Małgorzata Oberlan

Dopalacze - sprawiedliwość po latach. To nie były śmieszne rzeczy

Przez lata walka toczona z handlem dopalaczami, tymi sprzedawanymi stacjonarnie, a potem przez internet, była średnio skuteczna. Na środkowym zdjęciu: Fot. CBŚP/Polska Press archiwum (wszystkie fot.) Przez lata walka toczona z handlem dopalaczami, tymi sprzedawanymi stacjonarnie, a potem przez internet, była średnio skuteczna. Na środkowym zdjęciu: CBŚP i policja rozbijają jeden z ostatnich stacjonarnych sklepów z dopalaczami w kraju (Białystok, 2018 rok).
Małgorzata Oberlan

Natalia, Dominika i Magdalena sprzedawały dopalacze w stacjonarnych sklepach w Toruniu i Grudziądzu w latach 2010-2015. W kwietniu br. zostały osądzone i skazane na więzienie w "zawiasach". Dlaczego dopiero teraz? I czy sprawiedliwość po latach dosięga też bossów całego biznesu?

Fale zatruć i zgonów. Ludzie biegający po ulicach jak szaleńcy, skaczący z mostów, umierający na zawał czy udar w ambulansach, które nawet nie zdążyły dotrzeć do szpitala. Bezradni medycy, którzy zatrutym dopalaczami osobom chcieli ratować życie, ale nie wiedzieli, co pacjenci wcześniej wzięli. I bezradne przez kilka dobrych lat państwo, które początkowo handel dopalaczami usiłowało ścigać tzw. metodami administracyjnymi - wysyłając do handlarzy sanepid i nakładając kary finansowe.

Tak wyglądały lata 2008-2018 w Polsce, gdy śmiertelne żniwo zbierały "Tajfun", "Mocarz", "Flakka Zombie" i inne dopalacze. Rok 2018 można uznać za pewien przełom, choć wygranej walki z nowymi narkotykami absolutnie nie oznaczał. Wówczas jednak znowelizowano ustawę o przeciwdziałaniu narkomanii i dystrybucja dopalaczy zaczęła podlegać ściganiu karnemu. Wtedy też CBŚP rozbiło ostatni stacjonarny sklep z dopalaczami w kraju - w Białymstoku.

Stacjonarny sklep? Młodszemu pokoleniu trudno w to dziś uwierzyć. Ale - tak! Przez blisko dekadę można było w Polsce wejść "z ulicy" do sklepu i kupić dopalacze. Jedne sklepy udawały legalne biznesy, np. sprzedaż drogeryjną czy artykułów kolekcjonerskich. Inne z niczym się nie kryły i bezczelnie w szyldach zamieszczały słowo "dopalacze".

Toruń i Grudziądz. To nie były śmieszne rzeczy ani pachnące gadżety do domu...

"Śmieszne rzeczy" - tak nazywał się stacjonarny sklep z dopalaczami w Toruniu. W Grudziądzu był to "Pachnący dom". W kwietniu br. sprzedawczynie z tych sklepów usłyszały wyroki w Sądzie Okręgowym w Toruniu.

Przez lata walka toczona z handlem dopalaczami, tymi sprzedawanymi stacjonarnie, a potem przez internet, była średnio skuteczna. Na środkowym zdjęciu:
CBŚP/Polska Press archiwum (wszystkie fot.) Przez lata walka toczona z handlem dopalaczami, tymi sprzedawanymi stacjonarnie, a potem przez internet, była średnio skuteczna. Na środkowym zdjęciu: CBŚP i policja rozbijają jeden z ostatnich stacjonarnych sklepów z dopalaczami w kraju (Białystok, 2018 rok).

Zarówno toruński, jak i grudziądzki sklep udawały zwykłe biznesy. Pierwszy sprzedawał dopalacze pod przykrywką handlu śmiesznymi gadżetami, a drugi udawał drogerię. Oba tymczasem sprzedawały dopalacze, które - jak potwierdził właśnie sąd - nawet w niewielkiej dawce mogły powodować zatrucia, zagrażały zdrowiu i życiu klientów.
[polecane]24810269,24815497;1;Polecamy[/polecane]
Sąd ogłosił wyroki skazujące dla trzech ekspedientek, które pracowały w tych placówkach i sprzedawały dopalacze: Dominiki M., Natalii S. i Magdaleny W. Kobiety skazane zostały na kary roku więzienia w zawieszeniu na dwa lata próby, grzywny, dozory kuratora i przepadek zarobionych na dopalaczach pieniędzy. Co im udowodniono?

