Maciej Czerniak

W Niemczech zatrzymano zabójczynię męża, poszukiwaną listem gończym

Poszukiwania Doroty K. trwały pięć lat. Ciekawe, czy przez cały ten czas ukrywała się w Wuppertalu, a więc na terenie Niemiec - kraju, z którego policjanci Fot. RB/Google Maps Poszukiwania Doroty K. trwały pięć lat. Ciekawe, czy przez cały ten czas ukrywała się w Wuppertalu, a więc na terenie Niemiec - kraju, z którego policjanci bardzo ściśle współpracują z polską policją. I kto wie, jak długo by jej jeszcze szukali, gdyby nie publikacja Europolu
Maciej Czerniak

Bydgoszczanka Dorota K. w Polsce musi odsiedzieć ponad 20 lat z wyroku, jaki dostała za zastrzelenie męża. - Trwają procedury związane z ekstradycją Doroty K. do Polski - informuje podinsp. Monika Chlebicz, rzeczniczka prasowa Komendy Wojewódzkiej Policji w Bydgoszczy.

Wracamy do tematu zatrzymania Doroty K., bydgoszczanki, która zastrzeliła męża. Kobieta była numerem jeden wśród poszukiwanych przestępców w Europie.

Dorota K. została zatrzymana 22.10. w Wuppertalu w Nadrenii-Północnej Westfalii. A jeszcze w poniedziałek Europol opublikował listę najbardziej poszukiwanych przestępców. Znalazła się na niej również Dorota K., mieszkanka Bydgoszczy, skazana na 25 lat więzienia za zastrzelenie swojego męża. Akcji organizowanej przez policję przyświecało hasło „Crime has no gender”, co można przetłumaczyć jako „Przestępstwo nie ma płci”.

Bydgoska policja pomogła

- Do ujęcia poszukiwanej przyczyniły się działania Europolu - mówi podinsp. Monika Chlebicz, rzeczniczka Komendanta Wojewódzkiego Policji w Bydgoszczy.

Rzeczniczka podkreśla, że to właśnie policjanci Wydziału Kryminalnego bydgoskiej Komendy Wojewódzkiej Policji zdobyli „bardzo precyzyjne” informacje, które pozwoliły namierzyć ściganą w miejscu, w którym ostatnio przebywała.

Dorota K. została skazana w 2010 roku. Była ścigana od 2014 roku. Nie wróciła z przerwy w odbywaniu kary, jaką sąd przyznał jej na opiekę nad chorym synem. Wydano za nią Europejski Nakaz Aresztowania. - Praca przy poszukiwaniach nie była łatwa - podkreśla Chlebicz.

- Szczególnie trudne było zdobywanie precyzyjnych informacji umożliwiających dokonywanie sprawdzań jakichkolwiek miejsc. Przełom nastąpił w ostatnim czasie - mówi Monika Chlebicz, dodając, że ważna była w tym przypadku współpraca z policjantami z Wydziału Poszukiwań i Identyfikacji Osób Biura Kryminalnego Komendy Głównej Policji.

K. zabiła męża 30 stycznia 2008 roku w luksusowej willi na Osowej Górze, gdzie mieszkało małżeństwo. Przyznała się do zabójstwa tego samego dnia późnym wieczorem, kiedy zadzwoniła na policję.

Poniżej przypominamy artykuły i reportaż Grażyny Ostropolskiej, która kilkakrotnie pisała o sprawie Doroty K. na naszych łamach. Publikacja zamieszczonych dziś ponownie tekstów miała miejsce 9 stycznia 2015 roku, cztery lata temu, stąd też trzeba pamiętać, że niektóre treści się zdezaktualizowały.

Nasz informator twierdzi, że Dorota K. wykorzystała przerwę w karze do zorganizowania ucieczki. Nakłoniła swoje dzieci do sprzedaży trzech atrakcyjnych nieruchomości, które odziedziczyły po zamordowanym ojcu, bogatym biznesmenie Leszku Kaźmierskim. Sprzedali willę na Osowej Górze, kamienicę przy Ossolińskich, a biurowca przy ul. Przemysłowej pozbyli się w październiku, tuż przed wydaniem listu gończego za Dorotą K. - mówi.

