Bydgoszczanka bierze udział w projektowaniu największego jachtu na świecie. Norweski miliarder zamówił jacht, który ma ratować oceany

Czytaj dalej
Fot. Nadesłane
Dorota Witt

Bydgoszczanka bierze udział w projektowaniu największego jachtu na świecie. Norweski miliarder zamówił jacht, który ma ratować oceany

Dorota Witt

- Gdy zobaczyłam to zlecenie, nie znając jeszcze nawet jego nazwy, zadzwoniłam do rodziców i powiedziałam, że będziemy pracować nad czymś bardzo dziwnym – na jachcie mają być laboratoria, sale wykładowe, kinowe, miejsca dla badaczy, naukowców. Może to jacht dla CIA? Nic z tych rzeczy. Jacht REV Ocean powstaje z inicjatywy norweskiego miliardera Kjella Røkke. Ma pomagać w ratowaniu oceanów. Na jachcie będą pracowali naukowcy - mówi Alicja Kotlarek z Bydgoszczy, która projektuje luksusowe jachty. Studiowała w Paryżu, Mediolanie i Londynie. Uczestniczy w tworzeniu największego prywatnego jachtu świata: REV Ocean i współpracuje z polską firmą, która projektuje katamarany.

Z Bydgoszczy przez Paryż, Mediolan, Londyn, Nowy York prosto na luksusowe jachty. Jak znalazła się pani na tej drodze?
Odkąd pamiętam chciałam studiować w Paryżu. Zawsze lubiłam rysować, nauka języków była dla przyjemnością, a podróże i historia sztuki były tematami rozmów w moim domu rodzinnym. Rodzice od początku wspierali wszystkie moje plany i pomagali realizować marzenia, nawet te najbardziej szalone. Miałam też szczęście trafić na nauczycieli z prawdziwą pasją; miałam lekcje języka francuskiego u wspaniałej nauczycielki, która rozwijała we mnie również miłość do francuskiej kultury - kursy rysunku, konkretnie przygotowujące teczkę do egzaminów artystycznych oraz genialne zajęcia z historii sztuki. Kiedy w klasie maturalnej trzeba było podjąć decyzję, zebrałam wszelkie materiały i pojechałam do Paryża, gdzie dostałam się na studia. Paryskie studia przygotowały mnie przede wszystkim z zakresu sztuki i malarstwa. A jednak życie zaprowadziło mnie do Mediolanu – kolebki projektowania przemysłowego, gdzie mogłam uczyć się od najlepszych i zdobywać praktyczną wiedzę. Jednym z tematów dyplomów końcowych był projekt jachtu. Nie wybrałam go. Później wielokrotnie zdarzało mi się wracać myślami i żałować, że nie mam tak ciekawego projektu w portfolio. Na horyzoncie pojawił się pomysł kursu projektowania samochodów, ale finalnie wybrałam scenografię i projektowanie przestrzenne. Kiedy po wymarzonym stażu u jednego z moich idoli – ikony współczesnego designu Karima Rashida - szukałam pracy, aplikowałam do firm zajmujących się architekturą wnętrz. I do jednej, która projektowała jachty. I to właśnie jej szef zaprosił mnie na rozmowę. Powiedział, że zainteresował się moim zgłoszeniem, bo w tej branży rzadko spotyka się kobiety, za to nie brakuje mężczyzn, wykształconych w kierunku designu transportu, od dziecka szkicujących samochody. Tymczasem potrzeba mu kogoś, kto ze świeżym spojrzeniem zajmie się projektowaniem wnętrz. Ale był i drugi powód: moim atutem było to, że znałam programy komputerowe, niezbędne w nowoczesnym projektowaniu, umiałam robić wizualizacje 3D (a to wcale nie takie oczywiste nawet w przypadku młodych projektantów). Zaprocentował więc wysiłek, jaki włożyłam w naukę tych programów podczas studiów w Mediolanie.

