10 postaci, które wywarły największy wpływ na losy Bydgoszczy [nasz ranking]

Czytaj dalej
Fot. Archiwum
Krzysztof Błażejewski

10 postaci, które wywarły największy wpływ na losy Bydgoszczy [nasz ranking]

Krzysztof Błażejewski

Mija sto lat od powrotu Bydgoszczy do Polski. Dzień 20 stycznia 1920 roku oznaczał kres pewnej epoki i początek nowej, diametralnie od siebie się różniących. Urząd Miasta Bydgoszczy poprzez powołaną przez siebie kapitułę wybrał już 25 najpopularniejszych bydgoszczan czasu 1920-2020. My wybraliśmy dziesięć postaci, które naszym zdaniem wywarły największy wpływ na losy Bydgoszczy, jej rozwój i dzisiejszy kształt, tożsamość miasta, a także świadomość jego mieszkańców. Nie wszystkich z nich można nazwać bydgoszczanami, jednak znaleźli się akurat tu i teraz, by odcisnąć na naszym mieście swoje piętno. Naszej „10” nie układamy według kolejności. Dokonanie takiego wyboru byłoby niemożliwe. Prezentujemy ich w kolejności według daty urodzin.

Jan Teska (1876 -1945)

pochodził z Poznania, a w Bydgoszczy zjawił się w 1907 roku, by założyć „Dziennik Bydgoski”. Jego zasług dla utrzymania polskiego ducha w mieście przed I wojną nie sposób przecenić. Jego wpływ na umysły i świadomość bydgoszczan przeciągnął się na całe międzywojnie. „Dziennik” dzięki żywej formule i interesującym aktualnym treściom osiągał rekordowe nakłady (ponad 40 tys. egzemplarzy), należał do pierwszej dziesiątki najpopularniejszych polskich dzienników. Teska prowadził też ożywioną działalność polityczną i samorządową, był jednym z najbardziej rozpoznawalnych bydgoszczan.

Leon Barciszewski (1883-1939)

do Bydgoszczy trafił w 1932 roku, kiedy został wybrany prezydentem miasta. Szybko stał się bardzo popularną i lubianą postacią, bowiem bydgoszczanie spostrzegli, że dobro Bydgoszczy leży mu wyjątkowo na sercu. Do dziś przetrwała legenda o wyjątkowo prawym i uczciwym prezydencie, który w drodze z domu do urzędu przechadzał się po mieście, by sprawdzić stan ulic i chodników. Siły legendzie Barciszewskiego dodała też jego męczeńska śmierć z rąk Niemców, prawdopodobnie 11 listopada 1939 roku.

Helmut Bishoff (1908-1993)

kiedy jeden, jedyny raz pojawił się w Bydgoszczy, był dowódcą hitlerowskiego Einsatzkommando IV. Był tu tylko kilka dni, ale przez fakt, że 9 września 1939 roku zorganizował pierwszą z dwóch publicznych egzekucji na Starym Rynku przed frontonem kościoła pojezuickiego, a następnego dnia dowodził obławą na Szwederowie, która pociągnęła za sobą ponad sto ofiar sprawił, że Bydgoszcz stała się miejscem męczeństwa, które wyaża pomnik na Starym Rynku. Bishoff nigdy za zbrodnie w Bydgoszczy nie odpowiedział. Odsiedział 10 lat w syberyjskim łagrze, a potem spokojnie żył w RFN.

Werrner Kampe (1913-1974)

do Bydgoszczy trafił we wrześniu 1939 roku i natychmiast zapisał się w pamięci mieszkańców jako wyjątkowo gorliwy prześladowca Polaków. To on po nominacji na burmistrza Bydgoszczy wymyślił nowy kształt Starego Rynku, nakazując rozbiórkę zachodniej pierzei, by w to miejsce wstawić monumentalny germański ratusz na wzór budowli norymberskich. Brak tej pierzei do dziś bulwersuje mieszkańców miasta, jest przyczyną sporów i kontrowersji. Polacy po 1945 roku omyłkowo nie umieścili go na liście poszukiwanych zbrodniarzy. Kam-pe spokojnie dożył starości.

