Drużyna indywidualistów. Polska po pierwsze złoto?

Czytaj dalej
Fot. Pawel Relikowski / Polska Press
Krzysztof Błażejewski

Drużyna indywidualistów. Polska po pierwsze złoto?

Krzysztof Błażejewski

Lekka atletyka to sport typowo indywidualny. Dlatego zawody drużynowe w tej dyscyplinie długo były nie do pomyślenia. Ale w końcu pomysł chwycił i dziś widowiska tego typu należą do najbardziej ulubionych przez kibiców. Drużynowe mistrzostwa Europy elity, z udziałem 12 najsilniejszych teamów, które rozpoczynają się dziś w Bydgoszczy, z pewnością rangę zawodów drużynowych w la wyniosą na jeszcze wyższy poziom.

Najpierw były mecze międzypaństwowe dwóch drużyn narodowych z udziałem po dwóch zawodników z każdej strony, spopularyzowane w latach 30. ub. wieku. Ich najpiękniejsze lata przypadły na okres powojenny. Warszawski mecz na stadionie Dziesięciolecia w 1958 roku, kiedy mężczyźni nieznacznie przegrali, a kobiety pokonały USA, obrósł legendą na długie lata. Mieliśmy wtedy za sprawą m.in. trenera Jana Mulaka lekkoatletyczny wunderteam, wygrywaliśmy ze wszystkimi poza właśnie Amerykanami. Kolejna dekada przyniosła jednak kryzys tego rodzaju rywalizacji z powodu coraz większej różnicy poziomu poszczególnych reprezentacji. Próbowano go przezwyciężyć, organizując regularnie co roku np. trójmecze ZSRR - NRD - Polska. W tym samym czasie „budziła się” do sportowego życia Afryka, wcześniej nieobecna, rodziły się wielkie mityngi indywidualne, wobec których zawody z udziałem tylko czterech zawodników w jednej konkurencji (po dwóch z każdego kraju) stawały się nudne.

Zauli nie doczekał

Receptą na kryzys miał być Puchar Europy, czyli zawody z udziałem najlepszych drużyn Starego Kontynentu, w których każdy team był uprawniony do wystawienia jednego zawodnika.

Pierwsze tego typu zawody odbyły się w 1965 roku. Mężczyźni startowali w Stuttgarcie, kobiety w Kassel. Imprezę zaczęto organizować co dwa lub trzy lata, powielając rozdział zawodów na panie i panów, raczej ze względów organizacyjnych niż „ideologicznych”. „Królowa sportu” nie gromadziła już na widowni wielkich tłumów, a drużynówki były kosztowne.

Pomysłodawcą i propagatorem idei Pucharu Europy był Włoch Bruno Zauli, który jednak zmarł w 1963 roku i nie doczekał pierwszej edycji wymyślonej przez siebie imprezy. Przez jakiś czas Puchar Europy nosił jego imię. Potem, jak wszędzie, nośna nazwa oczekiwana przez sponsorów wyparła pamięć o inicjatorze rozgrywek.

Sukces Zenona Begiera

Polacy od razu zaczęli od 3 miejsca w pucharowej premierze za ZSRR i RFN, równo punktując z NRD. Startowało tylko sześć drużyn wyłonionych w drodze eliminacji i półfinałów, bo wówczas większość stadionów w Europie miała tylko tyle torów.

W finale spośród biało-czerwonych pierwsze lokaty zdobyli Marian Dudziak na 200 m, Andrzej Badeński na 400 i w rzucie dyskiem niedawno zmarły bydgoszczanin Zenon Begier. Kobiety też zajęły trzecie miejsce, w dużej mierze dzięki trzem triumfom Ewy Kłobukowskiej, w tym w sztafecie.

Pozostało jeszcze 70% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Krzysztof Błażejewski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.expressbydgoski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.