Zajmuje się więc pani projektowaniem wnętrz luksusowych jachtów. Czego konkretnie?
Wszystko musi współgrać, jeden element dyktuje drugi. Jacht to bardzo wymagające połączenie architektury, wnętrz, pasujących do nich mebli, inżynierii, techniki, sztuki, aż po detal wręcz biżuteryjny – dlatego też nad projektem pracują ludzie, mający umiejętności z tych wszystkich dziedzin. Projektując dany element na jachcie, np. kryształowy żyrandol czy złotą klamkę, trzeba na niego spojrzeć trochę jak na naszyjnik. A przy tym wszystkim pamiętać, by zachować jachtowy styl. A, jeszcze zasada ergonomii w projektowanych wnętrzach – muszą być przecież nie tylko piękne, ale i funkcjonalne, wygodne.

Od czego zaczyna się projekt?
Od scenariusza, czyli od określenia potrzeb i oczekiwań zamawiającego. Nie mówimy o kilkumetrowej łodzi, lecz o jachtach długich czasem na ponad 100 m, które mająpo 3, 4 czy 5 pokładów. Z reguły to wnętrza, które będą używane jako prywatne, muszą być estetyczne, przyjemne. Ale i reprezentatywne. Nie musimy wiedzieć o kliencie wszystkiego; często zresztą nie wiemy nawet, dla kogo pracujemy, bo bezpośredni kontakt -i to nie zawsze z klientem, czasem z jego reprezentantem - ma szef. Rozmowy toczą się za kulisami. Są jednak sprawy, o które musimy zapytać: jak właściciel jachtu będzie spędzał na nim czas, czy będzie na nim mieszkał, czy tylko odpoczywał, czy będzie gościł sporo osób, a może jacht będzie wynajmowany. Z odpowiedzi na te pytania wyłania się czasem zdumiewająca wizja jachtu. Słyszałam o życzeniach zbudowania na pokładzie kortu tenisowego o standardowych wymiarach. Projektujemy dedykowane siłownie, SPA, a nawet salony kosmetyczne. Właściciele jednego z jachtów chcieli, aby projekt był wręcz podporządkowany ich ukochanym psom. To były dwa niewielkie psiaki, które przygarnęli ze schroniska. Miały się na pokładzie dobrze czuć, więc musieliśmy dostosować do ich potrzeb cały projekt. Musieliśmy zrezygnować z jedwabiu, bo byłby w tym przypadku wyjątkowo niepraktyczny, zwłaszcza, gdyby psy cierpiały np. z powodu niestrawności. Zaproponowaliśmy więc inne materiały, m.in. bambus. Życzeniem klienta było obniżenie okien, tak, by psy miały dobry widok na ocean. Zaprojektowaliśmy też „dog station” – gdzie psy mogły jeść, odpoczywać, poddawać się zabiegom pielęgnacyjnym. Nie zabrakło tam prawdziwej trawy. Każdy taki nieoczywisty pomysł to dla projektanta wyzwanie, na które czeka. Słyszymy „psy na pokładzie” i zaczynamy popis: rusza burza mózgów, prześcigamy się w pomysłach, jak połączyć funkcjonalność z estetyką i jeszcze sprawić, że efekt zachwyci zamawiającego.

Projektując dany element na jachcie, np. kryształowy żyrandol czy złotą klamkę, trzeba na niego spojrzeć trochę jak na naszyjnik. A przy tym wszystkim pamiętać, by zachować jachtowy styl. A, jeszcze zasada ergonomii w projektowanych wnętrzach – muszą być przecież nie tylko piękne, ale i funkcjonalne, wygodne.