Obiekt przy Przemysłowej kupił Józef S. - Wszystko odbyło się zgodnie z prawem - mówi. Płatność została uiszczona w dwóch ratach - zapłatę drugiej - kilkuset tysięcy złotych - S. uzależnił od wyczyszczenia hipoteki biurowca z wierzycieli. - Zrobili to bardzo szybko i w październiku zapłaciłem wszystko, co się należało - mówi przedsiębiorca. Dorotę K. widział przed podpisaniem aktu notarialnego. - Zależało jej na tych pieniądzach. Mówiła, że zanim wróci do więzienia, musi wszystko pozałatwiać - mówi S. Podejrzewa, że kobieta uciekła z dziećmi, bo...

- Dzwoniłem do nich, by załatwić formalności, związane z dostępem do drogi prowadzącej do biurowca, ale nikt nie odbierał - mówi.

Syn Leszka i Doroty skończył we wrześniu 18 lat. To ze względu na jego stan zdrowia skazana otrzymała przepustkę na opiekę na pół roku. Potem wydłużono ją do roku. Do kolejnej nie miała prawa, bo syn uzyskał pełnoletność.

- Przy założeniu, że dzieci podzieliły się z matką pieniędzmi, K. miała wystarczająco dużo kasy, by zmienić tożsamość - zauważa nasz informator.

***

Wojna siedmioletnia o kasę

Trwa spór o kilkunastomilionowy spadek po zamordowanym biznesmenie Leszku Kaźmierskim

Zastrzelony przez żonę 46-letni przedsiębiorca był jednym z bogatszych mieszkańców Bydgoszczy. Zdobył majątek, handlując nieruchomościami oraz importowanymi częściami do komputerów.

Tuż po śmierci Leszka Kaźmierskiego (zginął 7 lat temu od strzału w tył głowy) zaczęła się ostra batalia o udziały w jego firmach, pieniądze na kontach i liczne nieruchomości. Sądowa wojna trwa do dziś, a jej uczestnikami są: dzieci zamordowanego, reprezentowane przez opiekuna prawnego i pełnomocników, oraz Dariusz, brat Leszka Kaźmierskiego i zarazem jego wspólnik w interesach.

Przez wiele lat pan Dariusz przebywał za granicą, ale po śmierci brata wrócił, by uporządkować biznesowe sprawy. Podczas procesu Doroty K. wywodził, że oskarżona zastrzeliła jego brata z pobudek ekonomicznych, choć ona sama i jej obrońcy usiłowali dowieść, że zabójczyni działała pod wpływem silnego wzburzenia, ponieważ jej mąż był katem, a ona ofiarą domowej przemocy.

Sąd Dorocie nie uwierzył, ale tego, czym się kierował wymierzając jej tak srogą karę (25 lat więzienia) nie wiemy, bo proces odbywał się przy drzwiach zamkniętych.

Krótko po zbrodni Dorota K. wysłała z aresztu zawiadomienie o domniemanym przestępstwie. Informowała prokuraturę, że brat Leszka bezprawnie przejął tzw. akcje na okaziciela w spółce Omega SA, założonej przez jej zmarłego męża, działając na szkodę spadkobierców, czyli jej dzieci.

Prokuratura wszczęła postępowanie sprawdzające, ale nie dopatrzyła się przestępstwa, o czym świadczą aktualne zapisy w KRS. Wynika z nich, że w styczniu 2011 r. uchwałą nadzwyczajnego zgromadzenia akcjonariuszy spółkę akcyjną Omega przekształcono w spółkę z o.o., a zamienione na udziały akcje objęli: brat i siostra Leszka oraz Birkdale International Investments LTD, wpisana do rejestru spółek handlowych na Brytyjskich Wyspach Dziewiczych, zaliczanych do tzw. „rajów podatkowych”.

