"Grzeszny żywot Franciszka Buły". Kultowy film Janusza Kidawy miał premierę czterdzieści lat temu

Czytaj dalej
Fot. arc
Tomasz Szymczyk

"Grzeszny żywot Franciszka Buły". Kultowy film Janusza Kidawy miał premierę czterdzieści lat temu

Tomasz Szymczyk

„Grzeszny żywot Franciszka Buły” zrobił furorę w całym kraju, choć wywiedziony był z tradycji śląskich elwrów raczej nieznanej poza granicami regionu. Kinomanów zachwycił jednak balladowy sposób narracji tego filmu, pysznie nakreślone postacie, sprawna dramaturgia i fantastyczny humor – pisała na łamach DZ Henryka Wach-Malicka. Mija właśnie czterdzieści lat od premiery najciekawszego filmu Janusza Kidawy i zarazem jednego z najbardziej popularnych i lubianych filmów o Górnym Śląsku.

Przełom sierpnia i września 1980 roku obfitował w Polsce w wiele wydarzeń. Podpisano porozumienia między władzą a Solidarnością. Kilka dni później władza się… zmieniła. „W związku z poważną chorobą” I sekretarzem partii przestał być Edward Gierek, a jego miejsce zajął Stanisław Kania. Gazety z tego okresu pełne są też życzeń dla obchodzącego 90. urodziny marszałka Michała Roli-Żymierskiego i doniesień z pól dotyczących podsumowań okresu żniw. Wśród tych wydarzeń w katowickim kinie Rialto odbyła się premiera nowego filmu Janusza Kidawy. „Grzeszny żywot Franciszka Buły” wyprodukowany w katowickim Zespole Filmowym Silesia to jeden z najważniejszych i najbardziej lubianych filmów o Śląsku. Niebawem obraz otrzyma drugą nagrodę główną podczas 7. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych – jeszcze – w Gdańsku. Swoją drogą, był to bardzo śląski festiwal, bo Złote Lwy powędrowały do Kazimierza Kutza za „Paciorki jednego różańca”.

Janusz Kidawa urodził się w 1931 roku w Strumieniu w powiecie cieszyńskim (zmarł w 2010 roku w Katowicach), ale bardzo szybko cała rodzina przeniosła się do Świętochłowic. To w tym mieście przyszły reżyser spędził młode lata. To pewno tam między robotniczymi familokami zetknął się z niejedną grupą elwrów, ulicznymi artystami stanowiącymi często jedyną rozrywkę dla miejscowych. Do takiej właśnie grupy przystaje główny bohater najlepszego filmu Janusza Kidawy, który poprzez jego losy opowiada o międzywojennym Górnym Śląsku. Scenariusz oparł na wspomnieniach ze swego dzieciństwa, na opowieściach zasłyszanych, ale też zainteresowaniu „Cholonkiem” Janoscha. Wykorzystano też oryginalne piosenki z tamtych czasów zebrane m.in. przez Adolfa Dygacza.

Nim Kidawa zainteresował się filmem fabularnym, przez wiele lat był dokumentalistą. Po ukończeniu w 1956 roku studiów w łódzkiej Filmówce pracował najpierw w ośrodku Telewizji Polskiej w Katowicach, a potem w Wytwórni Filmów Dokumentalnych i Fabularnych w Warszawie. To właśnie z pracy przy dokumentach wziął się fabularny debiut reżysera, czyli „Pejzaż horyzontalny” z 1978 roku, którego akcja dzieje się na budowie Huty Katowice.

- Mój debiut fabularny rzeczywiście urodził się z nadmiaru materiału, jaki zebrałem realizując trzy filmy dokumentalne na terenie Huty Katowice. To był „Wielogłos", „Poszukiwacze jutra" i „Człowiek z cyfrą" – wspominał potem w rozmowie z „Dziennikiem Zachodnim”.

Po „Pejzażu horyzontalnym” przyszedł czas na „Grzeszny żywot Franciszka Buły”. Obok aktorów zawodowych na czele z grającym tytułową rolę Andrzejem Grabarczykiem, ale też Haliny Wyrodek, Mariana Dziędziela, Jerzego Cnoty, Grażyny Szapołowskiej, czy też związanych do dzisiaj z Teatrem Śląskim im. Stanisława Wyspiańskiego Adama Baumanna czy Jerzego Kuczery Janusz Kidawa zdecydował się na zaangażowanie aktorów niezawodowych. Sprawdzą się, bo kilka lat później reżyser zaangażuje górali z Beskidów do powtarzanych do dziś przez telewizję filmów „Żeniac” i „Sprawa się rypła”. Zdjęcia do „Grzesznego żywotu...” zaczęły się we wrześniu, a to dla filmowców nie jest dobry czas, z uwagi na coraz mniej słońca i coraz krótszy dzień.

– Wtedy – wspominał na łamach Dziennika Zachodniego Janusz Kidawa – operator Henryk Janas, który podobnie jak ja miał doświadczenia dokumentalisty, zaczął główkować nad obróceniem wad realizacji w zalety. Zachodzące, tzw. „miękkie” słońce postanowiliśmy wykorzystać w budowaniu baśniowego, odrealnionego klimatu, a całości nadać kształt plebejskiej ballady. W balladzie czas przecież się zaciera i zaciera obraz... Po pierwszych ujęciach wiedzieliśmy już, że to jest to. Historia Francika nie straciła na komizmie, ale zyskała nutkę liryzmu.

Janusz Karkoszka recenzując w „Trybunie Robotniczej” „Grzeszny żywot Franciszka Buły” pytał: „Co chciał nam opowiedzieć Kidawa? O życiu śląskiego sowizdrzała, czy o Śląsku międzywojennym, czy o Śląsku w ogóle, o Śląsku jako niepowtarzalnym klimacie społecznym, obyczajowym, kulturowym?”

Właśnie. Franciszek Buła przychodzi na świat w czasie powstań śląskich. Gdy jest małym chłopcem, na kopalni ginie jego ojciec. Jest też o śląskiej religijności, bo matka jest dumna, gdy Francik zostaje ministrantem. Później jednak za rzekomą agitację komunistyczną, trafia do więzienia. W międzyczasie umiera matka, a on sam po wyjściu na wolność przystaje do grupy elwrów, która wędruje między między robotniczymi osiedlami dając ludziom radość. Ale nie tylko o tym jest ten film, bo międzywojenny Śląsk to też i biedaszyby, kryzys, strajki, trudności w znalezieniu pracy i różnice społeczne widoczne w momencie, gdy mały Francik poznaje Karinę, córkę przemysłowca.

Pozostało jeszcze 25% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Tomasz Szymczyk

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.expressbydgoski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.