A ile czasu mija od wykonania projektu do wypłynięcia jachtu na głębokie wody?
Czasem budujemy jacht, który bez przesady można porównać z blokiem mieszkalnym. Łatwo można powiedzieć, że to niedorzeczne, bo za pieniądze przeznaczone na spełnienie zachcianki jednego człowieka można byłoby nakarmić cała wioskę w Afryce. Ja na to patrzę inaczej: oby więcej ludzi z takimi zachciankami. To marzenie zapewnia pracę kilkuset osobom i to nie przez miesiąc, a przez rok, dwa, czasem trzy lata. Nie mówię tylko o osobach bezpośrednio zaangażowanych przy projekcie w Londynie, mówię też o dostawcach surowców z Turcji, Polski, o inżynierach, stoczniowcach. Aktualnie zajmuję się głównie modelowaniem, przygotowywaniem wizualizacji 3D. Zamieniam oczekiwania klienta w projekt, wskazując, jakie mamy możliwości, jakich materiałów możemy użyć. Najpierw robiona jest zewnętrzna sylwetka jachtu. W trakcie tych prac do działania przystąpić możemy my i zająć się wnętrzami. A kiedy tylko pojawiają się zmiany w układzie całego statku, my musimy się dopasować. Cały czas trwa wymiana informacji między nimi a częścią artystyczną. Na końcu przychodzi czas dla stoczniowców.

Kogo na to stać?
Luksusowy jacht to nie jest tania rzecz, choć koszty mogą być bardzo różne, np. zależne od tego, czy jacht ma być budowany od podstaw, czy mamy dostosować odkupiony jacht do potrzeb nowego właściciela.

Które wnętrza w jachcie najbardziej lubi pani projektować?
To niesamowite uczucie zobaczyć na wodzie jacht, nad którego projektem się pracowało. Wejść na pokład. Przekonać się, jak w praktyce wygląda to, co w programie komputerowym sprawiało nam tyle trudności. Najciekawsze dla mnie są klatki schodowe. Są często w centralnym punkcie jachtu, warto więc poświęcić trochę czasu, by stworzyć wyjątkowe schody pnące się w górę na wysokość kilku pokładów. „Trzeba się nachodzić po piętrach” – słyszę często, gdy mówię o tym znajomym. Nie trzeba - są też windy, z reguły osobne – tak jak wiele pomieszczeń - dla obsługi jachtu. A wracając do schodów: wyjątkowo efektownie wygląda np. kryształowy, „lejący się”, kaskadowy żyrandol zawieszony pośrodku klatki schodowej, oświetlający górę i dół. Choć umieszczanie wiszących elementów na jachcie to zawsze wyzwanie – trzeba dobrze przemyśleć ich umocowanie. Lubię ciekawie wykończone ściany klatki schodowej. Utrudnieniem bywa waga użytych materiałów. Na szczęście są już firmy, które przygotowują – coraz lżejsze – specjalnie szlifowane lub mocowane płyty marmurowe czy kamienne. Tym, co często determinuje nieco wygląd wnętrz są kształty mebli, balustrad – lepiej, gdy są zaokrąglone z uwagi na bezpieczeństwo. Niedawno dowiedziałam się o jeszcze jednym ograniczeniu: na jachcie nie montuje się akwariów. To dla dobra ryb, które na pokładzie czują się podobno jak w podwójnym akwarium i mogłyby podróży w takich warunkach nie przetrwać. Wyzwaniem jest zaprojektowanie ciekawych, różnorodnych, a jednak stworzonych w tym samym stylu kajut - kabin - dla gości, ale i zaprojektowanie kabiny właścicieli. To ta największa, z najpiękniejszym, panoramicznym widokiem na ocean. Układ jest przewidywalny: na środku zwykle staje wielkie łoże. Ale detalami można się zabawić. Pamiętam sypialnię, w której sufit był jednym wielkim lustrem. I inną, w której umieściliśmy obrotowe łóżko.

