Był taki czas... gdy czerwone baloniki krążyły nad Bydgoszczą

Czytaj dalej
Fot. pixabay, zdjęcie ilustracyjne
Krzysztof Błażejewski

Był taki czas... gdy czerwone baloniki krążyły nad Bydgoszczą

Krzysztof Błażejewski

Dziś, gdy prognozy pogody kreują specjaliści na podstawie danych ze stacji pomiarowych na całym świecie, modeli matematycznych itp., dawne przewidywania mogą budzić śmiech.

Pierwsza po II wojnie stacja meteorologiczna w Bydgoszczy mieściła się na ówczesnych peryferiach miasta, na Szwederowie przy ul. Gołębiej. Najważniejszym urządzeniem do badania stanu atmosfery był wówczas… czerwony balonik, który po wypełnieniu go wodorem był wypuszczany w powietrze. Takich baloników w ciągu dnia zużywano kilkadziesiąt.

Teodolit śledczy

Lot każdego balonika, wypuszczanego o ustalonych porach dnia, śledzony był przez miejscowego meteorologa przy pomocy teodolitu (małej lunetki), która notowała parametry wznoszenia się balonika. Odczytywano kąt wznoszenia się i prędkość, co dawało asumpt do określenia kierunku i siły wiatrów tzw. górnych. Dalszy ciąg obliczeń prowadzony był przy pomocy koła pilotażowego oraz tablic psychometrycznych. Zbierano także informacje dotyczące rodzaju zachmurzenia, widzialności, temperatur i ciśnienia. Chmury rozpoznawano „na oko”, ciśnienie na podstawie barometrów i barografów, a temperaturę z termometrów umieszczonych w specjalnej „klatce meteorologicznej”.

Bydgoska stacja taki meldunek wysyłała do Warszawy raz na dwie godziny, ale częściej, bo co godzinę, kierowała zebrane dane do Wojskowego Instytutu Meteorologii, który rozsyłał zbiorcze informacje na wszystkie polskie lotniska.

Na podstawie wszystkich zebranych informacji formułowano ciąg danych, który przesyłany był telegraficznie do Instytutu Meteorologii w Warszawie. Na podstawie tych danych, zebranych z całego kraju, określano przebieg pogodowych frontów nad obszarem Polski, ich kierunek przesuwania się i potencjalną szybkość przemieszczania.

Dla wojska więcej

Bydgoska stacja taki meldunek wysyłała do Warszawy raz na dwie godziny, ale częściej, bo co godzinę, kierowała zebrane dane do Wojskowego Instytutu Meteorologii, który rozsyłał zbiorcze informacje na wszystkie polskie lotniska. Ponadto pracownicy stacji zobowiązani byli do zbierania dodatkowych danych w przypadku sytuacji nadzwyczajnych jak burze, opady, zamiecie czy mgły.

Krzysztof Błażejewski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.expressbydgoski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.