Witold Lassota (1916-2004)

był postacią o niewyjaśnionej nigdy przeszłości. Oficer AK na Wołyniu, członek partyzantki... sowieckiej zesłany na Syberię, kilka lat później „objawił się” jako… cenzor prasowy w Toruniu, a potem został mianowany w 1953 roku redaktorem naczelnym „Ilustrowanego Kuriera Polskiego”. Wytrwał tam aż 33 lata! Była to gazeta Stronnictwa Demokratycznego, oficjalnie wspierająca linię PZPR, utrzymująca jednak ogromną poczytność, łączność z czytelnikami oraz organizująca liczne akcje cieszące się popularnością. Gazeta w znacznym stopniu kształtowała świadomość bydgoszczan. Sam Lassota uprawiał działalność polityczną, był długoletnim posłem i przewodniczącym sejmowej komisji kultury oraz działaczem innych instytucji. To on „załatwił” nam kasę na Operę Nova.

Kazimierz Maludziński (I 1919-1983)

był najdłużej urzędującym prezydentem Bydgoszczy, choć jego funkcja oficjalnie nazywała się „przewodniczący Prezydium Miejskiej Rady Narodowej”. W czasach PRL-u był traktowany jako „ojciec miasta” i rzeczywiście miał wiele do powiedzenia. To on jako samouk bez wykształcenia świetnie opanował sztukę zarządzania. Zasłynął przeforsowaniem decyzji o zasypaniu starego kanału pod budowę ronda Grunwaldzkiego i stawianiem konsekwentnie na rozbudowę Bydgoszczy, czym nadał jej kształt miasta przemysłowego, miasta klasy robotniczej, co konsekwentnie podkreślał. Z pewnością dziesiątki tysięcy bydgosz-czan zawdzięczają mu szansę na stanie się mieszkańcami miasta.

Aleksander Schmidt (V 1919-2008)

był aktywnym działaczem ugodowego po wojnie ZSL, co umożliwiło mu karierę polityczną. Pochodził, podobnie jak Maludziński, z Szubina, stąd dobrze się znali i rozumieli. Od 1958 do 1971 był przewodniczącym Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej, czyli odpowiednikiem wojewody. To jego pomysłami była budowa „Kaskady” na rogu ul. Mostowej i Starego Rynku, a także szaniec za pomnikiem Walki i Męczeństwa na Starym Rynku. To Schmidt forsował budowę na rynku muzeum martyrologii, wywierał przemożny wpływ na kształt miasta i kierunki jego rozbudowy. W 1971 roku dostał „kopa w górę” na szefa NIK-u i opuścił Bydgoszcz na zawsze.

Andrzej Szwalbe (1923-2002)

był człowiekiem tryskającym trafnymi pomysłami, wyjątkowo aktywnym i pracowitym. Jego pasją była muzyka i kiedy trafił do Bydgoszczy po II wojnie, rozpoczął starania o budowę w mieście filharmonii. Dzięki dobrym układom w stolicy doprowadził tę budowę do końca, a potem został dyrektorem filharmonii, czyniąc z niej przybytek kultury znany w całym kraju i popularny w mieście. Znała go cała Bydgoszcz, to on doprowadził do powstania „dzielnicy muzycznej”, wyższej szkoły, a także budowy galerii BWA. To jego inicjatywy wpływały na rozwój kulturalny, na kształt i tożsamość miasta, jakie znamy.

Jan Rulewski (1944-)

to mimo licznych kontrowersji chyba jeden z nielicznych polityków z bydgoskim rodowodem, akceptowanym przez różne środowiska. Pierwszy raz bydgoszczanie usłyszeli o nim w czasie strajków sierpniowych 1980 roku. Jego wpływu na działalność związkową i ruchu „Solidarność” w czasie przełomu trzeba docenić, a jego udawane (dziś już wiemy o tym na pewno) pobicie w marcu 1981 roku spowodowało, że o „prowokacji bydgoskiej” mówiono w całej Polsce i na świecie i mówi się o niej do dziś.

Tomasz Gollob (1971-)

jest postacią, która sprawiła, że przez dwie dekady bydgoski żużel kwitł jak nigdy wcześniej ani później. Jest reprezentantem całej plejady wybitnych bydgoskich sportowców, jednak niekwestionowane mistrzostwo i jego publiczne przypominanie o „ukochanej” Bydgoszczy zasługują na wyróżnienie. To jego postawa wpłynęła na zwiększenie zainteresowanie speedwayem w Bydgoszczy, sprowadziła do naszego miasta na kilkanaście lat turnieje z cyklu Grand Prix, w których brali udział wszyscy najlepsi żużlowcy świata, a stadion Polonii uzyskał nowoczesny kształt i oblicze.

Krzysztof Błażejewski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.expressbydgoski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.