Magdalena W. sprzedawała dopalacze w sklepie "Śmieszne rzeczy" w Toruniu przez rok - od maja 2012 do kwietnia 2013 roku. Jak ustalił sąd, sprzedała przynajmniej 865 sztuk takich produktów, dla pozoru nazywanych "kolekcjonerskimi". Nazywały się ciekawie, np. "Odświeżacz do toalet o zapachu wiśniowym", "Ekstrakt czarny ogień" czy "Scarlet fire". W rzeczywistości były to groźne środki psychoaktywne, mające w składzie m.in. pentedron, mefedron, 3,4-DMMC czy syntetyczne kannabinoidy.

Przez lata walka toczona z handlem dopalaczami, tymi sprzedawanymi stacjonarnie, a potem przez internet, była średnio skuteczna. Na środkowym zdjęciu:

"Ich spożycie nawet w minimalnej ilości powoduje niebezpieczne i nieprzewidywalne zaburzenia funkcjonowania organizmu"- zaznaczył sąd. Uznając, że ekspedientka sprowadziła niebezpieczeństwo dla życia i zdrowia wielu osób, jednocześnie zarabiając na tym.

A co się działo w Grudziądzu? Tutaj dopalacze sprzedawano w "Pachnącym domu". Dominika M. robiła to od września 2012 do stycznia 2013 roku. Tutaj groźne produkty nazywały się wręcz poetycko, bo np. "„Orientalny Kwiat”, "Morski Nektar”, „Wiśniowe Orzeźwienie”, „Orientalna Rosa", "Ekstrakt Srebrny Brud" czy "Złoty Ogień". Dopalacze udawały saszetki zapachowe lub ekstrakty.
[polecane]24816977,24802739;1;Polecamy[/polecane]
W tym samym sklepie dopalacze sprzedawała też Natalia S., tyle że w okresie od listopada 2014 do lutego 2015 roku. Jak ustalił sąd, ta kobieta sprzedała przynajmniej 1118 sztuk dopalaczy. Nazywały się np. „Imitacja Produktu” „Dodatek do pieca koloru… „Rozpałka do pieca koloru....”. A tak naprawdę one również były jednak groźnymi substancjami psychoaktywnymi.

Przez lata walka toczona z handlem dopalaczami, tymi sprzedawanymi stacjonarnie, a potem przez internet, była średnio skuteczna. Na środkowym zdjęciu:

- Te wyroki są nieprawomocne - zaznacza Jarosław Szymczak, asystent rzecznika toruńskiego sądu. Możliwe zatem, że kobiety będą apelować. Nie zmienia to jednak faktu, że po latach, ale jednak, sprawiedliwość handlujących dopalaczami dosięga. Pytanie, dlaczego po tak długim czasie dopiero? I z organizatorami dopalaczowych biznesów?

Śledztwa Prokuratury Krajowej i ściganie "królów dopalaczy"

Trzy wspomniane ekspedientki oskarżane były przez Prokuraturę Krajową w Łodzi. To ona poprowadziła obszerne śledztwo, dotyczące handlu dopalaczami w 94 sklepach stacjonarnych w całym kraju. Chodzi o placówki, które udawały legalne biznesy - sprzedaż upominków, gadżetów, artykułów drogeryjnych. W tej sprawie do grudnia 2021 roku prokuratura zarzuty postawiła blisko setce osób. Wyroki skazujące właśnie zapadają.

Kilka lat wcześniej prokuraturze udało się postawić w stan oskarżenia "króla dopalaczy", czyli Dawida B., który miał sieć sklepów Smart Szop. Głośno o nim było szczególnie w latach 2010-2012, gdy w kotka i myszkę bezczelnie bawił się z sanepidem w Łodzi. W tym mieście, w roku 2019, usłyszał wyrok: 3 lata i 6 miesięcy więzienia. W uzasadnieniu wyroku sąd podkreślił, że rozprowadzane przez Dawida B. dopalacze u sześciu osób, które je przyjęły, doprowadziły do zagrożenia życia i zdrowia, natomiast u kilkudziesięciu innych - do zatrucia związanego z koniecznością hospitalizacji.