Pytamy pana Dariusza, gdzie są udziały spadkobierców brata, czyli dzieci zamordowanego.

- Nie odebrały swoich udziałów, ale w firmie jest rezerwa na ten cel - tłumaczy. O Dorocie K. rozmawiać nie chce, bo nie zmienił o niej zdania. O tym, że rodzina zamordowanego brata jest trudnym przeciwnikiem, przekonał się, biorąc udział w procesach, które mu wytoczyli.

- Pojawiły się nagle jakieś dokumenty, świadczące o pożyczkach, których rzekomo udzielił mi brat i sfałszowany dokument świadczący o tym , że do 7 lutego 2008 r, czyli tydzień po śmierci Leszka, zobowiązałem się je zwrócić - ujawnia. Chodzi o dwie pożyczki na sumę... 12,7 mln zł. Mój podpis sfałszowano - przekonuje pan Dariusz, choć biegły potwierdził jego autentyczność pod notarialnym zobowiązaniem. - Odmówiono mi zbadania podpisu pod kątem wieku tuszu długopisu, ale mam dowody na to, że w dniu, kiedy podobno spisywano ów akt notarialny, nie było mnie w Polsce - twierdzi brat zmarłego.

Rodzina Doroty zwierzała się mediom (teraz nie ma z nią kontaktu), że brat Leszka uszczupla majątek jego dzieci, wygrywając z nimi sprawy w sądzie i zlecając egzekucję komorniczą z ich spadku.

Faktem jest, że 700 tysięcy złotych w ten sposób wygrał i wyegzekwował. Będzie się też domagać zapłaty za nadbudowane piętro wieżowca przy Przemysłowej, które spadkobiercy brata sprzedali w październiku. Nie będzie łatwo, bo dzieci Leszka twierdzą, że ich wujek bezprawnie pobierał czynsz od firm, wynajmujących tę nieruchomość.

Zapowiada się też twarda batalia w sądzie gospodarczym. Córka Doroty domaga się od Omegi - spółki z o.o. (z kapitałem ok. 5 mln zł), w której większość udziałów ma jej wujek... 140 tys. zł.

Sąd zwalnia ją z kosztów sądowych, więc pan Dariusz wnosi o ustalenie rzeczywistego stanu majątkowego powódki. Domaga się zbadania, kto przejął 2,2 mln złotych, które jeszcze dzień po śmierci brata znajdowały się na jego bankowych rachunkach oraz ustalenia, jaką zapłatę pozywająca go bratanica dostała ze sprzedaży nieruchomości.

- Chcę wiedzieć, na jakiej podstawie sąd uznał, że powódka jest biedna i zwolnił ją z kosztów - tłumaczy.

***

Zabójczyni zrzuca maskę

Wiele wskazuje na to, że Dorota K., skazana na 25 lat pozbawienia wolności za zastrzelenie męża, biznesmena, i kreująca się na ofiarę domowej przemocy, sprytnie zaplanowała swoją ucieczkę z więzienia.

Wyrok był srogi; sąd musiał mieć dowody na to, że Dorota K. działała z premedytacją, a nie pod wpływem silnego wzburzenia, skoro nieskuteczne okazały się apelacja i kasacja, a prezydent odmówił ułaskawienia skazanej.

Mediom, które stawały w jej obronie, trudno było tę srogość zrozumieć, bo trwający prawie trzy lata proces toczył się przy drzwiach zamkniętych, zaś mężobójczyni kreowała się na ofiarę domowej przemocy.

Zanim w nocy 29 stycznia 2008 roku, w swoje 33 urodziny, zastrzeliła męża, bogatego biznesmena, pisaliśmy o niej dwukrotnie.

Pierwszy raz w marcu 2004 r., gdy od niego uciekła. Sprzedała wówczas jedną z nieruchomości, które Leszek Kaźmierski na nią przepisał, i kupiła (na licytacji) dom na Osowej Górze w Bydgoszczy. Miała problem, by w nim zamieszkać, bo właściciel nie chciał jej przekazać kluczy. Podejrzewała, że to sprawka męża, który nie pogodził się z jej odejściem.