Pracuje pani właśnie nad projektem 183-metrowego, największego na świecie jachtu. Ale nie wielkość czyni go wyjątkowym.
Pamiętam, że gdy zobaczyłam to zlecenie, nie znając jeszcze nawet jego nazwy, zadzwoniłam do rodziców i powiedziałam, że będziemy pracować nad czymś bardzo dziwnym – na jachcie mają być laboratoria, sale wykładowe, kinowe, miejsca dla badaczy, naukowców. Może to jacht dla CIA? Nic z tych rzeczy. Jacht REV Ocean powstaje z inicjatywy norweskiego miliardera Kjella Røkke. Ma pomagać w ratowaniu oceanów. Będzie gotowy na koniec 2021 roku. Na jachcie będą pracowali naukowcy, a jednostka ma spełniać też rolę edukacyjną. Ten projekt rósł jako pomysł. Miał mierzyć 150 m, zrobiło się 183. Budżet też się rozrastał. Pochłonie setki milionów funtów. Myślę, że nawet jego właściciel na początku nie miał pojęcia, jak wielką kulę śnieżną utoczył i ile osób, ile organizacji pociągnie za sobą. A włączyły się w niego, m.in., ONZ, UNESCO i WWF. W przypadku tego projektu stopniowo odchodziliśmy od luksusu (choć to nadal jacht i trzymamy standardy), na rzecz funkcjonalności. W projekcie mają być promowani młodzi artyści, nie może więc zabraknąć przestrzeni do prezentowania ich prac, takich jak nowoczesne rzeźby, zrobione np. z lin czy plastiku wyciągniętego z dna mórz. Chcemy, by projekt był spójny z ideą, dla której powstaje. Nie używamy materiałów, które są sztuczne czy szkodliwe, np. toksycznych żywic i lakierów. Skoro jacht ma misję: ratować oceany to i my miejmy misję: sięgajmy po materiały z odzysku, np. szkło czy drewno. Kolorowe (recyklingo-wane), podświetlone szkło jako materiał wykończeniowy sprawdza się tu doskonale - oferuje spektakularne efekty. Właściciel jest dociekliwy, pyta o sens wyboru tych, a nie innych materiałów, wskazuje ekologiczne rozwiązania. To skłania nas do wytężonej pracy i przecierania nowych ścieżek: szukania nieoczywistych rozwiązań, nowych firm, dostawców, materiałów. Praca nad tym projektem pokazała, jak duża jest nisza na rynku jachtów. Brakuje projektów, które łączą ekologię i luksus. Jachtów w stylu, który określiłabym jako luksusowy minimalizm.

Pamiętam, że gdy zobaczyłam to zlecenie, nie znając jeszcze nawet jego nazwy, zadzwoniłam do rodziców i powiedziałam, że będziemy pracować nad czymś bardzo dziwnym – na jachcie mają być laboratoria, sale wykładowe, kinowe, miejsca dla badaczy, naukowców. Może to jacht dla CIA? Nic z tych rzeczy. Jacht REV Ocean powstaje z inicjatywy norweskiego miliardera Kjella Røkke. Ma pomagać w ratowaniu oceanów. Będzie gotowy na koniec 2021 roku. Na jachcie będą pracowali naukowcy, a jednostka ma spełniać też rolę edukacyjną.

Ma mieć dwa lądowiska dla helikopterów…
No tak, helideck to właściwie standard na luksusowych jachtach, a tu mamy aż dwa. Ten statek jest największy – ma 9 pokładów, a na nich wiele miejsc do prowadzenia obserwacji i badań naukowych.

Współpracuje pani także z firmą Sunreef Yachts z Gdańska.
Nie każdy może mieć rolls royce’a, ale wiele osób może sobie pozwolić na fajne, sportowe autko. W Polsce wcale nie brakuje osób, które chcą popływać własnym katamaranem. Dla mnie to tak, jakbym po zaprojektowaniu ogromnego kompleksu hotelowego w Dubaju zajęła się projektem butikowego, dopracowanego w każdym calu hotelu. Z dumą obserwuję, jak w Polsce nie tylko coraz częściej projektujemy dla polskiego klienta, ale to właśnie w rodzimej stoczni powstają projekty dla klientów z USA czy Chin, biorące udział w międzynarodowych konkursach i wystawiane w pokazach jachtowych. Naszym atutem jest to, że zapewniamy cały proces produkcji – od pomysłu, przez projekt i wykonanie. Mamy świetne zaplecze stoczniowe i dostawców materiałów najwyższej jakości. A i projektantów niezwykle utalentowanych i ambitnych ze świeżym spojrzeniem na tę branżę. Skóry czy drewno z Polski – z tego dziś korzystają pracownie zagraniczne i bardzo sobie te materiały chwalą. Warto być dumnym z polskich marek.

Dorota Witt

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.expressbydgoski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.