzięki muzyce druga osoba mogła zobaczyć w tobie coś więcej niż tylko powierzchowność. Nie wiedziałem wtedy jeszcze, że z muzyki będę żył. Kiedyś nie pochwalało się takich zawodów jak muzyk - dodaje.

Ostatnim miejscem naszej wycieczki jest mieszkanie na osiedlu Dębowe Tarasy. Piotr wprawdzie nie przebywa tu na co dzień, ale z tym mieszkaniem też wiążą się wspomnienia. Między innymi muzyczne. - Tu powstała m.in. piosenka do serialu „Rodzinka.pl” - zdradza wokalista.

W dużym pokoju Piotr wskazuje na skrzypce, które wiszą na ścianie. Mają dla niego wartość bardzo sentymentalną.

- To są oryginalne skrzypce dziadka. Zawsze grał na imprezach rodzinnych. To moja pamiątka - podkreśla. Poza pianinem i skrzypcami kolejnym elementem wskazującym na to, że przebywamy w mieszkaniu muzyka, jest gitara. To wspomniany wcześniej Epiphone. Na tej gitarze Piotr przygrywał składając życzenia świąteczne specjalnie dla Czytelników „Dziennika Zachodniego”.

Feel
Katowicki zespół, którego liderem jest Piotr Kupicha, w tym roku świętuje 10-lecie działalności. Pierwszy utwór: „A gdy jest już ciemno” ukazał się w 2007 roku. Z tym singlem zespół zaprezentował się na 44. Międzynarodowym Festiwalu w Sopocie i wywalczył Bursztynowego Słowika oraz Słowika Publiczności. Najnowsza płyta „The best” ukazała się pod koniec listopada 2016 roku.

Sylwester i Polsat
Zespół Feel wystąpi jako jedna z gwiazd Sylwestrowej Mocy Przebojów w Katowicach.

Ola Szatan

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.