Pół roku później zadzwoniła do naszej redakcji z hostelu dla ofiar przemocy, prowadzonego przez „Medar”. Twierdziła, że schroniła się tam przed mężem - katem, a ten wdarł się do hostelu i „porwał” ich 8-letniego synka. Ustaliliśmy, że nie miał z tym problemu, bo dziecko samo rzuciło mu się w ramiona, a policja nie interweniowała, bo ojciec nie miał ograniczonych praw rodzicielskich.

Psycholog z „Medaru” zdiagnozował wtedy Dorotę K. jako ofiarę domowej przemocy i gdy cztery lata później zastrzeliła męża, przekazał tę opinię sądowi, zaś rzecznik praw ofiar przy Urzędzie Marszałkowskim zadeklarował, że skieruje do jej obrony swojego adwokata. Zrezygnowała z tej pomocy i tylko ona wie, dlaczego.

Krótko po zakończeniu postępowania prokuratorskiego udało się nam zajrzeć do akt i na podstawie ustaleń śledczych oraz zeznań świadków odtworzyć obraz zbrodni.

Próba odejścia od męża kończy się fiaskiem, bo Leszek straszy Dorotę odebraniem opieki nad synkiem. O córkę walczyć nie będzie, bo nie jest jej biologicznym ojcem. Dorota już wie, że w tym starciu nie ma większych szans, bo kiedy na jej prośbę szkolny pedagog wystawia (na potrzeby sądu) opinię o synku, Leszek grozi gminie Bydgoszcz procesem i szkoła go... przeprasza.

Dorota wycofuje oskarżenia wobec męża o fizyczne i psychiczne znęcanie się nad rodziną.

Zamieszkują wspólnie w rozbudowanym domu na Osowej Górze, ale w ich małżeństwie źle się dzieje. Dorota ma za złe mężowi, że rzadko bywa w domu, a zbyt często w towarzystwie harleyowców. Ostatnia impreza Leszka w tym gronie przelewa czarę goryczy.

Dorota dzwoni do męża, by pochwalić się dobrymi wynikami na uczelni (studiowała zarządzanie gastronomią na WSG), a ten nie odbiera telefonu. Pyta go o powód i słyszy, że brał udział w erotycznym show i w momencie, gdy do niego dzwoniła, rozbierały go striptizerki. „Potraktował mnie jak szmatę do podłogi” - zwierzyła się kolegom z uczelni. Była od nich starsza. „Matkowała nam, była naszym powiernikiem, a w końcu sama się przed nami otworzyła” - zeznawali w prokuraturze.

„Mówiła mi, że pękła w środku, że nie może sobie poradzić z emocjami” - wspominał jeden ze studentów. Twierdził, że tydzień przed zastrzeleniem męża wyglądała na załamaną i wspominała o samobójstwie.

Grała ofiarę, czy faktycznie tak się czuła?

W procesie wyszło na jaw, że ćwiczyła na strzelnicy, a świadków, którzy mieli o niej nie najlepsze zdanie, też pojawiło się co niemiara. „Odnosiłam wrażenie, że sąd był do mnie negatywnie nastawiony, a z tym, że uznano mnie za osobę skrajnie zdemoralizowaną, nie mogę się pogodzić, bo nie byłam alkoholiczką, narkomanką ani prostytutką, tylko ofiarą przemocy, co trudno udowodnić, gdy kat bije tak, by nie zostawić śladów i ubliża, gdy nikt nie słyszy” - zwierzała się przedstawicielom fundacji Lex Nostra, która wystąpiła do prezydenta RP o ułaskawienie Doroty K.

Bronisław Komorowski łaski nie udzielił, ale petycja i telewizyjny rozgłos z nią związany zrobiły swoje. Skazana opowiadała dziennikarzom o katowaniu przez męża, a ci niczego nie mogli sprawdzić, bo sądowe akta zostały utajnione, zmarły nie mógł się bronić, a jego rodzina milczała. W tym czasie (w 2013 r.) K. starała się o przerwę w karze.

