Typując wyniki Polonii - rozum wygrał z sercem

Czytaj dalej
Fot. Archiwum Polska Press
Marcin Karpiński

Typując wyniki Polonii - rozum wygrał z sercem

Marcin Karpiński

Rozmowa z Hubertem Malinowskim, zwycięzcą trzeciej edycji naszej zabawy „Liga Żużlowych Ekspertów”. Szef redakcji sportowej TVP 3 Bydgoszcz najlepiej typował wyniki Polonii w I lidze. O punkt wyprzedził Marka Sikorskiego, prezesa Salosu Bydgoszcz.

Zwycięstwo w takich okolicznościach cieszy chyba trochę mniej?
Nazwałbym je raczej pyrrusowym. I zastanawiam się, dlaczego akurat zadzwoniliście do mnie w tym roku, a nie wcześniej. Staram się zawsze widzieć szklankę do połowy pełną, patrzeć na życie optymistycznie. A po spadku Polonii do drugiej ligi trudno o optymizm. W Lidze Żużlowych Ekspertów dopiero w końcówce wyszedłem na prowadzenie. Przy typowaniu rezultatów kierowałem się trochę sercem - liczyłem, że nasz zespół wygra u siebie z imienniczką z Piły, ale też rozumem. I niestety, w końcówce zaczął przeważać rozsądek. Po kilku posunięciach kadrowych było widać, że zmierza to w złym kierunku.

Co masz na myśli?
Odsuwanie zawodników od składu, a potem ich przywracanie. Za dużo było chaosu. Linus Ekloef był, ale go nie było, nie dostał więcej szansy. Z Cookiem zrobiło się zamieszanie i Polonii nie pomógł. Słyszałem o sytuacji z Kułakowem, który nie miał jechać do Łodzi, a potem pojechał. Zawodników trzeba więcej motywować. Oni lubią czuć się pewniej. Poza tym w tym sezonie bydgoska drużyna powinna nastawić się na mecze na własnym torze. Tu powinna zdobywać punkty, nawet tylko dwa, a tego zabrakło. Oskar Ajtner-Gollob, Marcin Jędrzejewski, Andriej Kudriaszow i Wiktor Kułakow zrobili swoje, ale to było wszystko. Uważam, że młodzieżowcy powinni być bardziej objeżdżeni na torze przy Sportowej. Niektórzy się śmieją, że są pewnym... punktem Polonii.

Nikt się nie wybił. Nie pokazał czegoś więcej, niż od niego oczekiwano. Zabrakło wartości dodanej. Nie wspomnę o tym, że nie było zawodnika, który robiłby wynik w okolicach kompletu

Co zadecydowało jeszcze o spadku?
Nikt się nie wybił. Nie pokazał czegoś więcej, niż od niego oczekiwano. Zabrakło wartości dodanej. Nie wspomnę o tym, że nie było zawodnika, który robiłby wynik w okolicach kompletu. Bodaj poza słynnym zwycięskim meczem z Rzeszowem, gdzie pojawiło się więcej fanów żużla, w każdym spotkaniu ktoś zawodził. Pewnie zaraz ktoś powie, że w klubie nie ma pieniędzy. Tyle, że ja odniosłem wrażenie, że w tym sezonie zabrakło wszystkiego po trochu, i zaplecza finansowego, personalnego, atmosfery i jednego słowa, za którym kryje się wiele czynników, czyli profesjonalizmu. Przez cały sezon toczyły się tylko dyskusje, że czegoś nie ma i czegoś brakuje.

Co czułeś, gdy typowałeś wyniki?
Nie powiem, że było mi z tym dobrze. Kiedy po raz pierwszy tata zabrał mnie na żużel, miałem sześć lat. Pamiętam lata trudne, kiedy Polonia musiała radzić sobie z problemami, ale też lata świetności. Kiedy część fanów kibicowała Ryszardowi Dołomisiewiczowi, a część dostrzegła już talent Tomasza Golloba. Przeżywałem inne rozterki. To był klub, który przez wiele lat nigdy nie spadł z ekstraklasy, był chlubą naszego miasta. A wyniki 60:30 były dla rywali najniższym wymiarem kary. Nie łudzę się, że to szybko wróci, bo trzeba zacząć od nowa, na bazie wychowanków i czekać na efekty.

Na ostatnim meczu z Unią Tarnów można było dostrzec, że kibice spoglądając na jazdę polonistów nie wierzą w to, co widzą. Nie są przyzwyczajeni do takich obrazków, mają pęknięte serca.
Dlatego, że dziś kibic myśląc o Polonii mówi sobie: sportowo słabi, finansowo słabi, organizacyjnie słabi. Ciężko z tym się utożsamiać. Chciałbym, żeby to się zmieniło. Żeby kibice czuli, że działacze i zawodnicy wkładają w to dużo więcej serca. Myślę, że kibic takie działania zauważy. Zauważą też sponsorzy.

Świetnym pomysłem byłoby obniżenie na drugą ligę cen biletów. Kiedyś dzieci wchodziły na stadion na program. Sam stałem pod bramą i czekałem aż ktoś zezwoli mi wejść.

Boisz się, że może być gorzej?
Zastanawiam się, czy w tej formule, w której obecnie klub funkcjonuje, można zrobić coś więcej i lepiej. Jeśli w drugiej lidze pojawią się dodatkowe pieniądze, to owszem można powalczyć o awans. Ale chyba lepiej stałoby się, żeby nie popełniać błędów z przeszłości i zacząć wszystko od nowa. Przedstawić opinii publicznej sprawę jasno, że czeka nas okres przejściowy. Zbudować drużynę na bazie wychowanków. Zrobić rewolucję opartą na pewnej wizji. To muszą być działania konsekwentne. Uważam, że to spotkałoby się z akceptacją kibiców.
Świetnym pomysłem byłoby obniżenie na drugą ligę cen biletów. Kiedyś dzieci wchodziły na stadion na program. Sam stałem pod bramą i czekałem aż ktoś zezwoli mi wejść. Mecz zrobiłbym z formie festynu, żeby kibice mogli się z zawodnikami integrować. I zarazem zobaczyli, że żużlowcy to nie są posągi, że to też są ludzie.
Kiedy byłem małym chłopcem czyściłem motocykle Bolesławowi Prochowi. W nagrodę otwierał drzwi od garażu i proponował, żebyśmy sobie usiedli na wybranej maszynie. Takie historie pozostają w pamięci. Człowiek za żużlem tęsknił. Cieszył się ze zwycięstw.

Marcin Karpiński

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.expressbydgoski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.