Hej, jadę w las! Moim SUV-em. Jest wysyp, są grzybiarze, ich auta - i tylko służba leśna zapadła się pod ziemię [felieton]

Czytaj dalej
Fot. Jarosław Reszka
Jarosław Reszka

Hej, jadę w las! Moim SUV-em. Jest wysyp, są grzybiarze, ich auta - i tylko służba leśna zapadła się pod ziemię [felieton]

Jarosław Reszka

By się dowiedzieć, że grzyby są gdzieś w pobliżu, nie muszę wychodzić z domu. Informuje mnie o tym Facebook. Na co drugim profilu znajomych pojawiają się koszyki, kosze, wiadra i skrzynki pełne kapeluszowych trofeów. Przekonuje mnie to przy okazji, że znajomych mam kulturalnych i ekologicznych. Nikt z nich nie podsuwa pod obiektyw foliowych worków ze zgniecionymi na galaretowatą masę podgrzybkami, który to widok prześladuje mnie w realu.

Co dziwne, do plastiku zbierają grzyby nie tylko przypadkowi znalazcy. Robią to także ekipy, których pozostały rynsztunek (kalosze, moro, peleryny i termosy) wskazuje na zaplanowaną i długą wyprawę.

By się dowiedzieć, że grzyby są w bardzo bliskim moim pobliżu, nie muszę wchodzić do lasu. Jako że las mam za drogą, to wystarczy, że otworzę furtkę i luknę sobie w prawo i lewo. Jak mam jedno auto w polu widzenia, to jeszcze nie dowód. Mógł nim przyjechać marzyciel, który teraz smętnie snuje się wokół auta, przekonawszy się, że jeszcze nie czas, a w każdym razie nie tu. Kiedy jednak na drodze dostrzegam kilka wozów bez kierowców i pasażerów, to nie może być akt zbiorowego marzycielstwa. Jest wysyp!

Jest wysyp! - przed poprzednim weekendem zaalarmował Facebook. Znajomi z wiadomych powodów nie piszą dokładnie, gdzie im się poszczęściło. Wysyp w najbliższej okolicy potwierdził jednak rzut oka na drogę. Ruszam w las i ja. Okazuje się, że kilka aut na drodze pod moim domem było jedynie wierzchołkiem góry lodowej. Las usiany jest nie tylko grzybami, ale i samochodami. Jedni karnie zatrzymują się na duktach z tabliczkami „droga dopuszczona do ruchu”, inni przebijają się ścieżkami i ścieżynkami. Zachodzę w głowę, po co. Porzucone auta stoją w tym samym miejscu przez długie godziny. Domyślam się, że w tym czasie i kierowcy, i pasażerowie przeczłapali po ściółce wiele kilometrów. Dlaczego żal im było paru kroków, dzięki którym nie rozjeżdżaliby miejsc, w których z takim pożądaniem wypatrują kapeluszy?

Zaczynam natomiast rozumieć, po co Polakom są SUV-y. W mieście, obserwując gabaryty i stroje ludzi gramolących się za kierownicę SUV-a, mogłem jedynie wysunąć hipotezę, że nie są to miłośnicy terenowych masakr ani bezkrwawych łowów przy pomocy teleobiektywów. Teraz rozumiem. SUV-a Polak potrzebuje na grzyby! Raz, że w las wjedzie nim głębiej. Dwa, że stercząca bryła SUV-a jest dobrym punktem orientacyjnym. A byłaby jeszcze lepszym punktem orientacyjnym, gdyby grzybiarze decydowali się na zakup SUV-ów w pomarańczowym czy innym żarówiastym kolorze. Pewnie mniej też byłoby pohukiwania i nawoływania się na grzybobraniu.

Dodatkowo korzystaliby na tym piesi. No bo jaka to sprawiedliwość, że od pieszych za miastem wymaga się teraz chodzenia przy drogach w odblaskach, zaś SUV-y mogą jeździć w maskujących kolorach. Niestety, moda na żarówiaste SUV-y jeszcze do nas nie zawitała.

Jednego tylko elementu brakuje mi w tej jesiennej, leśnej układance: służb leśnych. Domyślam się, że wolą spokojnie przeczekać ten okres w leśniczówkach, by się nie narażać.

Wszak grzyby to nasze dobro narodowe. A dobra narodowego dobry Polak gotów jest bronić do krwi ostatniej!

Jarosław Reszka

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.expressbydgoski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.