Przedstawiała dobrą opinię z więzienia i zaświadczenia od lekarzy, którzy twierdzili, że ze względu na stan zdrowia syna, matka powinna być przy nim.

Dopięła swego, bo choć bydgoski sąd nie zgodził się na przepustkę, to apelacyjny w Gdańsku jej udzielił.

Po półrocznej przerwie w odsiadywaniu kary skazana wystąpiła o jej przedłużenie do roku. Miała wrócić do zakładu karnego w Grudziądzu w końcu września 2014 r., bo właśnie wtedy syn kończył 18 lat. Nie wróciła.

Prawdopodobnie wyjechała z Polski i zmieniła tożsamość. Miała na to pieniądze, bo dzieci, na rzecz których zrzekła się praw do spadku, odziedziczyły po ojcu atrakcyjne nieruchomości i trzy z nich (dom, kamienicę i biurowiec) niedawno sprzedały. Syna, na opiekę nad którym K. otrzymała przepustkę z wiezienia, ze sobą nie zabrała.

- Wiedziała, co robi, zrzekając się praw do majątku, zanim matka Leszka wystąpiła o uznanie morderczyni jej syna za niegodną dziedziczenia - słyszymy od znajomych uciekinierki. Część z nich wierzy, że Dorota była ofiarą przemocy, a wyrok nadmiernie surowy. Inni twierdzą, że była świetną aktorką i kobietą łasą na pieniądze. - Pochodziła z biednej rodziny i za młodu zarabiała na życie jako barmanka w hotelu. Kiedy poznała starszego od niej o 13 lat Leszka, była samotną matką z dzieckiem. Dla niej się rozwiódł, bo chyba bardzo ją kochał - wspominają.

W telewizyjnym wywiadzie (można go obejrzeć na YouTube) Dorota wyznaje, że też kochała męża. Zabiła go 29 stycznia 2008 r. w dniu swoich urodzin. Przyszedł wtedy późno i nie złożył jej życzeń. Położył się na kanapie, włączył telewizor, wyjął butelkę Martella...

Czy właśnie wtedy Dorota usiadła w piwnicy i napisała pożegnalny list?

„Leszku! Dziś są moje 33 urodziny. Zmarnowałeś mi życie, masz mnie za nic, za d... , której możesz używać, bo tak chcesz; za gosposię, za sprzątaczkę. Jesteś chory psychicznie. Dziękuję za zmarnowane życie.

PS Zabiłam się przez ciebie, nie potrafisz być człowiekiem, jesteś zwierzęciem. Baw się dobrze na harleyu ze Śnieżką i innymi. Mam nadzieję, że dzieci nie zostaną z tobą, bo byś je wykończył. Całe życie mnie krzywdziłeś, wciąż płakałam, cierpiałam. Błagałam, czekałam. KONIEC.”

A może list był już wcześniej przygotowany i miał stanowić jej alibi...

15-letnią córkę Doroty wybudził ze snu huk wystrzału. Zbiegła do salonu i zobaczyła leżącego na kanapie ojca. Ujrzała światło w korytarzu, wiodącym do piwnicy, więc tam zeszła. Zobaczyła matkę, która w jednej ręce trzymała pistolet (Walter P-99), w drugiej - telefon komórkowy. Dzwoniła do swojej matki: „Zabiłam go mamo! Przyjedź! Chciałam ze sobą skończyć... Nie mogłam...” - łkała, gdy córka odbierała jej broń.

Gdy przyjechali śledczy, Dorota powtarzała, że źle się czuje, jest w szoku. Mówiła, że mąż się nad nią znęcał, jej życie było koszmarem i nie pamięta, jak doszło do zbrodni. Tą wersję podtrzymywała do końca procesu.

Rodzina Leszka Kaźmierskiego usiłuje dowieść, że z domu zamordowanego zniknęły dokumenty firm, które prowadził, i kluczyki do sejfów, zaś z jego kont bankowych wyparowało ponad 2 mln złotych.

Maciej Czerniak

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.expressbydgoski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.