Przez lata walka toczona z handlem dopalaczami, tymi sprzedawanymi stacjonarnie, a potem przez internet, była średnio skuteczna. Na środkowym zdjęciu:

"Król dopalaczy" Dawid B. to postać dobrze znana także torunianom. Gdy młodzieńcowi w roku 2010 zamknięto sieć sklepów z dopalaczami, zamieszkał pod Toruniem, a w samym mieście podjął pracę w gastronomii. W popularnej wtedy knajpie 25-latek serwował placek po węgiersku i tartę cebulową. Po latach jednak ręka sprawiedliwości i jego dosięgnęła - więzienia nie uniknął.
[polecane]24780409,24783207;1;Polecamy[/polecane]
Dopalaczowych króli było jednak więcej. Dziś, z perspektywy czasu, uznać trzeba, że najbardziej na ten tytuł zasłużył sobie Jan S. z Warszawy. To on stał za sprzedażą dopalaczy przez internet, m.in. przez witrynę "Predator-rc". W jego przypadku akt oskarżenia mówił już o całej rzeszy potencjalnie zagrożonych ludzi. Został oskarżony o narażanie życia i zdrowia ponad 16 tysięcy osób, z których pięć zmarło, o wprowadzenie do obrotu ponad 350 kilogramów dopalaczy, nabycie znacznej ilości substancji psychotropowych, pranie brudnych pieniędzy, nakłanianie do pośrednictwa w obrocie dopalaczami, a także zmuszanie lub pomocnictwo do posługiwania się fałszywymi dokumentami tożsamości.

Proces Jana S., jego partnerki i ojca (adwokata) ruszył przed Sądem Okręgowym w Warszawie w 2021 roku. Prawomocnie osądzony ten "król dopalaczy" jeszcze nie został.

Kilka straconych lat, gdy państwo walkę z dopalaczami przegrywało

Zarzuty, akty oskarżenia, procesy, a wreszcie wyroki za handel dopalaczami - pojawiają się. Często po długim czasie od uprawiania całego procederu, bo - jak wspomnieliśmy na wstępie - przez dobrych kilka lat karnie go nie ścigano.
[polecane]24787685,24782450;1;Polecamy[/polecane]
Pierwsze stacjonarne sklepy z dopalaczami pojawiły się w Polsce około roku 2008. Potem zaczęły kwitnąć. Przez kilka dobrych lat państwo próbowało walczyć z tym procederem metodami urzędowymi. Za handel dopalaczami groziła jedynie kara finansowa nakładana w drodze postępowania administracyjnego przez Inspekcję Sanitarną. Kary niskie nie były, bo opiewały na kwoty od 20 tysięcy do nawet 1 mln zł. Ich ściągalność jednak była bliska zeru.

Przez lata walka toczona z handlem dopalaczami, tymi sprzedawanymi stacjonarnie, a potem przez internet, była średnio skuteczna. Na środkowym zdjęciu:

Przypomnijmy, że według raportu Najwyższej Izby Kontroli w latach 2010-2016 w całym kraju nałożono łącznie na dilerów ponad 60 mln zł kar, natomiast do budżetu państwa wpłynęło zaledwie niecałe 3 procent tej kwoty! Dochodziło do kuriozalnych sytuacji. Sanepidy nie mogły wyegzekwować kar, więc skarbówka kosztami obarczała... sanepidy właśnie!

W roku 2018 znowelizowano prawo. Najprościej rzecz ujmując, dopalacze zaczęły być traktowane na równi z narkotykami. Prokuratura Krajowa natomiast (nie tylko łódzka) ostro zabrała się za handlarzy - tak ze sklepów stacjonarnych, jak i internetowych.

WAŻNE. Pamiętne lato z "Mocarzem" i tragiczne lato w Łodzi

*W lipcu 2015 roku doszło w Polsce aż do 1968 zatruć dopalaczami. Krwawe żniwo zebrał wtedy tzw. "Mocarz". W składzie miał syntetyczne kanabinoidy, po których wypaleniu występowały efekty podobne do tych, jakie wywołują marihuana i haszysz, tyle że nawet kilkaset razy silniejsze. Policja spekulowała wtedy, że handlarze sprzedawali w wakacje towar sprzed pięciu lat, po wyjątkowo niskich cenach - 10 zł za gram.

*Tragicznym latem nazwać natomiast trzeba w roku 2018. W sierpniu media donosiły, że zmarło już 30 osób po dopalaczach. Dziesięć z nich straciło życie w ciągu jednego tygodnia, w samym województwie łódzkim. Były to alarmujące statystyki, bo w całym 2017 roku odnotowano "zaledwie" 21 takich zgonów.

Małgorzata Oberlan

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2024 Polska Press Sp. z o.o.